Historia opowiedziana obrazem – okres patriotycznego przesilenia i powstanie styczniowe w fotografiach Karola Beyera i obrazach Artura Grottgera

(1)Historia opowiedziana obrazem

„Obraz symboliczny Polski” – strona tytułowa albumu Polonia Artura Grottgera, przedstawiająca Polskę zniewoloną przez trzech zaborców.

Powstanie styczniowe było najdłużej trwającą polską insurekcją narodową. Pod wieloma względami również najgłębiej wryło się w zbiorową pamięć. Długotrwała kampania, w którą zaangażowane było kilkaset tysięcy partyzantów – bojowników o niepodległość, i zapewne znacznie więcej lokalnej ludności, odcisnęła niezwykle trwałe piętno na polskiej świadomości historycznej. Powstanie styczniowe stało się jednym z mitów założycielskich II Rzeczpospolitej, do jego osiągnięć (takich jak zbudowanie imponujących, biorąc pod uwagę możliwości organizacyjne i finansowe oraz konieczność działania w konspiracji, struktur państwa podziemnego) odwoływano się w czasie okupacji hitlerowskiej i powstania warszawskiego. Przez długie lata pozostawało żywe w pamięci zbiorowej, było też niezwykle inspirujące dla artystów i ludzi sztuki.

Różne epizody z powstania styczniowego już w trakcie działań zbrojnych, a także wiele lat po ich zakończeniu, działały na wyobraźnie malarzy, fotografów, ilustratorów, poetów i pisarzy. W konwencji podręczników szkolnych i akademickich dzieła sztuki związane z powstaniem, umiejętnie wplecione w tekst narracji historycznej, mają ułatwić młodym adeptom historii jej zapamiętanie, oddziałując na najważniejszy ze zmysłów: wzrok. Mają także stanowić ilustrację, wzbogacenie tekstu rozważań. Co jednak, gdyby spróbować konwencję odwrócić? Podjąć próbę opowiedzenia o insurekcji 1863 r. przede wszystkim fotografią i obrazem? Zapraszam do zapoznania się z materiałem, w którym to tekst będzie uzupełnieniem materiału ikonograficznego. Postaram się w nim bardziej pokazać, niż opowiedzieć, jakie było to powstanie.

(2)Historia opowiedziana obrazem(3)Historia opowiedziana obrazem(4)Historia opowiedziana obrazem(5)Historia opowiedziana obrazem(6)Historia opowiedziana obrazem(7)Historia opowiedziana obrazem

Pośmiertne portrety poległych podczas manifestacji 27 lutego 1863 r.: Michała Arcichiewicza, Marcelego Karczewskiego, Filipa Adamkiewicza, Karola Brendla i Zdzisława Rutkowskiego wykonane przez Karola Beyera oraz stworzone ze zdjęć tych tableau.


Dwa dni wcześniej odbyła się w Warszawie manifestacja z okazji 30.rocznicy pamiętnej bitwy pod Olszynką Grochowską, w której trakcie doszło do nieprawomyślnych, patriotycznych wystąpień, w wyniku czego kilku manifestujących zostało aresztowanych. Było to kolejne z serii wystąpień patriotycznych, jakie miały miejsce w Warszawie od czerwca 1860 r., czyli od pogrzebu wdowy po generale Józefie Sowińskim, pierwsze jednak, które zakończyło się represjami ze strony rosyjskiej. W odpowiedzi na aresztowania z 25 lutego, dwa dni później odbył się kolejny marsz, w czasie którego wojsko otworzyło ogień do uczestników. Śmierć piątki uczestników sfotografowanych przez Beyera była pierwszym krwawym epizodem trwającego ponad dwa lata ruchu patriotycznego i spiskowego, który doprowadził do wybuchu powstania styczniowego.

W czasach pionierskich dla fotografii zdjęcia czterech poległych mogły szokować swym naturalizmem i dosłownością. Widać na nich rany i obrażenia zmarłych, co było sprzeczne z obowiązują wówczas zasadą fotografowania zmarłych odpowiednio ubranych i ucharakteryzowanych. Przypuszcza się, że taki sposób dokonania fotografii miał na celu również uwiecznienie, udokumentowanie carskiej zbrodni. Zdjęcia i tableau stały się ważnym narzędziem oddziaływania na narodowe emocje przez polskie ugrupowania patriotyczne[1].

