Jakim Cię widzą, takim Cię piszą? Powstanie styczniowe i inne polskie zrywy w historiografii krajów europejskich

Zwykliśmy myśleć o powstaniu styczniowym, podobnie zresztą jak o insurekcji kościuszkowskiej, wojnie polsko-rosyjskiej z lat 1830-31, powstaniu warszawskim i innych zrywach narodowowyzwoleńczych, jako o wydarzeniach z historii Polski. Należą one wszak do naszego dziedzictwa, są osadzone w polskości, działy się na głównie na naszych ziemiach. W ferworze niegasnących dyskusji o potrzebie kultywowania pamięci powstań z jednej, a kwestii słuszności i zasadności narodowych zrywów z drugiej strony, zdajemy się zapominać, że nie działy się one w politycznej i społecznej próżni i że były wydarzeniami istotnymi dla dziejów całej Europy. Pojęcie historii Polski zostało wszakże ukute dla potrzeb dydaktyki historycznej, a nie historii jako nauki. Dzieje są jedne i niepodzielne i wszystkie doniosłe przemiany w Polsce mają wpływ na losy Europy i świata.

POWSTANIE STYCZNIOWE OCZAMI INNYCH

Niedawno obchodziliśmy 25. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce, które doprowadziły do przyspieszenia przemian politycznych w Europie Wschodniej, a w konsekwencji do upadku muru berlińskiego i demokratyzacji dawnego bloku wschodniego. Trudno o bardziej jaskrawy przykład na to, jak dzieje Polski przenikają się i wpływają na losy Starego Kontynentu, a zwłaszcza sąsiednich nam krajów. Warto z tej, z rzadka tylko obieranej, perspektywy, spojrzeć na historię powstania styczniowego. Wszak był to też przełom w dziejach Rosji, Litwy, ziem ukraińskich i białoruskich, a bezpośrednio i pośrednio dotknął Prus, Austrii, Anglii, Francji, Bałkanów, a nawet, czego nikt zapewne by się nie spodziewał, państw tak dalekich jak Portugalia[1]. Wiemy, że powstanie styczniowe generalnie cieszyło się sympatią ludów europejskich, choć przez rządy mocarstw traktowane było instrumentalnie. Bezspornym faktem jest to, że powstania polskie były nie tylko ważnymi elementami naszej historii, ale także składnikami historii ogólnoeuropejskiej.

Uznanie obu powstań za zjawisko o zasięgu ogólnoeuropejskim nie przeszkadza bynajmniej nie mniej bezspornemu faktowi, że identyczne zjawiska mogą być w pojedynczych narodowych społeczeństwach postrzegane w bardzo odmiennej perspektywie. Ta zmienna optyka wynika z odmienności stopnia rozwoju społecznego danej zbiorowości narodowej, z odmienności pierwszoplanowych zadań i historycznego doświadczenia – napisał czeski historyk Jaroslav Valenta[2].

Spróbujmy zobaczyć, jak powstanie styczniowe było komentowane i oceniane przez pisarzy, publicystów i historyków innych krajów.

(1)Jakim Cię widzą, takim Cię piszą

Powstanie styczniowe – kompozycja alegoryczna, reprodukcja ryciny, 1863, zbiory Biblioteki Narodowej.

ZWIERCIADŁO ROSYJSKIE

Co najbardziej uderzało w polskich powstaniach Rosjan epoki przed rewolucją październikową 1917 r.? Rosyjski badacz Leonid Gorizontow[3] zwrócił uwagę na fakt, iż dążenie Polaków do odbudowy Rzeczpospolitej w granicach sprzed 1772 r. (nawet dla liberalnie myślących Rosjan) było trudne do zaakceptowania. Wszak ziemie na wschód od Bugu i środkowego Niemna zamieszkiwali w większości ludzie mówiący językiem nie polskim, ale ruskim, bliższym rosyjskiemu, a poza tym wyznający najczęściej prawosławie. Z punktu widzenia Petersburga czy Moskwy byli to Rosjanie, choć jeszcze nie do końca uświadomieni narodowo, przez wieki uciskani przez polską szlachtę i aparat państwowy. Nikt w kręgach państwowo myślących intelektualistów rosyjskich nie wyobrażał sobie Imperium bez Białej i Czerwonej Rusi. Ukraińców, których odrębność dopiero kiełkowała, nazywano Małorusami. Postulat odbudowy przedrozbiorowej Rzeczpospolitej, a nawet przyłączenia ziem zabranych do Królestwa Polskiego, był głęboko niezgodny z rosyjską racją stanu i dlatego zdecydowanie zwalczany politycznie i militarnie. Przedrewolucyjna literatura podkreślała szlachecki charakter powstań i brak zainteresowania nimi chłopów, dla których naczelnym problemem pozostawała konieczność odrabiania pańszczyzny. Generalna ocena polskich powstań narodowych była negatywna.

