Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego

Stanisław Cat-Mackiewicz, znany, acz kontrowersyjny publicysta polityczny, pisał w książce Klucz do Piłsudskiego, że Marszałek „…kochał to powstanie, było to życie jego, największe przywiązanie i największa miłość (…), widział swą ojczyznę, pojmował miłość do Polski właśnie przez widok tych rozpaczliwych, bohaterskich bojów 1863 roku”[1]. I rzeczywiście, wydarzenia, które miały miejsce kilka lat przed narodzeniem Piłsudskiego, odegrały ważną rolę w jego patriotycznej formacji. W rodzinie przyszłego Naczelnika Państwa czczono pamięć powstania styczniowego[2]. Wszak jego ojciec – także Józef – był członkiem władz insurekcyjnych i komisarzem Rządu Narodowego na powiat kowieński[3]. Jak często wspominał sam Marszałek, także matka – Maria z Billewiczów – przypominała w domu o bohaterstwie i poświęceniu powstańców.

Matka, nieprzejednana patriotka, nie starała się nawet ukrywać przed nami bólu i zawodów z powodu upadku powstania, owszem, wychowywała nas, robiąc nacisk na konieczność walki z wrogiem ojczyzny.[4]

W myślach Piłsudski często wracał do styczniowej insurekcji. Gdy zatem w 1913 roku zaproponowano mu autorstwo pierwszego dzieła do planowanego tomiku Boje polskie, redagowanego przez młodego historyka, Mariana Kukiela[5], pomimo wielu innych obowiązków zdecydował się przyjąć propozycję. Praca pod tytułem 22 stycznia 1863 traktować miała o bezpośrednich przygotowaniach i pierwszych dniach powstania styczniowego.

(1)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Strona tytułowa oryginalnego wydania 22 stycznia 1863. Warto zwrócić uwagę na 3 taryfy cenowe.

Mimo, iż ani publicystyka ani pisarstwo nie były podstawową aktywnością Piłsudskiego, jego pióro okazało się lekkie, a styl wartki i wciągający (przynajmniej w opinii piszącego te słowa). Dzieło powstawało momentami w ciężkich bólach, do czego Marszałek sam się przyznawał. W liście do przyszłej żony, Aleksandry Szczerbińskiej, pisał:

Nie mogę zdobyć się na plan, jak samą noc 22 stycznia opisywać, od czego zacząć, jaki temat brać. Czy poszczególne sceny obrazować, czy dawać cyfry i dane z krytyką, a dopóki na planie i metodzie pisania nie zatrzymałem się – dopóty i pisać trudno.[6]

Ostatecznie Piłsudski wybrał metodę mieszaną: historiografię łącząc z literackim opisem. Końcowy efekt jest znakomity. Ten osobliwy przykład połączenia historycznych faktów z żywymi dialogami i barwnymi opisami krajobrazów i przeżyć wewnętrznych bohaterów do dziś może mieć walor popularyzatorski. O wartości tekstu Piłsudskiego niech zaświadczy opinia wybitnego znawcy tematu, prof. Stefana Kieniewicza:

…warto i dziś nawracać do tego, co o 1863 roku napisał Piłsudski. Po pierwsze, warto wiedzieć, co sądził na ten temat człowiek wybitny, w tradycji 1863 rozmiłowany; jak oceniał szanse i malszanse ówczesnej sytuacji rewolucyjnej. Ocena ta Piłsudskiego wniosła do naszej wiedzy o wojnie partyzanckiej świeże i cenne, choć może i sporne elementy, nie zawsze doceniane przez historyków zawodowych. Po wtóre zaś: w wywodach tych da się odnaleźć kilka trwale aktualnych prawd: o pięknie poświecenia dla sprawy, a także o obowiązkach ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za sprawę.[7]

Warto dodać, że tekst pierwszego wydania 22 stycznia 1863 został ozdobiony 13 ilustracjami, z których część jest autorstwa Edwarda Rydza-Śmigłego, późniejszego piłsudczyka i oficera legionowego, wybitnego polityka obozu sanacyjnego i politycznego spadkobiercę Marszałka – Naczelnego Wodza w okresie kampanii wrześniowej. Autorem pozostałych ilustracji był Henryk Minkiewicz.

Przenieśmy się zatem w zimowe, styczniowe dni 1863 roku, a przewodnikiem naszym niech będzie ten, który 50 lat po styczniowej klęsce tak wielkie zasługi położył w dziele odbudowy państwowości polskiej. Oto wybuch powstania styczniowego oczami Piłsudskiego.

