Jak Pan to robi, Wasza Ekscelencjo, że po każdej nienawidzą Cię stronie? Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna

(1)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna. (2)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Aleksander hr. Wielopolski na fotografiach Karola Beyera, lata 60-te XIX wieku.

WIELOPOLSKI Z FOTOGRAFII

Dostojny siwy Pan o wyraźnych zakolach patrzy zamyślony w dal. Nie jest jeszcze starcem, raczej człowiekiem w sile wieku. Wszak szósty krzyżyk, jaki wkrótce zacznie dźwigać na plecach, nie ciąży jeszcze, nie odbiera energii do działania wybitnym mężom stanu, a za takiego się na pewno uważa. Na jego marsowym obliczu nutka złości miesza się ze szczyptą niepokoju. Zdaje się myśleć: „Co też oni wyprawiają? Do czego to doprowadzi? Bodajby ich wszystkich zaraza”, mając na myśli spiskującą młodzież. Elegancki musznik, biała koszula, piękne, czarne skórzane buty i stojący na stole efektowny cylinder (który zresztą przysporzy mu wielu wrogów) zdradza człowieka wysokiego stanu, arystokratę, magnata. Wokół eleganckie meble, stylowe stoły, stylizowana na pochodzącą z antycznej Grecji kolumna. Starannie dobrany płaszcz prezentuje się okazale, nie jest jednak w stanie ukryć zbyt obfitej tuszy. W spojrzeniu coś zimnego, wręcz lodowatego. Zdaje się, iż za chwile, nie przebierając w słowach zruga fotografa. Jeśli pierwsze wrażenia rzeczywiście pozostają, człowiek ten musi trwać w myślach wielu współczesnych jako antypatyczny gbur.

Portret autorstwa Karola Beyera, artysty fotografika dokumentującego Warszawę lat 60-tych XIX wieku, przedstawia Aleksandra hr. Wielopolskiego. Tego samego, któremu historia zapamięta słowa „Dla Polaków można czasem coś zrobić, z Polakami nigdy”. Tego samego, którego współcześni i pierwsze pokolenia potomnych zapamiętają jako postać ponurą, jako carskiego lokaja i zdrajcę, a który będzie musiał czekać przynajmniej kilkadziesiąt lat na bardziej zbilansowane oceny swej działalności, dokonywane przez historyków kolejnych pokoleń. I wreszcie tego samego, który do dziś, jeśli w ogóle, pozostaje w pamięci historycznej Polaków bardziej jako organizator branki do carskiego wojska, która miała spacyfikować najżarliwszych patriotów i zdusić w zarodku powstanie styczniowe, niż architekt reformy szkolnictwa w Królestwie Polskim, twórca Szkoły Głównej, zwolennik reformy wsi czy emancypacji Żydów.

MARGRABIA – JAKI BYŁ?

Kim właściwie był Aleksander Wielopolski? Niedocenionym, cichym bohaterem czy zdrajcą. Zdolnym mężem stanu, politycznym partaczem, czy carskim agentem[1]? Jak dziś, gdy emocje opadły, gdy nawet wnuków powstańców styczniowych niemal nie ma wśród nas, powinniśmy o nim myśleć i go oceniać. I na ile na tak postawione pytanie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi?

(3)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Chroberz, rodzinny majątek Wielopolskich, fot. współczesna

Aleksander hrabia Wielopolski, margrabia Gonzaga-Myszkowski, przyszedł na świat w rodzinnym dworku Chroberz niedaleko Sędziejowic w dzisiejszym województwie świętokrzyskim. Był potomkiem starej, magnackiej rodziny legitymującej się herbem Starykoń, spokrewnionej z Radziwiłłami, Sapiehami czy Sanguszkami. Doskonale wykształcony, obyty, bogaty mnóstwem arystokratycznych koneksji kształcił się w dziedzinie prawa i filozofii w Polsce, Francji, Niemczech. Jako ordynat pińczowski zarządzał olbrzymim majątkiem, był więc człowiekiem bardzo zamożnym.

Niemal wszyscy pamiętnikarze, czy to przychylni margrabiemu, czy też jego zagorzali przeciwnicy, podkreślają, iż był to człowiek niezwykle szorstki, o bardzo trudnym charakterze. Opinie współczesnych są generalnie zgodne, że Wielopolski miał nadzwyczajną zdolność zrażania do siebie ludzi, a grono jego wrogów stale się powiększało. Swoją politykę prowadził w osamotnieniu, nie potrafił dbać o coś, co dziś nazwalibyśmy PR’em, czyli o poparcie społeczne dla swoich działań. Nie umiał, a często nawet nie chciał, pozyskać aprobatę dla prowadzonej polityki. Można powiedzieć półżartem, że gdyby żył w III Rzeczpospolitej, nigdy nie wygrałby żadnych wyborów, a jego partia nie byłaby w stanie przekroczyć progu wyborczego.

