Jeden tylko, jeden cud. Z polską szlachtą, polski lud. Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska w powstaniu styczniowym

W nocy z 14 na 15 stycznia 1863 r. odbył się w Warszawie pobór do carskiego wojska. I choć wielu młodych mężczyzn, znajdujących się na listach proskrypcyjnych, zdołało uciec z Warszawy do lasów serockich i Puszczy Kampinoskiej, w wyniku branki blisko półtora tysiąca zostało siłą wcielonych do carskiego wojska. Mimo, iż sam pobór został ogłoszony kilka miesięcy temu, jego dokładna data nie była znana. W kręgach spiskowych planowano wybuch powstania dokładnie w chwili rozpoczęcia poboru, co mogłoby go udaremnić. Jednocześnie Komitet Centralny Narodowy, stojący na czele organizacji czerwonych, dążącej do powstania, zakładał rozpoczęcie działań zbrojnych najwcześniej w maju. Branka jednak stała się faktem. Kierownictwo czerwonych, zaskoczone i zaniepokojone całą sytuacją, musiało działać szybko. Na szali stała wiarygodność spiskowców, utracona bezpowrotnie w razie pozwolenia na przeprowadzenie poboru także na prowincji. Wybór był prosty – należało powstanie wzniecić natychmiast lub pogodzić się z faktem, że czerwoni stracą rząd dusz, nie porwą społeczeństwa (ani nawet jego części) do broni, a narodowowyzwoleńczego zrywu w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie.

MANIFEST POWSTAŃCZY I DEKRETY UWŁASZCZENIOWE – LITERA I DUCH

Decyzja mogła być tylko jedna: nie ma na co czekać, trzeba natychmiast stawać do boju. Po burzliwych naradach wysłano na prowincję rozkazy o rozpoczęciu powstania w nocy z 22 na 23 stycznia. Narodowa insurekcja potrzebowała jednak nie tylko rąk do boju, dubeltówek i kos. Niezbędna była legitymizacja działań powstańczych – powołanie ogólnonarodowej władzy, swoistej reprezentacji politycznej walczących partyzantów oraz jasne zdeklarowanie celów wybuchu powstania.

Komitet Centralny przystąpił do intensywnej pracy nad manifestem powstańczym oraz aktami prawnymi, bez których nie byłoby mowy o powszechnym, ogólnonarodowym charakterze ruchu. Mowa tu oczywiście o dekretach uwłaszczeniowych. Nad manifestem z 22 stycznia, jak mówi tradycja, pracowała poetka Maria Ilnicka, siostra jednego z członków Komitetu – Jana Majkowskiego. Dekrety uwłaszczeniowe układał natomiast Oskar Awejde.

Efekt ich pracy ukazał się w tym samym czasie, w którym zagrzmiały pierwsze huki wystrzałów pod Płockiem, Jedlnią, Radzyniem i w wielu, wielu innych miejscach. Oto one:

Komitet Centralny Narodowy jako Tymczasowy Rząd Narodowy

Nikczemny rząd najezdniczy, rozwścieklony oporem męczonej przezeń ofiary, postanowił zadać jej cios stanowczy: porwać kilkadziesiąt tysięcy najdzielniejszych, najgorliwszych jej obrońców, oblec w nienawistny mundur moskiewski i pognać tysiące mil na wieczną nędzę i zatracenie. Polska nie chce, aby się poddać bezopornie temu sromotnemu gwałtowi, pod kara hańby przed potomnością winna stawić energiczny opór.  Zastępy młodzieży walecznej (…) poprzysięgły zrzucić przeklęte jarzmo lub zginąć. Za nią więc, Narodzie Polski, za nią (…)

Po strasznej hańbie niewoli, po niepojętych męczarniach ucisku Centralny Komitet Narodowy, obecnie jedyny legalny Rząd Twój Narodowy, wzywa Cię na pole walki już ostatniej, na pole chwały i zwycięstwa, które ci da i przez imię Boga na niebie dać przysięga. (…) Tak, Ty wolność Twoją, niepodległość Twoją zdobędziesz wielkością takiego męstwa, świętością takich ofiar, jakich lud żaden nie napisał jeszcze na dziejowych kartach swoich. (…) W zamian Komitet Centralny Narodowy przyrzeka Ci, że siły dzielności Twojej nie zmarnuje, poświęcenia nie będą stracone, bo ster silną dzierżyć będzie ręką. (…)

W pierwszym zaraz dniu jawnego wystąpienia, Komitet ogłasza wszystkich synów Polski, bez różnicy wiary i rodu, pochodzenia i stanu, wolnymi i równymi obywatelami kraju. Ziemia, którą lud rolniczy dotąd posiadał na prawach czynszu lub pańszczyzny, staje się od tej chwili bezwarunkową własnością jego, dziedzictwem wieczystym. Właściciele poszkodowani wynagrodzeni będą z ogólnych funduszów Państwa. Wszyscy zaś komornicy i wyrobnicy, wstępujący w szeregi obrońców kraju, lub w razie zaszczytnej śmierci na polu chwały, rodziny ich, otrzymują z dóbr narodowych dział obronionej od wrogów ziemi. Do broni więc, Narodzie Polski, Litwy i Rusi, do broni!