Po 1917 trudno było o rzetelną ocenę polskich powstań narodowych w rosyjskiej (radzieckiej) nauce historycznej, będącej pod nieustanną polityczną presją i ograniczonej marksistowską wykładnią dziejów. Zauważono jednak, że skala walki o wyzwolenie była tak wielka, gdyż rozbiory Rzeczpospolitej zostały dokonane w momencie, gdy świadomość narodowa w warstwach szlachecko-mieszczańskich była już duża. W fakcie, że to właśnie szlachta była siłą napędową rewolucyjnych zrywów, dopatrywano się przyczyn ich niepowodzenia, a w czynniku geopolitycznym (chęci powrotu do granic przedrozbiorowych) upatrywano pogorszenia perspektyw każdego kolejnego zrywu już na samym jego początku. Szczególnie dotkliwie czynniki te uwypukliły się, zdaniem wielu rosyjskich historyków, w powstaniu styczniowym. Liderzy tego zrywu chcieli przebudowy społecznej Polski, ale nie udało im się skłonić chłopów do masowego porwania za broń. Chcieli zbudować sojusz Polaków z ewangelikami, Żydami i Rusinami, ale postulowali walkę o odbudowę Rzeczpospolitej z 1772 r., która dla Rusinów nie była żadną wartością, dzieliła ich ziemie na pół. Powstanie styczniowe marksistowsko myślący uczeni często odczytywali też jako próbę wspólnej, polsko-rosyjskiej walki z reakcyjnym caratem o rewolucję społeczną, udaremnionej przez zbyt duży udział elementów konserwatywnych po stronie polskiej i przewagę wojsk carskich, broniących ancien regime’u. Przywódców insurekcji 1863 r. oceniano tym pozytywniej, im większy był ich radykalizm społeczny. Bohaterami byli zatem np. Jarosław Dąbrowski czy Stefan Bobrowski. Zauważono, że niemal do końca XIX stulecia powstania polskie były jedynymi masowymi wystąpieniami przeciwko rządowi w całym konserwatywnym i absolutystycznym Imperium. Generalnie obowiązywała przychylna wizja naszych spisków i zrywów narodowowyzwoleńczych, choć całkiem pomijano w ich opisie chęć wyzwolenia narodowego, skupiając się na walce klasowej chłopów o ziemię i wolność.

Po rozpadzie ZSRR doktryna marksistowska przestała obowiązywać, możliwe są więc w Rosji niezależne badania, pozwalające na spojrzenie na powstania polskie z nowych perspektyw. Zaczyna się dostrzegać, że bilans powstań, mimo zwycięskiego stłumienia ich przez carat, jest dla Rosji raczej niekorzystny. Wśród skutków powstań wymienia się załamanie tendencji modernizacyjnych. Na liście strat pojawia się, niedostrzegana nad Wisłą, stracona szansa na porozumienie polsko-rosyjskie w ramach reformującego się Imperium, na wzór austriacko-węgierskiego Ausgleichu z 1867 r. (który notabene przyniósł autonomię także Galicji). Z tej perspektywy historycy rosyjscy młodego pokolenia cieplej patrzą na Aleksandra Wielopolskiego i jego próby zbudowania autonomii Królestwa przy zachowaniu lojalności wobec caratu, a przywódców spisków oceniają krytyczniej, widząc w nich siłę destabilizującą państwo i uniemożliwiającą spokojną modernizację. Ważne jednak, by patrząc z tej perspektywy, nie pominąć kwestii współodpowiedzialności Rosji za, desperackie niekiedy, polskie zrywy.

ZWIERCIADŁO LITEWSKIE

Litwini, inaczej niż Polacy czy Rosjanie, nie należą do tzw. narodów historycznych. Nie posiadali oni w epoce nowożytnej warstw uprzywilejowanych (szlachty) posługującej się językiem litewskim i kultywującej litewską kulturę. Dawne litewskie rody możnowładcze, jak np. Radziwiłłowie, uległy w Rzeczpospolitej Obojga Narodów niemal całkowitej polonizacji. Nowoczesny naród litewski zaczął kształtować się, a co za tym idzie, budować własną narrację historyczną, dopiero w XIX wieku. Wówczas to dopiero rozpoczęto reinterpretować na Litwie przeszłość, oddzielając to co „nasze” – litewskie, od tego, co „obce” – polskie, rosyjskie. Aby wzmocnić oddziaływanie litewskiej świadomości narodowej, akcentowano zwłaszcza antagonizmy między litewskimi włościanami, a polskimi panami. Stąd też w początkach historiografii litewskiej przedstawiano powstania, w tym to z 1863 r., jako wojny między obcymi, rozgrywki między Polakami, a Moskalami. Jak pisze Rimantas Miknys: dla działaczy budzących nowoczesny naród litewski powstania nie stały się własnymi i ważnymi faktami historycznymi i nie miały ich zdaniem nic wspólnego ze sprawą ludu[4]. Historycy litewscy sprzed uzyskania niepodległości często żałowali, że bunt przeniósł się z Polski na Litwę, nie dostrzegając żadnych przygotowań do jego wybuchu ani samodzielnych działań na terenie dawnego Wielkiego Księstwa. Próbowali udowadniać, że spolszczona szlachta litewska była tak samo obca ludowi, jak i władze rosyjskie.

(2)Jakim Cię widzą, takim Cię piszą

Artur Grottger: „Lituania”, pocztówka z 1898, zbiory Biblioteki Narodowej

W okresie międzywojennym, w którym antagonizm państwowy między odrodzonymi Polską i Litwą był niezwykle silny, a państwa do 1938 r. nie nawiązały stosunków dyplomatycznych, powstanie styczniowe dalej opisywane było przede wszystkim jako wydarzenie obce, jako sprawa Polaków i panów. W historiografii litewskiej żadnych negatywnych emocji nie budził Michaił Muriawiow, w Polsce nazywany Wieszatielem, który brutalnie tłumił powstanie na Litwie. W czasach międzywojennych nadal wykorzystywano tematykę powstań do pogłębiania litewskiej świadomości narodowej. Myślenie to częściowo zrewidowane zostało przez emigracyjnych historyków litewskich na Zachodzie. W czasach zimnowojennych zaczęli oni dopuszczać do siebie inne możliwości interpretowania wydarzeń z 1863 r. – traktowania ich jako walkę o „Polskę”, rozumianą jako federację Polski, Litwy i Rusi pod przywództwem Warszawy, ale z wyraźną odrębnością Wielkiego Księstwa Litewskiego i z nowym porządkiem społecznym odrzucającym resztki feudalizmu. W takiej wizji powstanie zaczęło się jawić jako „swoje”.