(2)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Fragment rękopisu pierwszego tomu „Bojów polskich” pt. 22 stycznia 1863r., autorstwa marszałka Józefa Piłsudskiego.

Narrację swą rozpoczyna Marszałek[8]

…dnia 17 stycznia [1863] kiedy to w polskiej kwaterze głównej dawano ostatnie, nieodwołalne rozkazy do boju. Rozkazy aż na 22 stycznia. Nieodwołalny rozkaz na całe 5dni przed bojem. Już w tem daje się odczuć osobliwość warunków wojny i boju.[9]

Zaiste, w warunkach konspiracji powstańczej i w sytuacji, gdy w nocy 22 stycznia będzie trzeba zaatakować liczniejsze oddziały wroga, pięć dni było czasem bardzo długim, aby wieść rozeszła się po okolicy, zaalarmowała oddziały rosyjskie stacjonujące we wsiach i małych miasteczkach, zniweczyła tak niezbędny element zaskoczenia, a może nawet zdekonspirowała część spiskowców, doprowadzając do ich aresztowania. Z drugiej strony, pięć dni było i tak szalenie krótkim czasem, aby zupełnie jeszcze w wielu miejscach niegotowe oddziały sformować i przygotować do boju. Czy jednak tak nietypowy rozkaz może dziwić, gdy wydany był w:

…osobliwej głównej kwaterze. Nic w niej nie przypominało zwykłego obrazu wojennego miejsc, gdzie się rozstrzygają losy bitew i wojen. Ani błyszczących mundurów, ani dźwięku ostróg, ani tętentu koni adiutantów. (…) Kwatera wyglądała jak najzwyczajniejsze mieszkanie prywatne najbardziej cywilnych ludzi.

Powstanie styczniowe pod każdym względem miało być ze strony polskiej niezwykłą wojną.

Fakt, iż powstanie wybucha w nieodpowiednim momencie, że jest nieprzygotowane ani logistycznie, ani propagandowo, ani militarnie, był Piłsudskiemu doskonale znany. Zdawał on sobie sprawę, że zryw zostanie przyspieszony, by uniknąć branki do wojsk rosyjskich, zarządzonej przez Wielopolskiego. Rozterki przywódców powstania, którzy zdawali sobie sprawę, iż nie są gotowi do wystąpienia zbrojnego, ale muszą zrobić wszystko, aby przebiegło ono jak najsprawniej i na jak największą skalę, wkładając w usta Zygmuntowi Padlewskiemu, odmalował przyszły Marszałek następująco:

Wódz ówczesnej Polski, Zygmunt Padlewski, chodził nerwowo po pokoju. Wahał się, jechać do Puszczy Kampinoskiej, czy też zostać w Warszawie. Do Lewandowskiego na Podlasie rozkaz wysłany. (…) Czy rozkaz doszedł? Kto zaręczy? Ma w rozporządzeniu swym 3-4 tysiące. Jakie tam rozporządzenie? Znowu dorastała w głowie wątpliwość. Ludzie w chatach, po dworach rozsypani, czy staną na wezwanie? Kto ich zmusi? A wreszcie, co najgorsza, z czem ludzie pójdą do walki? Śmieszne! Z kijami, kosami, w dobrym wypadku z marną dubeltówką na karabiny i armaty. Wszystko w tym przedsięwzięciu takie niepewne, takie chwiejne.

(3)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Zygmunt Padlewski oczyma Rydza–Śmigłego.

Mimo to jednak nie tylko defetyzm panował w umysłach Polaków. Wśród najbardziej rewolucyjnie nastawionych czerwonych powszechna była wiara, że słuszność sprawy boju o niepodległość i moralna wyższość powstańców może zrekompensować braki w uzbrojeniu i niedostatki w wyszkoleniu. To naiwne, zdawać by się mogło, przekonanie nabiera nieco więcej racjonalności, gdy dodamy, że spiskowcy wierzyli, iż zostaną wsparci przez rewolucjonistów i demokratów rosyjskich, których także nie brakowało, a dzięki ich pomocy zdobędą ważne twierdze, m.in. w Modlinie, Cytadeli, Dęblinie. Broń pozyskana w twierdzach pozwoli na dozbrojenie partii powstańczych i przekształcenie ich w większe, skuteczniejsze oddziały. Wierzono, że mimo przewagi wroga, powstanie, nawet wybuchające w niedogodnym momencie, ma szanse powodzenia. To przekonanie wkłada Piłsudski w usta Stefanowi Bobrowskiemu:

Nie może być wszystko stracone, gdy z jednej strony stanie człowiek wolny, o wolność walczący, a z drugiej niewolnik, pędzony batem, a do wolności wzdychający skrycie. Zapominasz o naszych przyjaciołach w obozie wroga.