(4)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Znany obraz Jacka Malczewskiego, Hamlet polski z 1903 r. Wbrew obiegowym opiniom nie przedstawia on margrabiego Wielopolskiego, ale jego wnuka, także Aleksandra.

PIERWSZE „ZATARGI” WIELOPOLSKIEGO Z OPINIA PUBLICZNĄ

Branka była tylko końcowym aktem formowania się „czarnej legendy” Wielopolskiego, niejako punktem kulminacyjnym jego biografii, który odcisnął największe piętno na pamięci zbiorowej rodaków. Negatywne emocje wokół margrabiego narastały jednak w Królestwie Polskim znacznie dłużej. Pierwszym szeroko komentowanym wydarzeniem, które nie przysporzyło Wielopolskiemu popularności, był jego proces majątkowy z Janem Olrychem-Szanieckim. Olrych-Szaniecki był prawnikiem i działaczem społecznym, uchodzącym za liberała i demokratę. Należała do niego legalnie wykupiona część dóbr Wielopolskich. Aleksander Wielopolski, chcąc odbudować potęgę ordynacji, próbował bezpardonowo m.in. Olrycha-Szanieckiego i jego rodzinę z ziem tych wyrugować. Przysporzyło mu to opinii wstecznego latyfundysty, dbającego tylko o swoje partykularne interesy. Pomimo, że Wielopolski, procesując się o rodzinne dobra, nie popełniał żadnego niemoralnego czynu, jego czarna legenda zaczęła się formować.

(5)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Jakub Szela, niesławny przywódca rabacji galicyjskiej.

Wielopolski miał 43 lata, kiedy w Galicji doszło do tak zwanej „rabacji”. Wykluwające się powstanie narodowe polskiej szlachty zostało tam stłumione przez polskich chłopów. Okrutne wystąpienia włościan, kierowanych przez Jakuba Szelę, którego potem Wyspiański sportretuje w Weselu jako Upiora, palenie dworów i brutalne morderstwa ziemian do dziś są wstydliwym i traumatycznym epizodem polskiej historii. Rabacja galicyjska odbyła się bez udziału wojsk austriackich, które kilka dni przez wypadkami opuściły Kraków, co było, jak doskonale widać z perspektywy czasu, oczywistą prowokacją. Polskim chłopom pozwolono wyładować nienawiść do szlachty, nienawiść o feudalnej jeszcze proweniencji. Nienawiść, której podglebiem była niechęć stanowa i klasowa, a której nie potrafiła zasypać solidarność narodowa. Po stłumieniu w zarodku powstania, wojska austriackie przeprowadziły pacyfikację i uspokoiły chłopów. Sam Szela został zmuszony do emigracji, nie wyszedł jednak na tym najgorzej, otrzymał bowiem majątek na Bukowinie. Margrabia Wielopolski po wypadkach galicyjskich napisał List szlachcica polskiego o rzezi galicyjskiej do księcia Metternicha. List wprawdzie wyrażał oburzenie na postawę wojsk austriackich, inspirujących rzeź polskich ziemian rękoma polskich chłopów, jednak zwracano uwagę przede wszystkim na wyrażaną w nim przez Wielopolskiego gotowość do współpracy z zaborcami, zwłaszcza z Rosją. Formułowane wprost do Metternicha słowa najgłębszego oburzenia („stopy Twoje poślizgnęły się we krwi”)zdawały się pozostawać niezauważone, zaś sformułowanie takie jak: „Czyż nie zaczniemy z dobrej woli chcieć tego, czemuśmy dotąd tylko ulegali (…)? Gdy się raz przestaniemy ogłaszać niewolnikami, pan nasz wbrew woli stanie się naszym bratem”[2] nie tylko odbijały się głośniejszym echem, ale i nie zjednywały margrabiemu popularności. Wielopolski zdradzał tam intuicyjne zainteresowanie ideą, która później nazwana zostanie panslawizmem. Wskazywał na cechy wspólne Polaków i Rosjan, które zbliżają te narody do siebie i powodują, że ich współpraca, a nie rywalizacja, jest najlepszym rozwiązaniem. Z treści listu daje się wyczytać, iż lojalizm w przekonaniach Wielopolskiego uzasadniała słuszność dziejowa, a nie doraźne, polityczne korzyści. Czytamy w nim m.in.:

Miast wyczerpywać siły, żebrząc o nasze miejsce na Zachodzie, władni jesteśmy, wracając do siebie, stworzyć naszą przyszłość w regionie przeciwległym i utorować sobie drogę nawet przez wnętrze tego ogromnego imperium. Coraz bardziej bezsilnymi będąc we władaniu losem naszym jako ciało polityczne, jako państwo, władni jesteśmy odnaleźć w nim nowe przeznaczenie jako członek tej samej rasy. czy też Nasz moralny udział powiększyłby bez miary siły imperium. Okrzepłoby ono wewnątrz, lecząc się z tej gorączki, jaką nasze bunty utwierdzały w jego łonie. Wzbogaciłoby się o wszystkie siły umysłowe i moralne naszej rasy, których wpływ na jego losy rychło by się przejawił. Kto wie, czy wewnętrzne udręki społeczności rosyjskiej nie doznałyby kiedyś uspokojenia dzięki owemu stopieniu się z żywiołem polskim.[3]