Na Litwie sowieckiej obowiązywał oczywiście materializm historyczny. Powstanie styczniowe łatwo dawało się weń wpisać. W dziełach publikowanych w Wilnie i Kownie w czasach przynależności Litwy do ZSRR podkreślano, że zryw 1863 r. był zmaganiem szerokich mas ludowych przeciw siłom wyzyskującym – caratowi, ziemiaństwu i kapitalistom. Była to kolejna odsłona odwiecznej walki klas, prowadzonej przez internacjonalistyczne warstwy uciskane pod wspólnym przywództwem rewolucjonistów litewskich, polskich i rosyjskich. Historycy litewscy, którzy nie chcieli całkowicie podporządkować się temu schematowi myślowemu, skupili się na pogłębianiu znajomości faktografii powstańczej, historii regionalnej i opracowaniach przyczynkarskich.

W dziejopisarstwie litewskim czasów najnowszych nie uważa się już powstania za chłopski zryw przeciwko pańszczyźnie, a bardziej za kierowaną przez szlachtę, ale z udziałem i przy częściowym uwzględnieniu interesów chłopów, próbę wyzwolenia się Polski i Litwy spod jarzma rosyjskiego. Próbę, w której ramię w ramię stawali dawni, połączeni unią lubelską partnerzy, i w której, w razie powodzenia, status Litwy mógł przybrać rozmaite formy – prowincji Królestwa Polskiego, części federacji, a nawet samodzielnego bytu. Polacy nie są tu już postrzegani jako obcy czy wróg, dostrzega się niuanse i złożoność historycznej rzeczywistości, a do własnej przeszłości podchodzi się z otwartą głową.

ZWIERCIADŁO UKRAIŃSKIE

W pracach historyków ukraińskich XIX i początków XX wieku daje się dostrzec zjawiska widoczne przy analizowaniu dziejopisarstwa litewskiego. Postrzega się tam powstanie jako obce, jako rozgrywkę między panami i Polakami a Rosjanami, zauważając jednak niekiedy, że z przygotowań do powstania styczniowego i z tzw. ruchu chłopomańskiego wykrystalizował się ukraiński ruch społeczny[5].

Historiografia Ukrainy radzieckiej traktowała powstanie styczniowe po macoszemu. Z rzadka powstające prace analizowały reperkusje powstania w Galicji i losy rachitycznej walki zbrojnej na Ukrainie Prawobrzeżnej. Dominuje postrzeganie powstania jako specyficznie polskie, choć zauważa się przykłady współdziałania polsko-ukraińskiego, dostrzegając postacie takie jak Włodzimierz Antonowicz[6]. Ciekawym, nieznanym niemal w Polsce wątkiem, jaki analizowali historycy ukraińscy, były starania rządu rosyjskiego, aby wystąpienia chłopskie, jakie miały miejsce na Ukrainie w 1863 r. i ruch powstańczy, działy się niezależnie od siebie i aby podsycać negatywny stosunek chłopów do panów, celem pozyskania ich do stłumienia powstania. Władze zorganizowały na prawobrzeżnej Ukrainie tzw. wiejską straż, do której, dzięki różnym ulgom, przyciągnięto kilkaset tysięcy ruskich włościan. Działalność tej organizacji uniemożliwiła rozwój partyzantki, co wydatnie przyczyniło się do rychłego wygaśnięcia insurekcji na Rusi. W duchu marksistowskim, choć w najlepszych pracach nie powodowało to uszczerbku na ich wartości poznawczej, dowodzono, że powstanie 1863 r. poniosło klęskę, bo chłopi w większości nie wzięli w nim udziału, a rewolucyjni demokraci, rzecznicy m.in. uwłaszczenia, nie byli zdolni do pociągnięcia za sobą mas. O konsekwencjach powstania dla Polaków na Ukrainie: umniejszenia stanu posiadania i zjawiska emigracji, a także wielu wysadzonych z siodła, np. do miast w Galicji i Królestwie Polskim, raczej się nie wspomina, również z powodu programowego bagatelizowania problematyki narodowej w historiografii marksistowskiej.

(3)Jakim Cię widzą, takim Cię piszą

Artur Grottger, „Głowa powstańca 1863”, reprodukcja z pocztówki sprzed 1912, zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie

Współczesna historiografia ukraińska nieco bardziej interesuje się dziejami żywiołu polskiego na Ukrainie, w tym powstaniem styczniowym. Nadal podkreśla, że nie znalazło ono poparcia ani wśród chłopów ruskich, ani rodzącej się inteligencji ukraińskiej. Zaczęto zauważać, że stanowiło impuls do przeprowadzenia przez carat reformy uwłaszczeniowej, a jednocześnie doprowadziło do zmniejszenia ilości ziemi w rękach polskich, likwidację klasztorów i kościołów katolickich, a co za tym idzie, osłabienia żywiołu polskiego na Ukrainie Prawobrzeżnej.

ZWIERCIADŁO BIAŁORUSKIE

Narodowa historiografia białoruska, tak jak litewska i ukraińska, ukazała się dość późno, tj. na przełomie XIX i XX wieku. Temat powstania styczniowego miał w nim więcej szczęścia, niż dzieje innych polskich wystąpień. Wynika to m.in. z faktu, iż powstanie 1863 r. przyciągnęło na dłuższy czas uwagę caratu na gubernie zachodnie, powodując, iż zaczęto w ogóle zdawać sobie sprawę w kręgach rosyjskich elit politycznych o czymś takim, jak kwestia białoruska. Zaczęto więcej uwagi poświęcać specyfice Białorusi, choć dalej postrzegano miejscową ludność jako członków narodu rosyjskiego. Powstanie styczniowe opisywano u schyłku XIX wieku w kręgach białoruskich jako bunt polskich panów wnoszący niezgodę w rosyjską rodzinę. Nie dziwi, że patrząc z tej perspektywy, polityka Murawiowa postrzegana była jako święty etap w dziejach Białorusi.