Pierwszej nocy walk najwięcej powstańców zebrało się na Podlasiu, gdzie dowodził płk Walenty Lewandowski, na Ziemi Sandomierskiej i w Górach Świętokrzyskich pod dowództwem Mariana Langiewicza oraz niedaleko Płocka, gdzie atakiem na miasto miał dowodzić osobiście Zygmunt Padlewski. Plan powstańców był prosty: atakować oddziały rosyjskie, rozbrajać je, w miarę możliwości zajmować miasteczka i przejmować z lokalnych magazynów zapasy broni. Tam, gdzie się da przecinać linie komunikacyjne między oddziałami rosyjskimi i trakty, którymi mogłyby maszerować ewentualne posiłki oraz czekać na rozwój wypadków. W perspektywie dalszych tygodni walk:

Wschód cały prowadzi ostrą demonstracyjną i partyzancką walkę, przecinając szlaki komunikacyjne z Rosją, a pod osłoną tej walki na południu, w Sandomierskiem i na północy, w Płockiem, zbierają się i organizują armie polskie do marszu na Warszawę.

Koncepcja ta, na papierze wyglądająca na rozważną i rozsądną, była jednak niezwykle trudna do realizacji, gdyż brakowało materiału ludzkiego zdolnego do wprowadzenia jej w życie. Rekrutami miała być miejscowa młodzież, często bez jakiegokolwiek przeszkolenia wojskowego, w dodatku nieznająca się nawzajem i pozbawiona czasu na integrację. Brakowało kadry oficerskiej i podoficerskiej, która byłaby zdolna zapanować nad zbieraniną oraz nadać jej pewną dyscyplinę, wewnętrzny ład i porządek. Morale było bardzo niskie. Marszałek pisze:

Zziębnięci, zmęczeni, wylewali swą gorycz na władze rewolucyjne, szukając w niej winy. Obiecywano broń, obiecywano wodzów, zwycięstwa, gdzie to wszystko? Szeptano o zdradzie władzy, zmawiano do ucieczki. Gdzie indziej młodzież wesoło się bawiła tą zimową majówką w wiecznie zielonym lesie. (…) O nieprzyjacielu nie myślał nikt, ani ci, którym było wesoło, ani ci, których dręczył smutek. Nie było to wojsko (…) Nie było tam oficerów i podoficerów, przełamujących zmęczenie, zmuszających do pracy niemiłej nieraz i uciążliwej. Nie było tam ładu i porządku.

Siły powstańcze, odmalowane w tym portrecie, przedstawiały się zatem momentami opłakanie. „Zdawało się, że ludzie wybierają się na kilkodniowe polowanie, po którem zdrowo i szczęśliwie wrócą do domu”. Niektórzy nie dowierzali, że powstanie rzeczywiście ma wybuchnąć 22 stycznia:

Pułkownik Lewandowski w Siedlcach otrzymał rozkaz z Komitetu Centralnego 17 stycznia. Mimo, iż umówionych znaków na piśmie, pomimo, iż był pewien kurierki (…) nie dał wiary poleceniom (…) Dziwny rozkaz – powiedział!

Poważnym problemem był stan liczebny jednostek powstańczych. Żaden z dowódców na dowolnym szczeblu nie miał pewności, do ilu osób dotrze rozkaz o wybuchu powstania i jak zostanie potraktowany. W efekcie, powszechnym było przeszacowanie sił, jakimi się dysponowało. Tam, gdzie liczono na tysiące, przybywały setki, gdzie miały pojawić się setki, stawały dziesiątki. Nic dziwnego, wszak ziemiańscy powstańcy wiele ryzykowali, przedsięwzięcie było skrajnie niepewne, a gdy kogoś „…tchórz obleciał lub ostrożność przeważyła, zostawał spokojnie w domu, wiedząc, że nikt go do wojaczki nie zmusi i że za dezercję żadna kara nań nie spadnie”. Widzieli to lokalni dowódcy, którzy momentami przeklinali los, że przychodzi im wziąć odpowiedzialność za przedsięwzięcie, które ich przerasta i dowodzić „wojskiem”, które nie nadaje się do walki. Zresztą im samym brakowało umiejętności i doświadczenia wojskowego. Służącemu na Podlasiu pod pułkownikiem Walentym Lewandowskim ziemianinowi Bronisławowi Deskurowi, który miał zaatakować i zdobyć Radzyń Podlaski, Piłsudski wkłada w usta następujące słowa:

Mianowali mnie majorem, ale co z tego majorstwa, gdy nie bardzo wiem, co robić? Umiem ekspedyte regulamin kawalerii, czytało się coś niecoś o taktyce i strategii, ale niech mnie kule biją, jeśli wiem, co z tego wszystkiego wziąć do ataku na Radzyń.

(4)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Bronisław Deskur spod ręki Śmigłego.

W społeczeństwie polskim nie brakowało zwątpienia w sens działań zbrojnych. Nawet stosunek ziemiaństwa i duchowieństwa dawał się określić jako ambiwalentny. W Białej Podlaskiej miejscowi księża-reformaci próbowali swoim działaniem nawet zapobiec lokalnym wystąpieniom, nie dając rozgrzeszenia w czasie spowiedzi przyszłym bojownikom. Ukrócił tę praktykę dopiero dowódca oddziału w Białej, Roman Rogiński, i to wygrażając księżom w niewybredny sposób:

Panie Naczelniku! Nieszczęście! Księża reformaci rozgrzeszenia nie dają! (…) Rogińskiemu, raptusowi z natury, zaiskrzyły się oczy (…) Wpadł [do kościoła, przypis autora]. Ogniście zaczął zarzucać ojcom, że popełniają zbrodnię narodową (…) Wreszcie krzyknął: Żywcem was tu spalę, z dymem puszczę klasztor, jeśli nie ustąpicie i nie wypełnicie obowiązku!

(5)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Broń powstańcza – dubeltówki i strzelby myśliwskie (rys. H. Minkiewicz)

Rosjanie jednak także mieli swoje problemy. Ich siły w Królestwie były niesłychanie rozproszone. Powodem takiego stanu rzeczy były przygotowania do przeprowadzenia branki, w której wojsko miało asystować oraz prowadzenie akcji wyłapywania uciekinierów, chroniących się w lasach przed pójściem w rekruty. Ostatnią rzeczą, jaką życzyliby sobie w ówczesnych dniach carscy generałowie, był wybuch powstania, toteż starali się postępować tak, aby wybuchu insurekcji nie sprowokować.

Rosjanie (…) łudzili się nadzieją zażegnania niebezpieczeństwa mieszaniną łagodnej ustępliwości z terrorem postępowania wojennego. Szło wojsko wszędzie, szło w celu nastraszenia nieposłusznych, mając zarazem rozkaz postępowania grzecznego i nie jątrzącego stosunków z otoczeniem. A że nieposłusznych było wielu (…) stopniowo większe skupienia wojskowe topniały na drobne oddziałki (…) aż wreszcie cała armia, rozdrobniona na małe garnizony, stanowić zaczęła niewielkie wysepki wojskowe wśród morza obcego, najczęściej wrogiego otoczenia.

Takich garnizonów było aż 180, przeciętnie na garnizon na prowincji ludzi 390. I te drobne załogi miały się w najbliższych czasach rozdrobnić jeszcze bardziej, na przykład po to, aby wyłapywać po lasach uciekinierów, chroniących się przed branką. Nie trzeba dodawać, że żołnierze rosyjscy w drobnych oddziałkach, pozbawieni kontroli oficerów, łatwiej dopuszczali się niesubordynacji, a ich chęć do walki malała. Swoje mieli dołożyć też oficerowie armii rosyjskiej, którzy zostali wciągnięci do spisku, wtajemniczeni w plany powstańców i współdziałający z nimi. Ich zadaniem było doprowadzić 22 stycznia do jak największego bałaganu w szeregach carskich, przez urządzanie hucznych uczt, balang i pijatyk. W razie ataku powstańców mieli nie stawić się na alarm inie wziąć udziału w walkach. Wśród samych jednak spiskowców w szeregach carskiej armii wielu wahało się, czy powinni poprzeć rewolucyjne wystąpienie, w obawie przed ewentualnymi konsekwencjami. Przykładem niech będzie kpt. Suchodolski, opisany przez Piłsudskiego oficer garnizonu w Białej, który w ostatniej chwili, przestraszony wizją sądu wojskowego i rozstrzelania, ostrzegł komendanta, gen. Mamajewa o planowanej akcji powstańczej.