(8)Historia opowiedziana obrazem

Po śmierci pięciu poległych społeczeństwo Warszawy było wstrząśnięte i oburzone. Doszło do powołania Delegacji Miejskiej do namiestnika, ks. Michaiła Gorczakowa. Miała ona reprezentować interesy ludu warszawskiego przed przedstawicielem rosyjskich władz. Zrzeszała najwybitniejsze postaci życia publicznego ówczesnego miasta. Na fotografii przedstawiającej jej pierwszy skład widzimy m.in. najpotężniejszego z warszawskich bourgeois, bankiera i przemysłowca Leopolda Kronenberga, lekarza Tytusa Chałubińskiego, pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego czy samego fotografa Karola Beyera. Delegacja działała krótko, nie zdobywając zaufania namiestnika. Rozwiązana 23 marca, zdążyła jednak odegrać pozytywną rolę w dziejach miasta, m.in. wzorowo przeprowadzając pogrzeb pięciu poległych, który, mimo zgromadzenia kilkudziesięciu tysięcy osób, wśród których były delegacje z Galicji i Poznańskiego oraz liczna społeczność żydowska, nie przerodził się w zamieszki. Delegacja wynegocjowała też uwolnienie więźniów aresztowanych 25 lutego. Samo zdjęcie nie jest klasyczną fotografią, a fotomontażem wykonanym techniką montażu pojedynczych pozytywów[2].

DLOWAGazeta_Stoleczna

Pogrzeb Pięciu Poległych był jedną z największych manifestacji patriotycznych w Warszawie początku lat 60-tych XIX wieku. Zgromadził kilkadziesiąt tysięcy osób, które najpierw pożegnały zmarłych na Krakowskim Przedmieściu, a następnie odprowadziły ich na miejsce pochówku – Cmentarz Powązkowski. W kolejnych miesiącach regularnie powtarzano religijno-patriotyczne procesje. Okazją do ich organizacji były rocznice ważnych wydarzeń z dziejów Polski oraz święta kościelne. 8 kwietnia 1861 r. doszło do pacyfikacji jednej z manifestacji, w wyniku której zginęło ok. 100 osób. Od tego czasu w Warszawie panowała niepisana żałoba narodowa. Noszenie jej należało w środowiskach niepodległościowych do dobrego tonu. Nieformalny obowiązek noszenia żałoby zniósł dopiero dekret Romualda Traugutta. Dzięki fotografiom Beyera możemy zobaczyć, jak wiele osób ubranych w czarne stroje i noszących charakterystyczne czarne parasole uczestniczyło w tego typu uroczystościach. Na zdjęciu procesja Bożego Ciała na Krakowskim Przedmieściu przed kościołem św. Krzyża, 30 maja 1861 r.

(10)Historia opowiedziana obrazem

Pogrzeb Antoniego Melchiora Fijałkowskiego, zmarłego 5 października 1861 arcybiskupa metropolity warszawskiego i Prymasa Polski (oficjalnie tego tytułu wówczas nie używał), a przy tym żarliwego patrioty, weterana powstania listopadowego, był okazją do największej patriotycznej manifestacji poprzedzającej powstanie styczniowe. Zgromadził nieprzebrane tłumy, które odprowadziły zmarłego z pl. Saskiego do katedry św. Jana. Zgromadzenie to utrwalił niezawodny Beyer, choć akurat tego zdjęcia nie mógł zaliczyć do najbardziej udanych pod względem technicznym. Warto zwrócić na nim uwagę, o ile sam jej nie przykuł, na mężczyznę przy dolnej krawędzi zdjęcia, patrzącego prosto w obiektyw. Ciekawe, czy zastanawia się, czym jest to dziwne urządzenie, z którym stoi Beyer?

Sam Fijałkowski, który na łożu śmierci miał powiedzieć do duchowieństwa: „Trzymajcie zawsze z narodem, starajcie się, jako pasterze ludu, bronić sprawy ojczyzny i nie zapominajcie nigdy, żeście Polakami”, w ostatnich miesiącach życia zaskarbił sobie wielkie zaufanie i podziw u mieszkańców Warszawy, m.in. złożeniem na ręce namiestnika protestu po masakrze 27 lutego oraz osobistym odprawieniem uroczystości pogrzebowych pięciu poległych. Kilka dni po pogrzebie Fijałkowskiego namiestnik Królestwa, Karol Lambert (który zastąpił zmarłego Gorczakowa) wprowadził w Królestwie Polskim stan wojenny.