Na Białorusi sowieckiej opisywano powstanie styczniowe nie jako ruch narodowy, ale jako bunt zorganizowany przez szlachtę i duchowieństwo pod szowinistycznymi hasłami, w którym szerokie masy chłopstwa i biedoty miejskiej nie uczestniczyły. Tworzono nawet mity, że działania zbrojne na ziemiach białoruskich były zmaganiami postępowych chłopów przeciwko reakcyjnej szlachcie. Oczywiście, więcej było w tym tendencyjnej publicystyki politycznej niż naukowych dociekań.

Szczególną uwagę na Białorusi poświęcano postaci Konstantego „Kastusia” Kalinowskiego. Był to de facto przywódca powstania styczniowego w Wielkim Księstwie Litewskim. Pełnił urząd komisarza pełnomocnego Rządu Narodowego na Litwę, sprawując władzę zwierzchnią nad wszystkimi jednostkami walczącymi na ziemiach litewskich i białoruskich. Zadenuncjowany przez jednego z towarzyszy broni, został powieszony w Wilnie w marcu 1864 r. Kalinowski mówił i pisał po białorusku, choć znał też polski język spuściznę kulturową. W poglądach swoich był zwolennikiem walki z caratem, uniezależnienia się Wielkiego Księstwa Litewskiego od Polski, federacji polsko-litewskiej, ochrony języka białoruskiego i zdecydowanych reform społecznych (z uwłaszczeniem chłopów i parcelacją majątków ziemskich). Z jednej strony jawił się więc jako bohater walki o sprawiedliwość społeczną, z drugiej – wspominając o nim niebezpiecznie łatwo było narazić się na oskarżenia o nacjonalizm białoruski. Dużo pisano o nim w BSRR, lawirując jednak między przeciwstawnymi ograniczeniami. I choć niezależnie myślący historycy białoruscy są zgodni, że musi powstać nowa, naukowa biografia Kastusia bez uproszczeń i zniekształceń, będzie o to ciężko, gdyż postać jego – w zależności od aktualnych koniunktur – bywa przywoływana jako bohater narodowy lub zupełnie pomijana.

(4)Jakim Cię widzą, takim Cię piszą

Konstanty „Kastuś” Kalinowski, bohater Polski, Białorusi i Litwy, fotografia z epoki

Dmitry Karew[7] stawia tezę, iż współcześnie na Białorusi publicystyka polityczna nadal dominuje nad rzetelnymi opracowaniami naukowymi. Wciąż brak monograficznej pracy o powstaniu styczniowym, w której dokładna analiza wydarzeń połączona byłaby z rzetelną analizą źródeł. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości się to zmieni, bo w gąszczu sprzeczności historiografii białoruskiej połapać się na tyle trudno, że kto wie, czy w przyszłości w jednym z białoruskich miast nie staną po przeciwległych stronach rynku pomniki Kalinowskiego i Murawiowa.

ZWIERCIADŁO CZESKIE

Sytuacja Czechów do pewnego stopnia przypominała tę, w której znajdowali się Litwini czy Ukraińcy. Mimo bogatej tradycji państwowej, sięgającej Państwa Wielkomorawskiego i monarchii Przemyślidów, Czesi w XIX wieku nie posiadali własnych elit narodowotwórczych. Po mającej miejsce dwa wieki wcześniej klęsce pod Białą Górą z 1620 r. elity czeskie stopniowo zgermanizowały się, przyjmując niemiecki język i kulturę i identyfikując się z monarchią habsburską. W XIX wieku „naród” ten stanowili głównie chłopi, w mniejszym stopniu drobnomieszczaństwo. Rodząca się świadoma narodowo czeska inteligencja musiała niekiedy uczyć się języka czeskiego niczym obcej mowy. W początkach XIX wieku, w okresie tzw. rozbudzenia narodowego rozpoczęły się badania nad dawnym językiem czeskim, tamtejszą gramatyką i literaturą. Okazało się, iż mowa naszych południowych sąsiadów, używana na wsi, pozostała niemal niezmienna od XVII wieku. Trzeba było ją uzupełnić wieloma nowymi słowami, niekiedy pochodzącymi z polskiego. Z tego okresu pochodzi m.in. słowo divadlo, pochodzące od staropolskiego „dziwadło”, a oznaczające teatr.

Czeskie elity u progu XIX stulecia nie miały więc ambicji politycznych czy państwowotwórczych. Dodatkowo, monarchy z dynastii Habsburgów nie postrzegano jako obcego zaborcy, widząc w nim legalnego króla czeskiego. Z tego powodu niemal bez echa przeszły w Czechach rozbiory Rzeczpospolitej. Samych Polaków elity czeskie darzyły sympatią, nie przeszkadzało im to jednak podobnego uczucia kierować w stronę Rosjan, zgodnie z myślą słowianofilską, jaka dominowała w głowach patriotów z Pragi czy Brna. Co najmniej do połowy XIX wieku nie mogli oni znaleźć wspólnego języka z północnymi sąsiadami, bo różniły ich cele działalności. Polakom chodziło o odbudowanie niepodległości, Czechom o uzyskanie autonomii i równouprawnienia w ramach Cesarstwa Austriackiego. Polacy spoglądali na walczących zbrojnie o pełną niepodległość Węgrów, Czesi zerkali na dążących do narodowej autonomii Słowaków, Słoweńców i Chorwatów. A jak komentowano i reagowano na powstanie styczniowe?