Na marginesie można dodać, iż nadzieja wypływająca z ostatniej zacytowanej myśli Wielopolskiego, stała się (świadomie lub nie) motywem przewodnim wydanej w 2013 r. powieści Adama Przechrzty Gambit Wielopolskiego. Powieść z gatunku historii alternatywnej dzieje się w przyszłości, w której Imperium Rosyjskie trwa, a wiodącą rolę kulturalną i polityczną odgrywają w nim Polacy. Czy rzeczywiście zasada lojalizmu, konsekwentnie realizowana przez dłuższy czas, mogła dać Polakom wymiernie większe korzyści niż polityka konfrontacji? Historykowi trudno to ocenić. Wielkie Księstwo Finlandii, przez cały XIX wiek generalnie lojalne wobec caratu, dostawało w zamian coraz większe koncesje i przywileje. Dziś w centrum Helsinek, na placu katedralnym, stoi nawet pomnik Aleksandra II postawiony w latach, gdy toczyło się powstanie styczniowe. Finowie nie zburzyli go, bo nie mieli powodu czuć do caratu szczególnej niechęci. Czy w przypadku Polaków mogło być podobnie? Trudno to ocenić. Analogia z Finlandią jest płytka, oba kraje pewnie więcej różni niż dzieli, nie można jednak takiego obrotu spraw całkowicie wykluczyć. Kłopot w tym jednak, że społeczeństwo polskie połowy XIX wieku, wychowane na lekturze poetów romantycznych, myślenie lojalistyczne i panslawistyczne odrzucało.

(6)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Pomnik Aleksandra III w Helsinkach

Okazuje się, że nawet wielu zwolenników koncepcji lojalizmu przestrzegało Wielopolskiego przed nadmiernym zaufaniem rządowi w Petersburgu, wskazując, iż Rosjanie traktują Polaków instrumentalnie i przedmiotowo. W czasach, gdy triumfy święciła idea romantyczna, a walka z ciemiężcą traktowana była jako wartość nadrzędna, postawa Wielopolskiego nie trafiała na podatny grunt. Bardzo ostrym krytykiem Listu był jeden z najważniejszych poetów romantycznych, Zygmunt Krasiński. W poemacie Dzień dzisiejszy, wieszcz szydził:

Stocz się w Cara, stocz ramiona –

On Twój odtąd – oblubieniec! (…)

Trzeba odtąd, gdy Los woła (…)

Z Chrystusowej zejść Kalwarii

Do moskiewskich kancelarii[4]

Gdy dodamy do tego jeszcze jego antypatyczną osobowość, butę i brak jakiejkolwiek skłonności do liczenia się z opinią publiczną, łatwo zrozumieć, skąd jeszcze przed pamiętną nocą warszawskiej branki, tak powszechna była niechęć do Wielopolskiego.

Popularności margrabiemu nie przysporzyła sprawa spadku po swoim przyjacielu Konstantym Świdzińskim. Świdziński był przedstawicielem starej magnaterii rodowej, miłośnikiem antyków, kolekcjonerem dzieł sztuki i bibliofilem. Stworzył imponującą prywatną bibliotekę, obejmującą niemal 40 tys. woluminów (dzieł drukowanych, ale też rękopisów, rycin, monet i źródeł archeologicznych). Zmarł w 1855 r., zapisując Wielopolskiemu swe przebogate zbiory w testamencie. Margrabia, pomimo protestów opinii publicznej, uważającej, iż powinien stać się co on najwyżej kustoszem zbiorów stanowiących publiczne dobro i w związku z tym ogólnodostępnych, postanowił całą bibliotekę wywieźć do Chrobrza. Było to zresztą niezgodne z duchem testamentu Świdzińskiego, który pragnął, aby zbiory, choć będące własnością ordynacji pińczowskiej, były udostępnione publiczności. Wielopolski miał powiedzieć przy wywożeniu zbiorów: „tą dyktaturą przyjaźni i zaufania z nikim się nie podzieli”[5]. I choć margrabia ostatecznie zrzekł się testamentu, który trafił do Biblioteki Ordynacji Krasińskich w Warszawie (ul. Okólnik), swoim wcześniejszym postępowaniem zraził sobie wielu ludzi. Same zbiory Świdzińskiego uległy zniszczeniu w pożarze biblioteki w 1944 r.