(11)Historia opowiedziana obrazem(12)Historia opowiedziana obrazem

Po 14 października 1861 żołnierze rosyjscy znajdowali się w stałej gotowości do tłumienia manifestacji patriotycznych i duszenia w zarodku wszelkich antyrządowych wystąpień. Kontyngent carskich sołdatów (słowo to, w języku polskim mające wydźwięk pejoratywny, po rosyjsku oznacza po prostu „żołnierz”) w Warszawie zwiększono. Część z nich stacjonowała nie w koszarach, a w swego rodzaju „miasteczkach namiotowych” na Placu Zamkowym czy Placu Saskim. Karol Beyer, dokumentując obozowiska wojskowych, musiał zachowywać się dyskretnie, w związku z tym używał nowego, małego aparatu[3]. Nawiasem mówiąc, druga z ukazanych fotografii Beyera pozwala zobaczyć także, jak bardzo Plac Saski zmienił się od połowy XIX wieku. Na zdjęciu widzimy imponujący budynek Pałacu Saskiego, wybudowanego przez królów z dynastii Wettynów. W centrum placu znajduje się obelisk tzw. generałów-lojalistów: siedmiu oficerów niechętnych narodowej insurekcji, poległych w noc listopadową z rąk powstańców. Nieistniejący już dziś pomnik usunięto stamtąd w 1894 r. ze względu na budowę soboru św. Aleksandra Newskiego, potężnej cerkwi, będącej najwyższym budynkiem Warszawy przed I wojną światową. Sobór rozebrano jako symbol rosyjskiej dominacji w okresie międzywojennym (pozostałości jego wystroju znajdują się dziś w cerkwi św. Marii Magdaleny na Placu Wileńskim). W latach II RP w centrum placu stał pomnik ks. Józefa Poniatowskiego. W wyniku planowego wyburzenia Warszawy po powstaniu hitlerowcy wysadzili Pałac Saski w powietrze. Pozostał z niego jedynie fragment kolumnady, skrywającej dziś Grób Nieznanego Żołnierza. Sam plac nosi dziś imię Józefa Piłsudskiego i jest miejscem wielu ważnych uroczystości państwowych.

(13)Historia opowiedziana obrazem

Stan wojenny z pozoru uspokoił rozpalone patriotycznie głowy. 1862 r. był znacznie spokojniejszy, wydawać by się mogło, że sytuacja w Królestwie Polskim została opanowana[4]. Szefem Rządu Cywilnego Królestwa Polskiego został demoniczny margrabia Aleksander Wielopolski (na zdjęciu Beyera z wnukiem Władysławem), który podjął działania zmierzające do reformy oświaty, oczynszowania chłopów i emancypacji Żydów. Nastroje radykalne jednak nie wygasły, w konspiracji dojrzewała myśl o wznieceniu powstania. Aby do tego nie dopuścić, Wielopolski – zwolennik ugody i współpracy z caratem – podjął decyzję o przeprowadzeniu branki do wojska carskiego.