Wybuch insurekcji 1863 r. zastał naród czeski w nieco innej sytuacji. Długoletni okres „czeskiego odrodzenia narodowego” przyniósł już pewien plon. Prasa czeska otwarcie sympatyzowała z dążeniami polskimi, a społeczeństwo nad Wełtawą było o ich przebiegu stosunkowo dobrze poinformowane, choć z niuansów polskiej polityki (takiej jak np. podział na białych i czerwonych) nie zdawano sobie sprawy. Kilkudziesięciu czeskich ochotników walczyło w korpusie Langiewicza, urządzano zbiórki na zakup broni i leczenie rannych powstańców. Pojawiał się czasem dylemat, jak zostaną pogodzone cele lubianych Polaków z darzonymi także sympatią Rosjanami? Jeden z najpopularniejszych czeskich liderów narodowych, Frantisek Palacky, powstania wcale nie popierał, uważając je za klęskę dla wszystkich Słowian, a Polaków w szczególności.

Wprowadzenie w 1867 r. dualizmu monarchii habsburskiej, było dużą porażką czeskiego ruchu narodowego, dążącego do uzyskania autonomii w ramach federacyjnej monarchii. Nadanie autonomii Galicji, a pominięcie Czech, zostało w Pradze odebrane jako dodatkowy afront. Czescy liderzy, czując się oszukani przez Wiedeń, zaczęli zerkać w stronę Rosji, widząc w niej oparcie w ramach słowiańskiej solidarności. Wydarzenie to w dużej mierze wpłynęło na postrzeganie powstania styczniowego, ocenianego częściej jako zbędne i nieodpowiedzialne. Nigdy jednak nie atakowano otwarcie Polaków, sympatia do nich w kręgach elit nie wygasła. Czesi starali się też współpracować z Polakami z Galicji.

Po uzyskaniu przez Czechów wspólnie ze Słowakami niezależności państwowej, problem polskich powstań narodowych zszedł na dalszy plan. Ani w okresie międzywojennym, ani w latach po II wojnie światowej, nie był on przedmiotem publicystycznych polemik i w zasadzie nie opuszczał uniwersyteckich sal wykładowych. Również dziś zainteresowanie naszych południowych sąsiadów sprawami polskich wystąpień narodowych jest marginalne.

ZWIERCIADŁO NIEMIECKIE

W nowoczesnej historiografii niemieckiej, stworzonej przez legendarnego, nadwornego dziejopisarza pruskich królów, Leopolda von Ranke, na Polskę spoglądano przez długie lata wyłącznie przez pryzmat historii Prus i ich interesów. Historiografia, służebna w wilhelmińskich Niemczech polityce i interesom państwowym, nader krytycznie oceniała antypaństwowe wystąpienia Polaków, w pełni usprawiedliwiając germanizacyjne dążenia kanclerza Otto von Bismarcka. Polaków obowiązywała lojalność wobec państwa pruskiego lub, po 1870 r., niemieckiego, a ich działania wywrotowe opisywano krytycznie. Z powyższego powodu niespecjalnie historiografia niemiecka interesowała się powstaniem styczniowym, dziejącym się przecież poza granicami Prus, a jeśli już zwracano na nie uwagę, to wyłącznie w kontekście szerzenia przez powstańców niepokoju i niezgody w Europie, zakłócającej normalną politykę. Sytuacja ta przetrwała ostateczny upadek ładu wiedeńskiego w wyniku I wojny światowej. W czasach republiki weimarskiej, a zwłaszcza po dojściu do władzy Adolfa Hitlera, popularnym motywem niemieckich badań historycznych dotyczących Polski było też szukanie związków utraconych ziem z niemczyzną, tzw. Ostforschung.

W dobie podziału państw niemieckich w historiografia NRD obowiązywała wykładnia o klasowym podłożu powstań. W powstaniu styczniowym dostrzegano jedynie zryw warstw uciskanych (np. chłopów) przeciwko wyzyskiwaczom (ziemianom), zakończony zwycięstwem (uwłaszczenie chłopów) w imię wiekowej walki klas. Jak wiemy taki obraz insurekcji 1863 r., nie tylko nie uwzględnia całego jej zróżnicowania i wielowątkowości, ale wręcz jest odległy od prawdy. Zupełnie inaczej podchodzono do dziejów Polski w Republice Federalnej Niemiec. RFN – państwo demokratyczne i liberalne – dość szybko poczuło się odpowiedzialne za zbrodnie hitleryzmu, także wobec Polaków. Za poczuciem tym pojawiła się potrzeba pojednania (Versohnung) z narodem polskim, które musi być oparte m.in. na prawdzie historycznej. Podjęto zbiorowy wysiłek rewizji dotychczasowego obrazu polskich dziejów, w tym powstań narodowych, które wcześniej postrzegano głównie jako akty antypaństwowe i wichrzycielskie. Jak twierdzi Georg Strobel, w wyniku tego procesu historiografia zachodnioniemiecka z czasem przybliżała się, nieraz wręcz bezkrytycznie, do poglądów i ocen historiografii polskiej. Mimo wszystko, co przyznaje Strobel, historiografia niemiecka (tak pruska, jak zachodnioniemiecka i NRD-owska) zajmowała się kwestią polskich powstań narodowych raczej marginalnie[8]. Jeśli gdzieś wspominano o wydarzeniach z 1863 r., to głównie w biografiach Bismarcka. Jeśli zaś chodzi o samą recepcję powstania styczniowego w społeczeństwie niemieckim, była ona – zdaniem Strobla – mniejsza niż w przypadku powstania listopadowego. Insurekcja 1863 r. odbiła się w społeczeństwie niemieckim niewielkim echem, postrzegana była wyłącznie jako zaburzenie polityki europejskiej wątpliwymi, raczej nieuzasadnionymi dążeniami polskimi, które może doprowadzić do utrudnienia zjednoczenia Niemiec, o którym myślano już w Prusach.