A teraz odzywamy się do Ciebie, Narodzie Moskiewski, tradycyjnym hasłem naszym jest wolność i braterstwo Ludów, dlatego też przebaczamy Ci nawet mord naszej Ojczyzny, nawet krew Pragi i Oszmiany (…) Przebaczamy Ci, bo i Ty jesteś nędzny i mordowany, smutny i umęczony (…) Prorocy Twoi marzną na śniegach Sybiru. Ale jeżeli w tej stanowczej godzinie nie uczujesz w sobie zgryzoty za przeszłość, świętych pragnień dla przyszłości, jeżeli w zapasach z nami dasz poparcie tyranowi (…) przeklniemy Cię na hańbę wieczną poddaństwa i mękę wiecznej niewoli, i wyzwiemy na straszny bój zagłady, bój ostatni europejskiej cywilizacji z dzikim barbarzyństwem Azji[1].

(1)Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska

Manifest Tymczasowego Rządu Narodowego z 22.01.1863 r. – zbiory Biblioteki Narodowej.

Manifest w płomiennych słowach wzywa wszystkich mieszkańców ziem polskich do wystąpienia przeciwko zaborcy. Znamienne, że wzywa do powstania także Żydów, protestantów zamieszkujących ziemie polskie, a nawet prawosławnych. Odwołuje się też do solidarności trzech ludów, których wspólnym dziedzictwem była I Rzeczpospolita – Polaków, Litwinów i Rusinów. Mimo, iż zawiera odezwę do narodu rosyjskiego, mówi o przebaczeniu mu wiekowych krzywd, wspomina o rosyjskich tradycjach demokratycznych, zwłaszcza o dekabrystach („prorocy Twoi marzną na Sybirze”) i wyraża nadzieję, że naród rosyjski wspomoże Polaków we wspólnej walce o wolność, jego wydźwięk jest silnie antyrosyjski. Mówiąc o azjatyckim barbarzyństwie i tyranii, przypominając rzeź Pragi i lochy Cytadeli, Maria Ilnicka, domniemana autorka tekstu, z pewnością chciała utwierdzić powstańców w słuszności walki, którą podejmują i obrzydzić przeciwnika. Na marginesie, silnie antyrosyjski wymiar tekstu powodował, iż przez znaczną część okresu PRL omawiano go niezwykle ostrożnie. Akcent badaczy i nauczycieli zajmujących się manifestem miał padać na wspólną walkę z caratem, starając się nie podkreślać niechęci ówczesnych Polaków do Rosjan jako takiej. Stefan Kieniewicz, nie tylko doskonały badacz, ale też wytrwały popularyzator powstania styczniowego, w książce, nota bene zatytułowanej Manifest 22 stycznia w ogóle nie przytacza części tego tekstu odwołującej się do narodu moskiewskiego, omawia go jedynie własnymi słowami, czyniąc to jednak dość oględnie[2]. Ukazuje nam to, jak dużą powściągliwością trzeba było się wykazać, pisząc przed 1989 r. o tym wielowątkowym tekście tak, aby nie narazić się na interwencję cenzury.

(2)Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska.png

Dom pod Królami w Warszawie, obecnie ul. Hipoteczna. To w tym miejscu znajdowała się tajna drukarnia, gdzie powielano powstańczy manifest i dekrety uwłaszczeniowe. Fotografia współczesna.