(14)Historia opowiedziana obrazem

Branka była poborem do wojska rosyjskiego, przeprowadzanym co pewien czas na ziemiach polskich. Służba w carskiej armii była niezwykle ciężka i długa: mogła trwać nawet 25 lat. Dla większości rekrutów bilet w carskie kamasze był biletem w jedną stroną. Nic dziwnego zatem, że chętnych do zaciągnięcia się w szeregi rosyjskich żołnierzy brakowało. W związku z tym pobór miał charakter przymusowy. Brankę ze stycznia 1863 r. od innych tego typu przedsięwzięć odróżniał fakt, iż miała zostać przeprowadzona na podstawie imiennych list, sporządzonych przez Zygmunta Wielopolskiego (syna margrabiego) i oberpolicmajstra Muchanowa. Listy proskrypcyjne obejmowały rzeczywistych i domniemanych spiskowców: potencjalnych powstańców. Brankę ogłoszono pod koniec 1862 r., nie podano jednak jej dokładnego terminu, aby zaskoczyć spiskowców. W Warszawie przeprowadzona została w nocy z 14 na 15 stycznia i – choć nie zakończyła się pełnym sukcesem (część młodzieży znajdujących się na listach ukryła się w lasach pod Warszawą) – na prowincji zaplanowano ją 10 dni później (26.01). Aby nie dopuścić do poboru członków organizacji spiskowych, kierownictwo „czerwonych” podjęło decyzję o wybuchu powstania. Pierwsze walki miały miejsce w nocy z 22 na 23 stycznia. Wówczas to także Rząd Narodowy wydał odezwę wzywającą do walki oraz ogłosił uwłaszczenie chłopów. Na obrazie Artura Grottgera Branka z cyklu Polonia widzimy, jak wielkim ciosem dla rodziny rekruta było zabranie go do wojska. Kobiety przedstawione na płótnie zdawały sobie sprawę, że wyprowadzanego młodzieńca mogą już nigdy nie zobaczyć.

(15)Historia opowiedziana obrazem

W chwili wybuchu działań zbrojnych przygotowanie wojenne insurgentów przedstawiało się gorzej niż źle. Zaledwie ok. 10% powstańców styczniowych miało broń palną– najczęściej stare sztucery i strzelby myśliwskie, średnio nadające się do działań wojennych. Uzbrojenie wielu powstańców stanowiły przekute polskim zwyczajem na sztorc kosy. Niektórzy partyzanci posiadali jedynie drewniane pałki czy drągi – tych przezywano niekiedy złośliwie w literaturze „drągalierami”. I choć braki w uzbrojeniu starano się uzupełnić, szmuglując broń zza kordonu czy chałupniczo produkując broń wszelkiego rodzaju, nigdy stan uzbrojenia powstańców styczniowych nie odpowiadał zapotrzebowaniu i nie rekompensował przytłaczającej przewagi rosyjskiej w tej materii. Grottger na obrazie Kucie kos wymownie pokazał, jak wyglądała nierzadko w powstaniu styczniowym produkcja broni: w zakonspirowanym zakładzie rzemieślniczym, w trudnych warunkach, przy zachowaniu nieustannej czujności.

(16)Historia opowiedziana obrazem

Powstanie styczniowe, prowadzone w sposób partyzancki, nie mogło mieć nie tylko jakichkolwiek szans powodzenia, ale nawet warunków do kontynuowania działań zbrojnych, bez wsparcia ludności cywilnej. Stąd Rząd Narodowy już pierwszego dnia proklamował uwłaszczenie chłopów, starając się w ten sposób zachęcić ich do udziału i wsparcia narodowowyzwoleńczego zrywu. Stosunek lokalnej ludności do powstania był jednak różny. Wielu chłopów nie miało sprecyzowanej świadomości narodowej. Nie ufało dawnej szlachcie, w której widziało dawnych, uciskających „panów”. Nie chciało angażować się w „pańskie powstanie”, bojąc się carskich represji. Wielu włościan zaangażowało się jednak w pomoc powstańcom – czy to z bronią w ręku, czy to udzielając w swoich chatach schronienia, ofiarowując żywność i pomoc medyczną partyzantom. Szkic Artura Grottgera Schronisko ukazuje Żyda, wskazującego ukrywającym się powstańcom, gdzie znajdują się carskie wojska. Stosunek ludności wyznania mojżeszowego do powstania był niejednolity. Część starozakonnych zachowywała się lojalnie wobec carskiej administracji, część wykazywała daleko idącą obojętność na rozgrywki między Polakami, a Rosjanami. Stosunek Żydów do powstania w dużej mierze zależał od warunków lokalnych, w tym relacji z powstańcami. Generalnie jednak, stosunek ludności żydowskiej do powstania styczniowego był pozytywny[5].