POLAK – LOJALISTA NA CZELE KOMISJI WYZNAŃ RELIGIJNYCH I OŚWIECENIA PUBLICZNEGO

Trzy wydarzenia, o których mowa powyżej, wpłynęły na fakt, iż Wielopolski już od początku kariery na najwyższych szczeblach administracji carskiej, miał przeciwko sobie społeczeństwo polskie. Złe wrażenie wywołało też posłanie jego syna Zygmunta do służby w wojsku carskim. Wielopolski, im bardziej był konsekwentny w swojej polityce lojalizmu wobec Rosjan (i dążeniom do odbudowy realnej autonomii Królestwa Polskiego w oparciu o współpracę z Petersburgiem), tym gorsze miał notowania społeczne, szedł bowiem pod prąd nastawionej konfrontacyjnie w stosunku do caratu opinii publicznej. Zupełnie zapomniane zostało, że kiedy w lutym 1861 r. doszło do pierwszych krwawych manifestacji w Warszawie, Wielopolski wystosował własny projekt adresu do cara Aleksandra II, w którym prosił o przywrócenie konstytucji z 1815 r. – bardzo przecież liberalnej i dającej Polakom dużo swobody. Takie zachowania, świadczące jak się zdaje o trosce tego człowieka o polską rację stanu, nie znajdowały zrozumienia w obliczu dążeń do pełnej niepodległości.

W marcu 1861 r. margrabia objął urząd dyrektora Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Społeczeństwo nie przyjęło tego wyboru z entuzjazmem. Narcyza Żmichowska napisała nawet, że „Z ogłoszonych wczoraj nadań nikt nie jest zadowolony. szczególniej wybór Wielopolskiego świadczy o złej wierze”[6]. Margrabia zabrał się jednak z energią do działania, m.in. zwalniając rosyjskich urzędników, którzy nie potrafili mówić po polsku. W przeciągu kilku dni zmarnował jednak cały kredyt zaufania, najpierw wchodząc w otwartą konfrontację z duchowieństwem słynnymi słowami: „rządów żadnych w rządzie nie uznam” [7], a przede wszystkim decyzją wydania dekretu o likwidacji Towarzystwa Rolniczego, jedynej wówczas organizacji, w której Polacy mieli możliwość działania. Wywołał tym konsternację i oburzenie. Nie potrafił dogadać się ze stronnictwem białych (choć łączyły ich podobne poglądy). Do adwersarzy potrafił wypalić waszego ani niczyjego poparcia nie żądam ani nie potrzebuję”[8]Z czasem niechęć wobec niego przybrała postać wręcz otwartej nienawiści wielu środowisk. Kiedy jechał do namiestnika Królestwa Polskiego Gorczakowa, by wstrzymać krwawą pacyfikację manifestacji patriotycznej z 8 kwietnia 1861 r., omal nie został zlinczowany przez tłum. Dla uczciwości trzeba jednak dodać, że sam się do tej masakry przyczynił, osobiście przygotowując projekt „ustawy o zbiegowiskach”, która pozwalała rosyjskim żołnierzom strzelać do manifestantów po uprzednim trzykrotnym, a bezskutecznym wezwaniu do rozejścia się. Ta właśnie ustawa została zastosowana podczas krwawej pacyfikacji manifestacji 8 kwietnia, podczas której zginęło blisko 100 osób. Wielopolski pozostał w Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego do października 1861, kiedy to – skłócony niemal ze wszystkimi w kraju – podał się do dymisji. Powrócił na szczyty administracji Królestwa Polskiego w czerwcu następnego roku, kiedy car mianował go Naczelnikiem Rządu Cywilnego Królestwa Polskiego, czyli swego rodzaju premierem Królestwa Polskiego. Będąc w Petersburgu, starał się lobbować na rzecz reform w Królestwie, argumentując, że pozwolą one uspokoić nastroje i posłużą całemu imperium.

REFORMY WIELOPOLSKIEGO

Niektóre reformy, które przeforsował Wielopolski przyjmowane były z satysfakcją i nadzieją, a historycy ocenili je bardzo wysoko. Na czoło wysuwają się tu oczywiście przemiany w szkolnictwie i doprowadzenie do reaktywowania w 1862 roku uniwersytetu w Warszawie, nazwanego w tym czasie Szkołą Główną Warszawską. Wśród absolwentów tej uczelni było wielu gorliwych zwolenników osoby i polityki margrabiego. Ta nowoczesna placówka na czterech wydziałach kształcić miała lekarzy, prawników, matematyków i humanistów. Językiem wykładowym był polski. Aktem prawnym powołującym do życia Szkołę Główną była Ustawa o Wychowaniu Publicznym w Królestwie Polskim, na mocy której powstały też m.in. Szkoła Sztuk Pięknych i Muzeum Sztuk Pięknych, mieszczące się w dzisiejszym budynku Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W okresie międzywojennym zostanie ono przemianowane na Muzeum Narodowe i przeniesiono do monumentalnego, modernistycznego budynku w Alejach Jerozolimskich, proj. Tadeusza Tołwińskiego.