Rosjanie bynajmniej 22 stycznia nie byli przygotowani do wojny, a już tym bardziej do tłumienia ruchu partyzanckiego. Do końca wierzyli, że powstanie nie wybuchnie, że spiskowcy, świadomi swej słabości, cofną się w ostatniej chwili. Komentuje Marszałek:

W rosyjskiej kwaterze głównej nie oczekiwano wcale nadchodzących wypadków. Władze cywilne łudziły się nadzieją, żywiły nawet pewność, że po wyłapaniu najgorętszych i usunięciu najbardziej zapalnej młodzieży do szeregów wojskowych w głębi Rosji, wszystko się uspokoi. Liczono na bezsilność ruchu rewolucyjnego, skrępowanego warunkami tajnej organizacji (…) O ile noc 22.01 zastała Polaków nieprzygotowanych do niej technicznie i organizacyjnie, to Rosjan zaskoczyła ona psychicznie.

Piłsudski w subtelny sposób odwołuje się do powstania listopadowego, wskazując na istotne różnice między obydwoma zrywami. Powołany przez niego do życia stary szlachcic Maciej, weteran z 1831 r., takich słów wysłuchuje od księdza Nawrockiego, proboszcza parafii Huszcza na Podlasiu:

Hej! Macieju, teraz na wojenkę wykradać się będziesz, jak złodziej, jak zbój jaki razić będziesz wroga zza węgła (…) Pójdziesz, jak stoisz przy swojej chacie, w siermiędze, a zamiast lancy i pałasza weźmiesz pracowitą kosę. Nie zagra ci do boju skoczna i dziarska muzyka, nie będziesz miał gwaru wojskowego, co cię za młodu cieszył i radował. Przekradać się będziesz po lasach i bagnach jak włóczęga bezdomny.

W słowach tych, gdyby naprawdę były wypowiedziane, pobrzmiewać mogła tęsknota do czasów 1831 r., kiedy walkę z Rosjanami prowadziła regularna armia polska, jednolicie umundurowana, świetnie wyszkolona i uzbrojona, dowodzona przez polską kadrę oficerską. Wówczas okoliczności tych nie wykorzystano, teraz insurgenci na podobne liczyć nie mogli.

(6)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Powstańcy – kosynierzy (rys. Henryk Minkiewicz)

Gdy nadeszła noc 22 stycznia, różne były losy bohaterów styczniowej opowieści Marszałka. Rogiński natknął się w Białej Podlaskiej na duży, zorganizowany i gotowy do obrony miasta oddział rosyjski, więc po demonstracji siły w „bezkrwawej bitwie” odstąpił od walki o nie. W Kodniu:

…stary Nencki z furią wpadł na paruset żołnierzy, stanowiących załogę miasteczka i będących obsługą parku artyleryjskiego. W jednej chwili rozprzężone i rozproszone siły rosyjskie w bezładnym popłochu opuściły miasto, oddając na łup zwycięzcom niewielki skład broni i naboi.

Oddział bojowników z zaścianka Huszcza, pod wodzą weterana listopadowego Macieja, „tak samo znienacka wpadł na szwadron ułanów, rozbił go w puch, zabrawszy rynsztunek i wielką ilość koni”. W wielu miejscach jednak pierwsze boje zakończyły się klęską. W Siedlcach:

…obliczenia zawiodły, większość ochotników nie stanęła do apelu (…) Lewandowski sam, spostrzegłszy wahanie ludzi, nie zdecydował się uderzyć na silną załogę siedlecką, by znieść kampanię stojącą osobno w Stoku Lackim. Pierwszym, nagłym uderzeniem Polacy opanowali składy [broni, przypis autora] i odrzucili kompanię do wsi, gdzie żołnierze, roztarasowali się po chałupach, odstrzeliwując się od napastników (…) Rankiem nadbiegła odsiecz trzech kompanii piechoty i sotni kozaków (…) Niezorganizowane wojsko polskie okazało się niezdatne do dłuższego oporu. Polacy, prawie w zupełnej rozsypce rozeszli się w różne strony.