(17)Historia opowiedziana obrazem

W powstaniu styczniowym historycy doliczyli się około 1200 większych bitew i potyczek. Jedna z nich sportretowana została na obrazie Bitwa. Taktyka walki Polaków, niezdolnych ze względu na przygniatającą przewagę wroga, dotrzymać kroku armii carskiej w walnej bitwie, polegała na unikaniu dużych starć zbrojnych. Starano się atakować oddziały carskie z zaskoczenia, rozbrajać je lub niszczyć, a jeśli opór był silny – wycofywać się. Urządzano zasadzki, wykorzystywano lepszą znajomość terenu i pomoc miejscowej ludności. Często, gdy oddziałowi groziło rozbicie, dowódca nakazywał przekroczenie kordonów granicznych, np. z Galicją lub po prostu rozpuszczał żołnierzy do domu. Taka taktyka pozwalała kontynuować walkę, jednak w ostatecznym rozrachunku nie mogła wpłynąć na wynik działa zbrojnych. Wiele starć z oddziałami carskimi zakończyło się jednak zwycięstwem, a pamięć o potyczkach tych jest ważnym składnikiem patriotyzmu lokalnego na wsiach i w miasteczkach Podlasia, Ziemi Świętokrzyskiej czy Lubelszczyzny.

(18)Historia opowiedziana obrazem
(19)Historia opowiedziana obrazem

W powstaniu styczniowym, mimo iż obiecywało ono uwłaszczenie chłopów i miało być w założeniu twórców ruchem ogólnonarodowym, większość bojowników rekrutowała się z ziemiaństwa. Dawne dwory i pałacyki szlacheckie były naturalnym zapleczem działań powstańczych (choć nawet one nie zawsze popierały insurekcję, niekiedy bojąc się radykalizmu powstańców lub carskich represji). Dwory zatem najczęściej padały ofiarą akcji rosyjskich akcji odwetowych. Grozę takich pacyfikacji pokazał Grottger obrazami Obrona dworu i Po odejściu wroga.

(20)Historia opowiedziana obrazem

Sytuacja insurgentów dramatycznie pogarszała się jesienią 1863 r. Na taki stan rzeczy wpływ miały m.in. ciągłe spory we władzach powstańczych, zarówno ideowe pomiędzy białymi i czerwonymi, ale też personalne między kandydatami na charyzmatycznych liderów – Bobrowskim, Mierosławskim, Langiewiczem, Morawskim. Wówczas to, pod koniec października, na czele Rządu Narodowego stanął Romuald Traugutt. Ten dość jeszcze młody, ale bardzo już doświadczony inżynier i wojskowy, który znaczną część życia spędził w Petersburgu i pozostawał niejako „spoza układu” zdawał sobie sprawę, że szanse powstania są iluzoryczne, ale zabrał się ostro do pracy, próbując wskrzesić sprawę dogorywającą. Uważał, że jedyną nadzieją jest przetrwanie zimy, konsekwentne dążenie do uwłaszczenia chłopów i wciągnięcie ich do powstania oraz ujednolicenie powstańczej armii. Niestety jego wysiłki okazały się spóźnione. Traugutt aż do października 1863 r. pozostawał człowiekiem cichym, skromnym, ceniącym życie rodzinne, pracowitym i spokojnie pnącym się po szczeblach kariery w wojsku carskim. Sceptycznie odnosił się do powstania, nie widział szans na jego powodzenie, zgodził się przystąpić do działań zbrojnych dopiero po długich namowach. Był mało znanym człowiekiem, bohaterem został z przypadku i trochę niejako wbrew sobie, choć przyznać trzeba, że gdy już został dyktatorem powstania, dołożył wszelkich starań, aby zwiększyć, niewielkie skądinąd, szanse jego powodzenia. Świadom, że członkowie Rządu Narodowego (którym kierował de facto sam) są poszukiwani przez carską policję, prowadzącą intensywne śledztwo, a pętla wokół niego się zaciska, nie porzucił stanowiska aż do aresztowania w kwietniu 1863. Dwa miesiące później został powieszony na stokach Cytadeli warszawskiej, w rejonie dzisiejszego Fortu Legionów. Zachowało się niewiele fotografii Traugutta. Naczelnika Rządu Narodowego nie mógł sfotografować Karol Beyer i to nie dla potrzeb zachowania konspiracji, ale z prozaicznej przyczyny: w okresie dyktatury Traugutta został aresztowany i skazany na zesłanie w głąb Rosji. Autor zdjęcia, na które patrzymy, pozostaje anonimowy. Dla porządku dodajmy, że materialnych pamiątek po Traugutcie zachowało się jeszcze mniej. W zasadzie jedynym przedmiotem do niego należącym, który można dziś oglądać, są okulary. Jak mówi jedna z legend Traugutt miał zdjąć je tuż przed wejściem na szafot i oddać dziecku, które znalazło się w tłumie oglądających egzekucję i wylewających łzy nad przywódcą powstania[6]. Okulary Traugutta są dziś własnością muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego w bazylice Sanktuarium Maryjnego w Licheniu[7].