Margrabia planował także unowocześnić i zagęścić sieć szkół średnich i elementarnych, również kształcących po polsku. We wspominanej ustawie znajdował się zapis, że szkoły takie mają być otwarte dla wszystkich, niezależnie od stanu społecznego, z którego wywodziliby się uczniowie, oraz finansowane przez państwo – uczęszczanie do nich nie wymagałoby więc posiadania znacznych funduszy. Niestety, ze względu na wybuch powstania i następujące po nim represje, reforma nie odegrała istotnej roli i nie podniosła poziomu wykształcenia w Królestwie Polskim.[9]

Projekty reformy wsi, z oczynszowaniem chłopów na czele, miały na celu modernizację rolnictwa i odnowienie stosunków społecznych w Królestwie. Projekt oczynszowania był jednak napisany zachowawczo, w sposób zabezpieczający interesy ziemiaństwa. Przez czerwonych oceniony został jako niezadowalający, gdyż radykalna lewica domagała się pełnego uwłaszczenia, a nie tylko oczynszowania. W radykalizmie nie mógł się Wielopolski ścigać z czerwonymi, którzy mieli chłopom po prostu więcej do zaoferowania[10] (inna sprawa, że nie mieli w ręku argumentów pozwalających przypuszczać, że dotrzymają obietnicy). Mimo to projekt oczynszowania wsi, wysunięty przez margrabiego, był posunięciem postępowym, likwidującym stosunki pańszczyźniane, które osłabiały gospodarkę Rzeczpospolitej w dobie oligarchii magnackiej. I wreszcie koncepcja pełnej emancypacji i równouprawnienia Żydów, a przez to zbliżenia ich do narodu polskiego, była bez wątpienia zgodna z duchem postępowych umysłów epoki. Nawet jednak te działania nie dawały się wyzyskać, aby nieco wybielić wizerunek naczelnika. Telesfor Szpadkowski zanotował w swoich pamiętnikach: „Wielopolski okrzyczany za zdrajcę ojczyzny. Wszystkie jego czynności, nieraz i pożyteczne dla kraju, oceniane są z uprzedzeniem, a młodzi zapaleńcy napadają na niego z pistoletami”[11]. Margrabia zresztą, mimo pewnych oczywistych zasług, „co jedną ręką zbudował, to drugą zburzył”[12]. Wprowadzając pożyteczne reformy, zrażał do siebie ludzi przez głupie drobiazgi, jak egzekwowanie z uporem maniaka przepisu o noszeniu cylindrów przez urzędników czy proces o sztachety wytoczony warszawskim gimnazjalistom.[13]

(7)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Budynek Szkoły Głównej Warszawskiej na Krakowskim Przedmieściu. Dziś znajduje się tu Instytut Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.

W OBAWIE O WŁASNE ŻYCIE

Powszechna nienawiść społeczeństwa ugruntowała w Wielopolskim przekonanie o słuszności postępowania, choć jednocześnie spowodowała paniczny wręcz lęk przed zamachem na swoje życie. Żartowano, iż

Bojąc się, by nie został otruty, miał jeść tylko jajka i mleko od krowy (…) którą doiła jego żona. Cały dom był otoczony żandarmami, z których jeden miał sypiać z nim w jednym pokoju. Toteż puszczono anegdotę, że jego żona, także bojąc się, prosiła, aby i jej pozwolił sypiać z żandarmem[14].

Istotnie, stronnictwo czerwonych, prące za wszelką cenę do powstania i to raczej wcześniej, niż później, nienawidziło go. Członkowie głęboko zakonspirowanej organizacji sztyletników, formacji niemal terrorystycznej wykonującej zamachy, a potem wyroki sądów powstańczych, kilkukrotnie (dwukrotnie w sierpniu 1862 r.) targali się na życie Wielopolskiego. Jednak nawet takiej okoliczności, jak wyjście cało z zamachu, nie potrafił Wielopolski wykorzystać do poprawy notowań, mimo, iż w pierwszych momentach po przeżyciu skrytobójczej próby, towarzyszyło mu przede wszystkim współczucie. W obawie o własne życie zaczął jeździć po Warszawie karetą, która podobno cała podbita była blachą. Ten dziwny, opancerzony wehikuł robił straszny hałas, czym narażał właściciela na śmieszność. Wielopolski mógł też okazać się wielkodusznością wobec swoich niedoszłych zamachowców. Jako szef Rządu Cywilnego mógł okazać łaskę i darować karę Ludwikowi Ryllowi i Janowi Rzońcy, utrzymał jednak w mocy karę śmierci dla tych młodych chłopców i posłał ich na stryczek, czym niepotrzebnie dodatkowo rozjuszył i tak nieprzychylny mu tłum. I znów, z punktu widzenia polityki lojalizmu, buntownicy i zamachowcy na legalne władze w Królestwie winni być surowo ukarani, a Wielopolski, doprowadzając do tego, wykazywał się w swych działaniach konsekwencją. Była to jednak konsekwencja, która nie służyła ani jego osobie, ani działalności.