W Radzyniu: „Deskur (…) już od 11 wieczór doczekał się od swego przyjaciela Jasińskiego stu kilkudziesięciu ludzi i trochę broni – 40 dubeltówek i 100 kos”. I mimo, że:

…nowiny z miasta były uspokajające, oficerowie w dwóch miejscach zebrani, grali w karty i hulali, żołnierze spali snem sprawiedliwych, a warta główna i straż przy armatach jednym gwałtownym uderzeniem została rozproszona. Część legła pod uderzeniami kos, reszta rozbiegła się w panicznym strachu…

to powstańcy, którzy brawurową szarżą zdobyli armaty, nie mogli zrobić z nich użytku, gdyż:

Jak ruszyć je z miejsca? Koni, Koni, pół królestwa za konie? Mógłby zawołać pan Deskur słowami Ryszarda trzeciego. (…) Już  z innej strony szła odsiecz oblężonym Rosjanom. Wreszcie siła moralna [Polaków, przypis autora] wyczerpała się i wszystko rozprysło się w różne strony.

Bardzo podobna sytuacja, o której Piłsudski również wspomina, miała miejsce w Lubartowie na ziemi sandomierskiej. Tam także brawurową szarżą powstańcy zdobyli armaty, i tam również musieli odstąpić, gdyż nie byli w stanie ich w żaden sposób przetransportować w bezpieczne miejsce. Trudności w wyzyskaniu nawet niewielkich sukcesików były cechą charakterystyczną nocy, w czasie której wybuchło powstanie.

Powstańcy 22 stycznia 1863 odnieśli taktyczną porażkę. Większość atakowanych miast i miasteczek pozostało w rękach rosyjskich. Najwięcej potyczek stoczono na Podlasiu, ale najważniejsze wydarzenia działy się na północnym Mazowszu. Nie udało się przede wszystkim zdobyć Płocka, który wytypowany został na siedzibę Rządu Narodowego, który miał się tam ujawnić i stamtąd działać. Choć bardzo duże, jak na ten dzień, siły polskie zostały rzucone do zdobycia miasta, choć w tym miejscu, „jedynym bodaj w Polsce, była przewaga liczebna ze strony Polaków”, Rosjanie – zaalarmowani na czas – potrafili zorganizować obronę i utrzymać nadwiślański gród w swoich rękach. Dowództwo powstania nadal pozostać musiało zakonspirowane.

(7)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Marian Langiewicz – przyszły dyktator powstania (rys. Śmigły)

Wszędzie tam, gdzie pierwsze uderzenie nie przynosiło ostatecznego zwycięstwa, niezorganizowane, niewyszkolone i słabo uzbrojone polskie wojska nie były zdolne do dłuższych działań zbrojnych. Województwo płockie wysiliło się na główny napad na swoją stolicę i dla innych miejsc zabrakło już sił i energii.

Cały ruch tej nocy ograniczył się do dwóch napadów [na Płock i również nieudany na Płońsk, przypis autora], zbierano się i gdzie indziej, pod Makowem, Przasnyszem, Lipnem, lecz mimo wewnętrznego rozpędu nie starczyło rozmachu do stoczenia bitwy chociaż nieudanej.

W Sandomierskiem stoczono trzy potyczki: ataki na Jedlnię, Bodzentyn i Szydłowiec. Dowodzący województwem Marian Langiewicz odstąpił od ataku na największe, ale i najsilniej obsadzone miasto regionu – Radom. Atak na Jedlnię był zdaniem Piłsudskiego:

…może najudatniejszą ze wszystkich potyczek tej nocy. Przeprowadzono go z całą precyzją spiskową, wyzyskując w całości potężny czynnik niespodzianki. Żadnych alarmów, żadnych dzwonów ani ogni. Nie było nawet bitwy, bo czynności powstańcze polegały na szybkim rozbrojeniu wroga.

Szydłowiec, choć przejściowo opanowany przez powstańców, został kontratakiem odzyskany przez carskich żołnierzy. Najkrwawsze starcie w Bodzentynie dało sukces Rosjanom, a województwo sandomierskie pozostało niemal w całości w ich rękach.

Ogółem w całym kraju w boju wzięło udział około 4500 powstańców (niektóre szacunki mówią, ze mogło ich być do 6000). „Prawie wszędzie bój wypadł na korzyść Rosjan – konstatuje Marszałek. Istotnie, większość miasteczek, gdzie toczyły się walki, pozostała w ich rękach.