O niezależności niemieckich historyków od państwa i prowadzeniu naprawdę rzetelnych badań możemy mówić od 1945 r. w przypadku zachodniej części kraju (RFN), a dopiero 1989 r., gdy mamy na myśli Niemcy wschodnie (NRD). I choć polskie powstania narodowe nadal są w Niemczech analizowane sporadycznie, zaczęto zauważać luki i braki w badaniach. Należy do nich przede wszystkim brak analiz związanych z bezpośrednim uczestnictwem Niemców w insurekcjach. W przypadku powstania styczniowego ma tu Strobel na myśli przede wszystkim Niemców osiadłych w rozwijających się regionach przemysłowych Kongresówki. Wystarczy zajrzeć do pierwszego z brzegu opracowania dziejów Łodzi, by wiedzieć, że takich, zarówno wśród burżuazji przemysłowej, jak i proletariatu, nie brakowało.

ZWIERCIADŁO FRANCUSKIE

Francuska badaczka, Alexandra Viatteau, dokonując analizy najpopularniejszych nad Loarą i Sekwaną podręczników szkolnych i akademickich funkcjonujących w okresie międzywojennym i powojennym, zanalizowała specyficzny sposób ukazywania powstań polskich we Francji. Powstanie kościuszkowskie widzi się w niej jako zbawienny zryw odciągający uwagę mocarstw konserwatywnych od rewolucyjnej Francji. Dostrzega się szlachetność walki Polaków o własną niezależność, ale uznaje, że nie sposób było im pomóc, ciesząc się, że insurekcja pomogła przetrwać najtrudniejsze chwile rewolucji francuskiej. Zryw listopadowy postrzegany jest jako wydarzenie drugorzędne wobec przełomowych dla Europy Zachodniej – rewolucji lipcowej i powstania niepodległej Belgii, choć zauważa się fakt, że powstanie Polaków związało Mikołajowi II ręce, uniemożliwiając interwencję w Belgii. W klęsce wojny polsko-rosyjskiej z lat 1830-1831 widzi się likwidację Królestwa Polskiego z jego autonomią, włączenie go do imperium rosyjskiego i poddanie jego reżimowi. Ten niuans wpłynie na postrzeganie w świadomości historycznej Francuzów kwestii polskiej po powstaniu listopadowym, jako sprawy wewnętrznej Rosji aż do 1914 r. W tym kontekście w kolejnych podręcznikach będzie opisywane powstanie styczniowe.

(5)Jakim Cię widzą, takim Cię piszą

Pocztówka patriotyczna, po 1904, zbiory Biblioteki Narodowej

Powstanie 1863 r., mimo panującej w trakcie jego trwania powszechnej sympatii do Polaków, zostało po latach zapamiętane jako wydarzenie nie będące z perspektywy Francji problemem międzynarodowym. We francuskim communis opinio nie zauważa się, że wybuch powstania doprowadził, dzięki zawarciu tzw. konwencji Alvenslebena, do zbliżenia prusko-rosyjskiego (bardziej zresztą potrzebnego Bismarckowi, niż Aleksandrowi II), co było niebezpieczne dla francuskiej racji stanu i zemściło się w 1870 r. Wówczas to Prusy, zabezpieczone od wschodu, mogły skupić wszelkie siły na wojnie z Francją i pokonując ją, sfinalizować proces zjednoczenia Niemiec (z Alzacją i Lotaryngią w ich granicach). Sam zryw opisuje się niekiedy nawet w kategoriach buntu, który w przeszkodził w procesie liberalizacji imperium rosyjskiego, zapoczątkowanym wiosną posewastopolską. Powstanie styczniowe nie jest opisywane z życzliwością dla Polaków. Zdarza się określać je jako bunt prowadzony przez małe bandy, bez charakteru prawdziwie wojskowego, bezskutecznie oczekujący pomocy międzynarodowej, irytujący cara i skłaniający go do rezygnacji z polityki liberalizmu na rzecz brutalnej, ale uprawnionej rusyfikacji. Wyrażane są opinie, iż kwestia polska po 1815 r. była tym dla Rosji, czym kwestia irlandzka dla Anglii – źródłem permanentnych kłopotów.

Kwestia polskich powstań narodowych zniknęła z podręczników szkolnych we Francji w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Być może wynika to z faktu pokładania nadziei w integracji europejskiej, która spowoduje zintegrowanie Europy w nową, polityczną całość, wykluczając nacjonalizmy. Pozostaje jednak ważne, jak ukształtuje się dzisiaj historiografia na przyszłość, zwłaszcza, że Polacy mogą współtworzyć historiografię francuską i europejską na temat ich własnych dziejów – wyraża nadzieję Viatteau[9].

ZWIERCIADŁO NIDERLANDZKIE

W Belgii i Holandii polskie powstania narodowe cieszą się zainteresowaniem nieco większym, niż wynikałoby to ze skali związków tych krajów Beneluksu z Polską i odległości, jaka dzieli ziemie polskie od nizin ujścia Mozy i Skaldy. Co zrozumiałe, szczególnym zainteresowaniem badaczy w Belgii cieszy się tam powstanie listopadowe, które zapamiętane zostało jako okoliczność ułatwiająca oderwanie się tego kraju od Zjednoczonego Królestwa Niderlandów i wywołała w tym kraju falę entuzjazmu dla Polaków, szybko wprawdzie przygasłą. Do dziś zbieżność dat i wzajemna zależność między powstaniem państwa belgijskiego a wojną polsko-rosyjską 1830 r. jest inspiracją do organizowania wspólnych warsztatów, paneli badawczych i konferencji naukowych. W Holandii natomiast, o powstaniu listopadowym niemal całkowicie głucho, nie prowadziło i nie prowadzi się żadnych badań na ten temat. Dzieje tego kraju mają bowiem więcej punktów stycznych z historią Rosji, a wiec, co zrozumiałe, to imperium Romanowów budzi w Holandii większe zainteresowanie. Na marginesie, momenty, w których losy Holandii i Rosji krzyżują się, wypunktował Idesbald Goddeeris[10]. Są to bardzo interesujące wydarzenia.