(8)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna. (9)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Ludwik Ryll i Jan Rzońca – niedoszli skrytobójcy. W chwili śmierci obaj mieli 19 lat. Fotografie ze zbiorów Muzeum Niepodległości w Warszawie.

BRANKA

Apogeum niechęci wobec margrabiego była oczywiście branka. Przypomnijmy, że w Królestwie Polskim obowiązywał, po zlikwidowaniu polskiej armii w ramach represji po powstaniu listopadowym, przymusowy pobór do wojska rosyjskiego. Obowiązkowa służba w armii carskiej trwała nawet do 25 lat. Nie trzeba dodawać, co oznaczała taka służba: rekrut na znaczną część życia wyłączony był z normalnego funkcjonowania w rodzinie, gospodarce, w społeczności lokalnej. Jak nietrudno się domyślić, nikt z Polaków specjalnie się do takiej służby nie palił. Pobór do wojska odbywał się zatem zwyczajowo na drodze losowania. W 1863 r. było jednak inaczej. Wielopolski – świadom patriotycznych nastrojów w Warszawie i przygotowań do wzniecenia powstania – postanowił mu zapobiec, dostarczając administracji carskiej imienną listę kilku (ok. 2,2) tysięcy najżarliwszych patriotów i uczestników powstańczych spisków. W nocy z 14 na 15 stycznia około półtora tysiąca młodych Polaków zostało zbudzonych z łóżek i zaprowadzonych przed komisje poborowe. Wielu, którzy podejrzewali, iż mogą być wytypowani, salwowało się ucieczką z domów.

(10)Aleksander Wielopolski i jego działalność polityczna.

Aleksander Sochaczewski, Branka Polaków do armii rosyjskiej w 1863 r.

Celem, jaki przyświecał Wielopolskiemu przy przeprowadzeniu imiennej branki, było uspokojenie powstańczej gorączki, pacyfikacja spisków przez przymusowy pobór do wojska najbardziej zagorzałych zwolenników narodowej rewolucji. Nie został on zrealizowany. Wręcz przeciwnie: branka przyspieszyła wybuch powstania, które potrwało blisko półtora roku. Polityka Wielopolskiego, określana frazeologizmem „brać i kwitować”, a więc starać się osiągnąć jak najszerszą autonomię dla Królestwa Polskiego w ścisłej współpracy z carem, poniosła fiasko. Znowu miały przemówić bagnety. Margrabia, w chwili wybuchu działań zbrojnych formalnie nadal stojący na czele rządu, stracił realny wpływ na wydarzenia w Królestwie. W warunkach wojny prym wiedli wojskowi. Wielopolski znalazł się na marginesie. Zresztą Aleksander II już mu nie ufał. Człowiek, który nie potrafił zapobiec powstaniu, choć to deklarował, stał się w oczach cara skompromitowany jako polityk. W marcu 1863 r. rodzinny majątek Aleksandra Wielopolskiego Chroberz został splądrowany przez partię powstańczą Langiewicza. Kilka miesięcy po wybuchu powstania margrabia poprosił o urlop, co było de facto równoznaczne z ustąpieniem z urzędu. Zresztą Rząd Cywilny Królestwa Polskiego wkrótce zlikwidowano. Wielopolski udał się na emigrację. Zmarł w 1877 r. w Dreźnie, pełen zwątpienia i goryczy, w wieku 74 lat.

OCENY WIELOPOLSKIEGO

Aleksander Wielopolski był niewątpliwie postacią niezwykle kontrowersyjną, a przez współczesnych nierozumianą i nieakceptowaną. O tragizmie tego męża stanu niech świadczy fakt, iż nienawidzony zarówno przez białych (z którymi wiele go łączyło i z którymi być może przy innym usposobieniu mógłby znaleźć wspólny język), jak i czerwonych oraz lud warszawski i polski, nie cieszył się zaufaniem także w Petersburgu. Mówiono o nim „gordyj, kiczliwyj Lach” (hardy, pyszny Polak). Rosyjska prasa potrafiła pisać o nim, że jest najgroźniejszym przeciwnikiem Polski nawet w okresie, kiedy powstanie styczniowe już trwało![15] W Petersburgu zachowywał się godnie, a nawet dumnie. O dziwo sam Józef Piłsudski, który był zafascynowany romantycznymi ideami walki, pisał o Wielopolskim z najwyższym szacunkiem:

Chciałem go kochać za wielkość, bo miał on dumę i godność swego narodu. Widzę wspaniałą scenę – pałac zimowy w ogromnym Petersburgu, liczny zastęp dygnitarzy czeka na wejście cara, czekają — stojąc, pokornie i cierpliwie — margrabia siedzi. Gdy zwrócono mu uwagę, by powstał, gdyż majestat rosyjski ma wejść w tej chwili, odpowiedział: „Przed królem swoim dopiero powstanę.” Nie był niewolnikiem, wielka siła, wielka duma.[16]

Tragizm postaci Wielopolskiego znalazł świetne, alegoryczne odbicie w pięknym wierszu Jerzego Czecha i piosence Przemysława Gintrowskiego Margrabia Wielopolski. W tekście tym, należącym wprawdzie do ars poetica, ale stanowiącym świetną interpretację historyczną, jak w soczewce skupiają się wszystkie dramaty wokół postaci Wielopolskiego – niezrozumienie, a nawet wrogość przez rodaków, żądnych bitki, choćby i bez broni, z zaborcą, niechęć ze strony Rosjan, klęska prowadzonej polityki i śmierć na emigracji, w goryczy i zapomnieniu.