Warto słów kilka poświęcić osobie, która najprawdopodobniej redagowała, samodzielnie lub z bratem – Janem Majkowskim, odpowiedzialnym za to w Komitecie Centralnym, manifest powstańczy. Maria Ilnicka była w chwili wybuchu powstania dojrzałą już osobą. Jako wychowanka doskonałego, acz zapomnianego dziś polskiego pedagoga – Stanisława Jachowicza (autora słynnego i znanego wszystkim dzieciom wierszyka Chory kotek), była osobą wszechstronnie wykształconą literacko, ale też posiadającą stabilny kręgosłup moralny i wrażliwą na niesprawiedliwość społeczną. Po upadku powstania styczniowego pisała w duchu pozytywizmu, bliska jej była idea pracy organicznej. Przez szereg lat redagowała postępowe, mówiąc współczesnym językiem lewicowo-liberalne czasopismo Bluszcz, adresowane przede wszystkim do kobiet. Była zwolenniczką ich emancypacji. Prowadziła w Warszawie, w swoim mieszkaniu przy Marszałkowskiej 145, a po przeprowadzce w 1882 r. na ul. Nowy Świat 41, salon literacki, na którego spotkaniach bywali m.in. „minister skarbu” powstania styczniowego Henryk Wohl, znany varsavianista Artur Oppman „Or-Ot” czy Marian Gawalewicz, który po śmierci poetki przez pewien czas będzie naczelnym Bluszczu[3]. Ilnicka dokonywała też przekładów, m.in. twórczości J.W. Goethego. Zmarła w 1897 r.

(3)Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska.png

Maria Ilnicka, fotografia z epoki, autor nieznany.

Manifest 22 stycznia 1863 r. pozostawałby pustosłowiem, gdyby nie poszły za nim dwa dekrety, dokonujące rewolucyjnych zmian, a mówiąc bardziej obrazowo, przewracające do góry nogami stosunki społeczne na ziemiach polskich. W dziejach polskich insurekcji narodowych kwestia niepodległościowa zawsze wiązała się ze społeczną, dość przypomnieć sławny uniwersał połaniecki wydany w obozie wojskowym w Połańcu (dziś woj. świętokrzyskie). W przypadku powstania styczniowego miało się to uwidocznić z dwóch powodów: przywódcy ruchu powstańczego wywodzili się z radykalnej lewicy, uważającej wyzwolenie kraju i uwłaszczenie chłopów za cele absolutnie równorzędne, a warunki walki – planowana wojna partyzancka – wymuszały masowy udział ludności, aby przedsięwzięcie od strony militarnej miało jakiekolwiek szanse powodzenia. Oczywiście wciągnięcie chłopów do powstania z góry skazane było na porażkę, gdyby nie obiecano im tego, co z ich perspektywy było najważniejsze. Ziemia, na której włościanie dysponowali, miała stać się ich własnością. Ci zaś, którzy nie posiadali żadnych gruntów, otrzymać mieli od państwa, skromne wprawdzie, ale własne nadziały ziemi.

22 stycznia 1863 r. wydano zatem, towarzyszące manifestowi, dwa dekrety. Przytoczmy ich obszerne fragmenty. Pierwszy mówi o bezwzględnym uwłaszczeniu wszystkich tych chłopów, którzy mają ziemię, ale muszą z niej odrabiać pańszczyznę lub opłacać czynsz.

Komitet Centralny Narodowy jako Tymczasowy Rząd Narodowy.

(…) Wszelka własność ziemska, jaką każdy gospodarz dotąd tytułem pańszczyzny, czynszu, lub innym tytułem posiadał, wraz z należącymi do niej ogrodami, zabudowaniami mieszkalnymi i gospodarskimi, tudzież prawami i przywilejami do niej przywiązanymi[4], od daty niniejszego dekretu, staje się wyłączną i dziedziczną dotychczasowego posiadacza własnością, bez żadnych jakichkolwiek bądź obowiązków, danin, pańszczyzny lub czynszu, z warunkiem jedynie opłacania z niej podatków i odbywania należnej służby krajowej.

Dotychczasowi właściciele nadanych gospodarzom rolnych gruntów otrzymają odpowiednią wartość tychże z funduszów narodowych za pośrednictwem długu Państwa

Wszelkie ukazy, reskrypta, przez rząd najezdniczy w przedmiocie tak zwanych stosunków włościańskich wydane, znoszą się, a tym samym nikogo nie obowiązują.

Dekret niniejszy stosowany być winien tak do własności prywatnej, jako też i własności rządowych, donacyjnych, kościelnych i wszelkich innych.

Drugi natomiast odwołuje się do najuboższej warstwy społeczeństwa: chłopów bezrolnych. Tym oferuje się gwarantowany przez państwo przydział gruntów.

Komitet Centralny Narodowy jako Tymczasowy Rząd Narodowy.

Zważywszy, że zrzucenie obcego jarzma wymaga jak największej liczby walczących i nikt od pełnienia służby wojskowej wymówić się nie może, zważywszy nadto, że każdy obywatel z pracy rąk utrzymujący się, skoro pójdzie na wojnę, mieć winien zapewniony byt dla siebie, jak i dla swej rodziny, postanowił i stanowi:

Chałupnicy, zagrodnicy, komornicy, parobcy i w ogóle wszyscy obywatele z zarobku jedynie utrzymanie mający, którzy powołani do broni, w szeregach wojska narodowego za Ojczyznę walczyć będą, otrzymają, a w razie ich śmierci, żony i dzieci, na własność po ukończeniu wojny z dóbr narodowych dział gruntu najmniej mórg trzy przestrzeni zawierający.