(8)Dziwna wojna. Pierwsze dni powstania styczniowego okiem Józefa Piłsudskiego.

Powstańcy w lesie (rys. Śmigły)

Mimo, iż niemal żaden z celów taktycznych nie został zrealizowany, to noc wybuchu powstania okazała się paradoksalnie sporym sukcesem insurgentów:

Nie tylko Polacy znajdowali się w niepewności jutra. Rosyjskie wojsko, nawet zwycięskie, nigdzie nie zdobyło się na cień pościgu. Przerwane komunikacje pomiędzy drobnymi, rozsypanymi po kraju oddziałami rodziły chwiejność decyzji (…) oglądano się dookoła, czy w jakim kącie nie czyha zdrada.

Bowiem:

…choć cały więc bój wypadł jako demonstracja, silniejsza w centrum [Podlasie, przypis autora], słabsza na skrzydłach [Płockie i Sandomierskie, choć to tam miały się skupić główne uderzenia, przypis autora], bój był ich, co najdziwniejsza, demonstracją udaną, która najwidoczniej przegraną taktycznie bitwę zamieniała w duże strategiczne zwycięstwo.

Okazywało się, że Rosjanie zdali sobie sprawę, iż spiskujący dysponują znacznymi siłami, zorganizowanymi na tyle, aby być w stanie przeprowadzić jednoczesne natarcie w trzech regionach kraju. Należało zatem przygotować się do wojny, do której 23 stycznia 1863 r. armia rosyjska nie była gotowa. Zarządzono koncentracje rozproszonej armii w większych ośrodkach i twierdzach, nieraz całe powiaty pozostawiając bez załogi wojskowej. To dawało oficerom powstańczym swobodę działania i bezcenny czas, aby lepiej zorganizować i w choć elementarny sposób wyćwiczyć swoich żołnierzy oraz by połączyć najdrobniejsze partie w większe oddziały. Stało się jasne, że rozszerzenie się ruchu powstańczego na większą skalę będzie możliwe. Bezcenny czas, który pozostawiali powstańcom Rosjanie, przegrupowujący swe siły nie zostanie, jak się miało okazać, do końca wykorzystany, a powstanie, ze względu na obiektywne trudności, ale też słabość i niezdecydowanie przywódców, nie osiągnie możliwego impetu.

Rozbieżność zaś między celem zamierzonym, a rezultatem, który osiągnięto [22 stycznia, przypis autora], sprawiła właśnie, że przy braku jednej woli i myśli kierowniczej nie skorzystano z osiągniętych wyników w całej pełni i nie oparto na nich dalszej celowej walki o inicjatywę wojenną i przewagę strategiczną powstania – konkluduje Marszałek.

[1] S. Cat-Mackiewicz, Klucz do Piłsudskiego, Warszawa 1992, s. 161.

[2] J. Pytel, Powstanie styczniowe 1863 r w opinii Józefa Piłsudskiego, [w:] Powstanie styczniowe. Historia i tradycje, Warszawa 2003, s. 91.

[3] W. J. Wysocki, Przedmowa, [w:] J. Piłsudski, 22 stycznia 1863 roku, Warszawa 2013, s. 10.

[4] W. Jędrzejewicz, J. Cisek, Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1998, s. 15.

[5] Marian Kukiel był zawodowym żołnierzem, przyszłym generałem, a jednocześnie wybitnym historykiem. Zapisał chlubną kartę żołnierską jako jeden z dowódców w czasie kampanii wrześniowej. Po wojnie żył i pracował na emigracji w Londynie.

[6] List Józefa Piłsudskiego do Aleksandry Szczerbińskiej z dn. 18 września 1913. Cyt. za: Józef Piłsudski o powstaniu 1863 r., Londyn 1963, s. 76.

[7] Przedmowa S. Kieniewicza do pracy J. Piłsudskiego, Rok 1863, Warszawa 1989, s. 12.

[8] Tytułuję go nieco anachronicznie, ponieważ godność Marszałka Polski otrzymał po opublikowaniu rozprawy 22 stycznia 1863 r.

[9] Wszystkie cytaty pochodzą z opracowania J. Piłsudskiego, 22 stycznia 1863r., wyd. oryg. Poznań 1912. Korzystałem z wydania wyd. Akces,  Warszawa 2013r.

Komentarze