Powstanie styczniowe analizowane jest w Brukseli, Brugii czy Gandawie znacznie rzadziej. Postawa dyplomacji belgijskiej wobec ówczesnych wydarzeń w Polsce była, co wykazali tamtejsi historycy, bardzo wstrzemięźliwa. Belgowie obawiali się wojny europejskiej, nie wiedząc, jak zachowa się wobec nich Francja w razie takiego konfliktu, liczyli zatem, iż car sam rozwiąże kryzys polski i nie starali się w żaden sposób go zaogniać. Dostrzeganym przez historiografię jest także epizod zakupu w Liege i transportu przez Prusy kilkuset sztuk broni belgijskiej na pola bitwy w Polsce (broń tę otrzymali przede wszystkim żuawi śmierci) czy szerzej – zjawiska handlu przez powstańców belgijską bronią. Zdarzenia te traktuje się jednak jako ciekawostkę.

Inaczej na zryw 1863 r. zareagowali Holendrzy. Tamtejsza władza państwowa, idąc za demarche Paryża i Londynu, wystosowała noty protestacyjne do Petersburga przeciwko polityce rosyjskiej w Polsce. Wartość tego protestu była symboliczna, podobno ambasador holenderski, mimo oficjalnie krytycznej noty, na ucho szeptał carowi, że życzy mu szybkiego rozwiązania konfliktu. Społeczeństwo holenderskie nie darzyło wówczas Polaków szczególną sympatią. Niderlandzcy historycy są bardzo krytyczni wobec polskich powstań, co wynika z faktu mniejszego krytycyzmu dla ładu wiedeńskiego – porządku Europy opartego na dominacji wielkich, konserwatywnych mocarstw. Poglądy na Polskę w Holandii różnią się zatem fundamentalnie od poglądów w Belgii. O ile Polacy nie cieszą się sympatią dziejopisarzy holenderskich, historycy belgijscy opisują ich straszliwy los w XIX wieku. Piśmiennictwo holenderskie koncentruje się raczej na Rosji, albo na Czechosłowacji, która należy do tej samej atmosfery kulturowej protestantyzmu i (nie zawsze dobrowolnej) orientacji na Niemcy. Historycy belgijscy, podobnie jak polscy, wyrośli w kulturze katolicyzmu i bliskich związkach intelektualnych z Francją. Co więcej, Belgia i Polska mają wspólny element XIX wiecznej historii – walkę o wolność. Pomijając drobne niuanse, można pozwolić sobie na generalizację, że „historycy holenderscy pisali o Polsce o wiele mniej pozytywnie, niż ich belgijscy koledzy”jak podsumowuje Goddeeris. Sytuacja opisywana dopiero w ostatnich latach, po erze Solidarności i kresie zimnowojennego porządku, kiedy spojrzenia stały się bardziej obiektywne i wyważone.

(6)Jakim Cię widzą, takim Cię piszą

Tarnów : Grób Powstańców z r. 1863, po 1904, zbiory Biblioteki Narodowej

ZWIERCIADŁA ANGLOJĘZYCZNE

Obszar anglojęzyczny jest na tyle duży, że pojawiali się tam historycy zainteresowani Polską nadzwyczajnie, specjalizujący się w jej dziejach i uzupełniający luki w anglosaskiej historiografii. Oczywiście nie sposób pominąć tu Normana Daviesa, świetnego historyka, autora największej zapewne syntezy dziejów Polski w języku angielskim – słynnego, choć kontrowersyjnego Bożego Igrzyska, pisanego z silną propolską sympatią. Spore znaczenie mieli też imigranci z Polski, jak np. autor syntez Piotr S. Wandycz. Mnóstwo innych autorów emigracyjnych, jak Oskar Halecki, Emanuel Halicz, Mieczysław Biskupski czy Henryk Wereszycki, a nawet immanentnie związany z historiografią polską Stefan Kieniewicz, tworzyło w języku angielskim przyczynki, monografie i syntezy dziejów Polski dobry rozbiorowej. Działalność takich uczonych powoduje, że obraz XIX wiecznych dziejów Polski jest w anglosaskim piśmiennictwie historycznym wyważony. Zresztą, historiografia anglojęzyczna jest na tyle bogata, a grono jej współtwórców tak międzynarodowe, że wyłowienie z niej specyfiki brytyjskiej, amerykańskiej czy australijskiej dyskusji o polskich powstaniach, wymagałoby długotrwałych studiów.

Trzeba odnotować, zanikający już na szczęście, choć niegdyś wpływowy, trend postrzegania I Rzeczpospolitej jako niefortunnej mozaiki narodowościowej bez silnego rządu, w której Rosjanie zaprowadzili porządek. W historiografii anglosaskiej dotyczącej dziejów Rosji przewija się wątek walki XIX-wiecznej walki Polaków o odrodzenie Rzeczpospolitej sprzed 1772 r., a więc nieuprawionych pretensji do ziem, które do Polski nie należą. Ludność tzw. Kresów Wschodnich bywa traktowana jako rosyjska, a same wschodnie ziemie dawnej Rzeczpospolitej interpretowane jako zachodnia Rosja. Takie wypaczone i w gruncie rzeczy nieprawdziwe spojrzenie każe interpretować powstania w kategoriach polskiego imperializmu, a w ich stłumieniu widzieć sprawiedliwość dziejową. Norman Davies w przedmowie do Powstania 44 wysuwa nawet tezę, że podobne myślenie było jedną z przyczyn zgody aliantów na oddanie Stalinowi wschodnich województw II Rzeczpospolitej. I choć można z poglądem tym polemizować, postrzeganie ziem ukraińskich i białoruskich jako „zachodniej Rosji” jest szkodliwe i na szczęście traci na znaczeniu.