Przez Plac Saski czerkieskie sotnie pędzą
A przed zamkiem sto ognisk dzisiaj płonie
Jak pan robi to, Wasza Ekscelencjo
Że po każdej nienawidzą Cię stronie?

Pan, margrabio, nie myślisz na rozkaz
Więc u cara toś już podejrzany –
Nie uwierzy Petersburg ani Moskwa
Polakowi, co własne ma plany

Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Niebezpiecznie tak wysoko chodzić
Przecież klęska go w końcu nie ominie
Bo ma pecha, kto tutaj się rodzi

Twej pogardy nikt ci nie wybaczy
Myśmy ciemni, zapalni i łzawi
A tyś dumny, tyś z nami nie raczył
W narodowym barszczu się pławić

Po co w twarze logiką nam chlustasz?
Nie czytaliśmy Hegla jaśnie panie
Dla nas Szopen – groch i kapusta
I od czasu do czasu powstanie

Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Przepaść z lewej i przepaść po prawej
Jeśli z ręki rodaka nie zginie
To z urzędu odejdzie w niesławie

Tyle pracy, panie hrabio, i na nic.
Nadaremna ta branka w rekruty
Będzie to, co ma być – my zwyczajni
Bój bez broni, katorga i knuty

Pan narodu, margrabio, nie zmienisz
Tu rozsądku rzadko się używa
A jedno, co naprawdę umiemy
To najpiękniej na świecie przegrywać.

Pan margrabia wciąż kroczy po linie
Choć niezgrabny i posturę ma dzika
A gdy spadnie, to zyska jedynie
Miano zdrajcy zamiast pomnika.

Że spadłeś, to zwykły los polski
Każdy w końcu z liny tej spadnie
Tylko czemuś zapomniał, Wielopolski,
Że upadać też trzeba ładnie?

Współczesna ocena Wielopolskiego w dużej mierze zależy od poglądów oceniającego i jego przekonań o pryncypiach, jakie winny kierować politykiem i patriotą. Zwolennicy koncepcji pozytywistycznych, odrzucający walkę z zaborcą w każdej chwili i każdych okolicznościach, wykpiwający postawę wyrażającą się dewizą „obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni”, kładą większy nacisk na rzeczywiste, realne dokonania margrabiego. Podkreślają, iż powstanie styczniowe nie miało szans powodzenia ze względu na miażdżącą przewagę militarną Rosjan, brak poparcia dyplomacji międzynarodowej dla sprawy polskiej, słabe uzbrojenie, wyekwipowanie i zorganizowanie powstańców. Zwracają uwagę, iż w Prusach powstanie 1863 roku przyjęto z wielkim entuzjazmem i aż palono się do jego stłumienia, znacznie upraszczało ono bowiem plany Berlina związane ze zjednoczeniem ziem niemieckich. Nie brak wśród przeciwników powstania głosów, iż było ono bezsensownym zrywem, kosztującym życie ponad 30 tysięcy, głównie młodych, Polaków, skazujący kolejne setki i tysiące na zsyłki, więzienia, konfiskaty mienia. Osoby o takich poglądach łatwiej tłumaczą politykę Wielopolskiego, akceptują jego działania, nawet brankę traktują jako mniejsze zło, jako nadzwyczaj nieprzyjemną wprawdzie, ale uzasadnioną akcję zmierzającą do powstrzymania rozlewu krwi i ocalenia dorobku kilku lat reform prowadzonych w duchu pozytywizmu.

Zupełnie inne stanowisko przyjmują osoby, które mogłyby powtórzyć za Józefem Beckiem: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna – tą rzeczą jest honor”[17]. Dla prezentujących takie poglądy Wielopolski jawi się jako carski sługus, który w zaślepieniu lojalności wobec Rosji, za którą mógł uzyskać wątpliwej jakości koncesje polityczne i ograniczone reformy, gotów był podnieść rękę na własny naród, skazać na trud i cierpienie długiej służby wojskowej w armii carskiej jego najbardziej patriotycznie nastawionych synów. Dla ludzi o takich poglądach Wielopolski słusznie popadł w zapomnienie, zmarł opuszczony i zgorzkniały na emigracji, a na kartach historii portret tej postaci bynajmniej nie bywa odmalowywany w pastelowych kolorach.