(21)Historia opowiedziana obrazem (22)Historia opowiedziana obrazem

Straty polskie w powstaniu styczniowym oceniane są na kilkanaście (ile dokładnie) tysięcy zabitych. Trudna do oszacowania, ale z pewnością znaczna jest liczba inwalidów wojennych i rannych. Około tysiąca osób rozstało się z życiem na szubienicach lub przed plutonami egzekucyjnymi. 30 tysięcy zostało skazanych na katorgę lub przymusowe osiedlenie na Syberii. Strat materialnych nie da się ocenić. Nie były one naturalnie tak wielkie, jak w nowoczesnych wojnach, nie sposób ich jednak pominąć – zniszczone dwory, klasztory, spalone wsie były rzeczywistością powstania. Wąska autonomia, jaka pozostała po powstaniu listopadowym, i jaką próbował poszerzyć Wielopolski, została utracona. Administracja i szkolnictwo podlegały odtąd brutalnej presji rusyfikacyjnej. Cykl obrazów Grottgera Polonia zamykają dwa szkice o szczególnie smutnej wymowie: Żałobne wieści oraz Na pobojowisku, przedstawiające cierpienie, jakie stało się udziałem dziesiątek tysięcy polskich rodzin. Trzeba przypomnieć jednak, że powstanie styczniowe miało też pozytywne następstwa, do których należała realizacja (choć nie samodzielnie, a rękoma cara) postulatu uwłaszczenia chłopów oraz ugruntowanie i utrwalenie, dzięki bezpośredniemu lub pośredniemu zaangażowaniu w walkę setek tysięcy osób, świadomości narodowej.

(23)Historia opowiedziana obrazem

Na zakończenie obraz Przysięga z drugiego z ważnych albumów Grottgera Lithuania. Nie mogło tego albumu całkiem zabraknąć, bo powstanie działo się nie tylko w Królestwie Polskim, ale także na ziemiach zabranych. Zwłaszcza na Litwie działały duże i silne partie powstańcze – jak choćby Pawła Suzina w powiatach mariampolskim i kalwaryjskim czy Zygmunta Sierakowskiego na Kowieńszczyźnie. Niestety, w wyniku powstania i popowstaniowych represji, polski stan posiadania na ziemiach zabranych został uszczuplony. Warstwy chłopskie były tam litewsko lub ruskojęzyczne, ziemiaństwo natomiast – dotknięte represjami, a przede wszystkim uwłaszczeniem – uległo znacznej pauperyzacji. O kresowych ziemianach, migrujących do większych miast lub za granicę w poszukiwaniu pracy będzie się mówić „wysadzeni z siodła”. Ta dawna szlachta zasili jednak szeregi inteligencji i wolnych zawodów miejskich. Niestety po przemianach postyczniowych marzenie powstańców o odbudowie Rzeczpospolitej w granicach sprzed 1772 r. stanie się już tylko iluzją całkowicie niemożliwą do realizacji.

[1] D. Jackiewicz, Fotografowie Warszawy. Karol Beyer (1818-1877), Warszawa 2012, s. 21-22.

[2] Tamże, s. 22, 86.

[3] Tamże, s. 24.

[4] S. Kieniewicz, Powstanie styczniowe, s. 124.

[5] S. Rudnicki, Żydzi w walce o niepodległość Polski, [w:] Żydzi w Polsce. Dzieje i kultura. Leksykon, red A. Żbikowski, J. Tomaszewski, Warszawa 2001, s. 568-570.

[6] W. Dutka, Okulary Traugutta. Ostatnie chwile dyktatora w powstania styczniowego w piśmiennictwie historycznym okresu epoki, [w:] Epilog styczniowej insurekcji 1863 r., pod red. E. Niebielskiego, Lublin 2006, s. 51-63.

[7] http://www.lichen.pl/pl/188/muzeum_im._ks._j._jarzebowskiego data wejścia 30.08.2014r.

Komentarze