W charakterze ciekawostki można nadmienić, że pewne zainteresowanie Polską wykazują nawet historycy japońscy. Po okresie Meiji i aktywnym włączeniu się Japonii w międzynarodową politykę, głównym zagrożeniem dla kraju było imperium rosyjskie. Zaczęto zatem dostrzegać istnienie Polaków, przedstawiając ich w przychylnym świetle jako mały, podbity i uciskany naród. Próby jednak tworzenia legionów polskich w Japonii, mimo zabiegów dyplomatycznych samego Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, nie powiodły się. Względna przychylność Polsce w dziejopisarstwie japońskim zakończyła się po I wojnie światowej, kiedy II RP znalazła się w przeciwnym obozie politycznym, konsekwentnie odmawiając akcesji do paktu antykominternowskiego. Obecnie losy Polski stanowią marginalny aspekt badań Japończyków, wynikający również z pokutującej tam tendencji ignorowania losów tzw. narodów słabych (w tym Polski), który pojawił się na początku XX wieku i był związany z imperializmem japońskim. Trend ten, mimo iż odrzucony w kręgach naukowych, wciąż oddziałuje na umysły w Kraju Kwitnącej Wiśni.

(7)Jakim Cię widzą, takim Cię piszą

Weterani na herbatce u P. Marszałkowej Piłsudskiej, fotografia Witolda Pikiela, po 1920 r., zbiory Biblioteki Narodowej

ZAKOŃCZENIE

Analizując, a zwłaszcza oceniając powstanie styczniowe, jak też inne polskie zrywy narodowe, należy zdawać sobie sprawę z dziesiątek możliwych perspektyw badawczych. Warto też pamiętać, że zajmując się historiografią, obciążeni jesteśmy tradycją, cechami i nawykami narodowymi z jednej, a ograniczeniami własnej erudycji, socjalizacji, warunków rodzinnych, orientacji etycznej i politycznej z drugiej strony. Dziejopisarstwo zmienia się tak, jak zmienia się świat wokół nas. Wydarzenia takie jak I wojna światowa, powstanie nowych państw europejskich, ekspansja totalitaryzmów hitlerowskiego i stalinowskiego, zimna wojna wpłynęły na reinterpretacje dziejów w wielu krajach europejskich. Również rozwój metodologii, powstanie, przymusowe narzucenie w wielu krajach, a potem odejście od marksizmu, czy nowe, upowszechnione w ostatnich dekadach metody historycznych badań (w tym czerpanie pełnymi garściami z metod badawczych nauk pokrewnych, jak socjologia czy psychologia), wymusiły zmianę spojrzeń na dzieje. Historia jest bowiem zawsze pewnym odbiciem teraźniejszości – niektórzy sądzą, że każde pokolenie musi napisać swoją historię na nowo. Przyjrzenie się narodowym dziejom w zwierciadle sądów innych państw i narodów może ułatwić dotarcie do prawdy o przeszłości, które winna być celem trudów historyka – naukowca. Ostatnie zdanie może być równie cennym memento dla entuzjastów, jak i krytyków styczniowej insurekcji.

[1] Zob. J. Skowronek, Kraje bałkańskie a Powstanie Styczniowe, [w:] Powstanie styczniowe: 1863-1864: wrzenie, bój, Europa, wizje, pod red. S. Kalembki, Warszawa 1990, s. 611-636, oraz E. Milewska, Portugalia a Powstanie styczniowe, [w:] Powstanie styczniowe…, s. 637-648.

[2] J. Valenta, Powstania – listopadowe i styczniowe we współczesnej myśli i historiografii czeskiej, [w:] Polskie powstania narodowe na tle przemian europejskich w XIX wieku, red. A. Barańska, W. Matwiejczyk, J. Ziółek, Lublin 2001, s. 529.

[3] L. Gorizontow, Rzut oka na rosyjską historiografię polskich powstań XIX wieku, [w:] Polskie powstania narodowe…, s. 415-427.

[4] R. Miknys, Powstania XIX wieku w Polsce i na Litwie w historiografii litewskiej, [w:] Polskie powstania narodowe… s. 467-480.

[5] Zob. O. Karlina, Polskie powstania narodowe XIX wieku w historiografii ukraińskiej, [w:] Polskie powstania narodowe na tle przemian europejskich w XIX wieku, red. A. Barańska, W. Matwiejczyk, J. Ziółek, Lublin 2001, s. 481-503.

[6] Biogram.

[7] D. Karew, Polskie powstania XIX wieku w historiografii białoruskiej, [w:] Polskie powstania narodowe na tle przemian europejskich w XIX wieku, red. A. Barańska, W. Matwiejczyk, J. Ziółek, Lublin 2001, s. 506-517.

[8] G. W. Strobel, Społeczeństwo i historiografia niemiecka a powstania polskie XIX wieku, [w:] Polskie powstania narodowe…, s. 415-427.

[9] A. Viatteau, Polskie powstania narodowe na tle przemian europejskich. Historiografia francuska, [w:] Polskie powstania narodowe…, s. 543- 554.

[10] I. Goddeeris, Historiografia belgijska i holenderska poświęcona polskim powstaniom narodowym, [w:] Polskie powstania narodowe… s. 555-582. Autor wymienia m.in. zimowanie Willema Barentsa na Nowej Ziemi (1596-7), pobyt incognito Piotra Wielkiego w Zaandam, gdzie uczył się zawodu cieśli okrętowego (1697), wyzwolenie Republiki Batawskiej, opanowanej przez Napoleona, przez kozaków (1813), wizyty w Holandii carów Aleksandra I (1814) i przyszłego – Aleksandra II (1839).

Komentarze