Jak się wydaje, przez dziesięciolecia osób o takich przekonaniach było w Polsce relatywnie więcej. Etos romantyczny, etos walki o niepodległość na naszym gruncie był o wiele bardziej nośny niż idea ciężkiej, organicznej pracy. Jak pisał Stefan Kisielewski:

W kraju, gdzie kult walki, nawet przegranej (a właściwie zazwyczaj przegranej), przygłuszał częstokroć wszystko inne (…) nie lubiano Druckiego-Lubeckiego, lecz kochano Łukasińskiego i Wysockiego. Nie znoszono Wielopolskiego, lecz wielbiono Traugutta.[18]

Dziś, gdy powstanie styczniowe nie należy do historii najnowszej, nie wzbudza tak wielkich emocji. Dyskusja jednak nad jego sensem i konsekwencjami wciąż trwa i trwać zapewne będzie jeszcze długo. Podobnie jak postać Aleksandra Wielopolskiego, która przez wiele lat będzie żywym przedmiotem dyskusji, polemik i zmiennych ocen.

[1] Opinia o Wielopolskim jako zdrajcy, targowiczaninie i carskim lokaju jest elementem jego czarnej legendy, choć historycy wykluczają, aby świadomie i celowo działał na szkodę narodu polskiego. Jak formowała się owa czarna legenda margrabiego, pisze J. Rusin, Wielopolski – bohater trudnej legendy, Rzeszów 1997. Publikacja ta była moją podstawową pomocą przy pisaniu niniejszego tekstu, do większości cytatów dotarłem dzięki niej.

[2] Cyt, za Rewolucja polska 1846 r. Wybór źródeł, oprac. S. Kieniewicz, Wrocław 1949, s. 215.

[3] Wybrane fragmenty na podstawie: H. Lisicki, Aleksander Wielopolski. 1803-1877, t. IV, z franc. przeł. Wojciech Buchner, Kraków 1878-79, s. 446-447 i 464-470.

[4] Z. Krasiński, Dzieła literackie, t. 3 wyb., notami i uwagami opatrzył P. Hertz, Warszawa 1973, s. 518-519.

[5] A. M. Skałkowski, Aleksander Wielopolski w świetle archiwów rodzinnych (1861-1877), t.2, s. 183.

[6] N. Żmichowska, Listy, t.2, Rozdroża, Wrocław 1960, s. 181.

[7] A. Giller, Manifestacje Warszawy 1861 r., wyd. J. Sokulski, Stanisławów 1908, s. 1-2.

[8] A. Giller, Aleksander hr. Wielopolski, margrabia Gonzaga Myszkowski, „Gazeta Narodowa” 1878, nr 37.

[9] Poziom ten był niestety dość niski. Niektórzy autorzy uważają wręcz, że Królestwo było pogrążone w głębokim intelektualnym marazmie. Zob. P. Jasienica, Dwie drogi, Warszawa 1992, s. 52-55.

[10] P. Jasienica, pisarz bardzo nieprzychylny Wielopolskiemu i przekonany, że zmarnował on mnóstwo politycznych szans, choć nie posądzający go o zdradę, jest zdania, że tylko radykalna decyzja o uwłaszczeniu chłopów mogła w latach 1861-1862 nie dopuścić do wybuchu powstania, rozładować napięcie społeczne i pozwolić na wprowadzenie przez margrabiego innych reform. Niestety Wielopolski, jako obszarnik i „mamut historii”, skupiony na bronieniu ziemiańskich przywilejów i nie był do niej zdolny. P. Jasienica, Dwie drogi, s. 66-67 i in.

[11] T. Szpadkowski, Zapiski warszawskie. Dziennik gimnazjalisty 1836-1839. Wspomnienia o Radzie Miejskiej 1861-1863, oprac. A. i T. Szarota, Wrocław 1969, s. 136.

[12] P. Popiel, Pamiętniki (1807-1892), Kraków 1927, s. 148.

[13] Wielopolski kazał dla siebie odgrodzić część ogrodu przy Pałacu Kazimierzowskim. Młodzież warszawska zniszczyła go, komentując to słowami: „Ty nie ścierpisz rządów w rządzie, my nie ścierpimy ogrodu w ogrodzie”. Cała sprawa znalazła epilog w sądzie, choć niewątpliwie, z korzyścią dla wszystkich stron, można ją było szybko załatwić polubownie.

[14] W. Daniłowski, Notatki do pamiętników, wyd. J. Czubek, Kraków 1908, s. 58.

[15] Informacja ta pochodzi z polemicznego i ostrego w sądach, ale ciekawego artykułu Wojciecha Rudnego, opublikowanego w Internecie http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3465 data wejścia 13.08.2014.

[16] Zob. J. Piłsudski o powstaniu 1863, Londyn 1963.

[17] Przemówienie Józefa Becka w Sejmie RP z dnia 5 maja 1939 r.

[18] Stefan Kisielewski, Bić się czy rozmawiać, „Zeszyty Literackie” 1983, nr 2.

Komentarze