Dekrety te w kręgach dyplomacji zachodnioeuropejskich zostały ocenione jako socjalistyczne, oczywiście zgodnie z pojęciem socjalizmu z połowy XIX wieku (akcentującym bardziej sprawiedliwy podział środków produkcji, w tym ziemi, oraz wytworzonych dóbr). Konsul brytyjski w Warszawie, pułkownik Edward Stanton, depeszował do Londynu: „socjalistyczny charakter ruchu nie budzi teraz wątpliwości”. W podobnym tonie wypowiadali się jego koledzy z Francji: Eugene Valbezen i Austrii: Karl Lederer. Socjalistyczny, a więc ze skłonnością do odbierania własności prawowitym właścicielom i rozdawania jej, ku większej sprawiedliwości społecznej.

Autorem obu tekstów był wspominany już Oskar Awejde[5], prawnik z wykształcenia pochodzący z Suwalszczyzny. Jako zawodowy jurysta był naturalnym kandydatem do podjęcia się obowiązku napisania pierwszych, ogłoszonych w chwili porwania za broń i kluczowych dla powstania aktów normatywnych. Miał dobre kwalifikacje do wykonania tego zadania: był absolwentem prawa na Uniwersytecie Petersburskim, kształcił się też na uczelniach niemieckich i francuskich. Od 1862 r. był też członkiem konspiracji przygotowującej powstanie, należał do kierownictwa czerwonych, choć nie w pełni popierał ich radykalizm społeczny, należąc raczej do prawego skrzydła ruchu. Brał udział w pracach Komitetu Centralnego Narodowego. W powstańczym Rządzie Narodowym zasiadał od początku działalności tego organu, mianowany został jego komisarzem na Litwie. Nie uchodził za wybitną, charyzmatyczną osobowość, nigdy nie miał decydującego wpływu na prace rządu. Jedną z cech Awejdego była znakomita pamięć. Aresztowany przez Rosjan, w wyniku brutalnego śledztwa podał organom ścigania niezliczone mnóstwo informacji dotyczących działalności polskiego państwa podziemnego, a także wiele nazwisk osób zaangażowanych w konspirację. Najpewniej uratowało mu to życie, skazany został bowiem zaledwie na osiedlenie na Syberii. Przystań życiową odnalazł w mieście Wiatka, gdzie prowadził prywatną praktykę adwokacką i gdzie zmarł w sierpniu 1897 r. Co ciekawe, zaledwie sześć dni po jego śmierci Warszawę obiegła wieść o zgonie Marii Ilnickiej. Jest pewnym paradoksem, że autorzy trzech kluczowych dokumentów Tymczasowego Rządu Narodowego, których losy potoczyły się diametralnie inaczej, zakończyli życie niemal w tym samym momencie.

(4)Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska.png

Pieczęć Komitetu Centralnego Narodowego, jaką opieczętowane były oryginały trzech dokumentów z 22.01.1863 r. Wkrótce Komitet, jako Tymczasowy Rząd Narodowy zacznie używać innej pieczęci, z wizerunkiem archanioła Michała, symbolizującego Ruś.

Dekrety miały oddać ziemie chłopom, bo tylko to mogło wciągnąć ich do powstania. Od tej zależności nie było ucieczki. Aby wyjaśnić sobie, na czym polegał nierozerwalny, immanentny związek między kwestią agrarną, a kwestią narodową w powstaniu styczniowym, trzeba się jednak cofnąć o cały wiek.

(5)Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska.png

Józef Szermentowski, Poddaństwo, 1873, Muzeum Narodowe w Warszawie

CHŁOPI A NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI – ZARYS PROBLEMU

Pogrążona w kryzysie XVIII wieku Rzeczpospolita Obojga Narodów była państwem stanowym, w którym szlachta posiadała przywileje polityczne i ekonomiczne oraz możliwość sprawowania władzy w państwie. Szlachcice, właściciele majątków ziemskich, opierali swoją pozycję gospodarczą na przymusowej pracy chłopa, pozostającego w poddaństwie i zmuszonego do odrabiania pańszczyzny. Po utracie niepodległości w wyniku trzech rozbiorów z lat 1772-1795 system polityczny na ziemiach polskich uległ całkowitej zmianie. Ustrój Rzeczpospolitej, w której ilość przywilejów szlacheckich i skala słabości aparatu państwa powodowała, że było ono w zasadzie anarchiczną federacją majątków magnackich, został zastąpiony przez porządek prawnych absolutystycznych, scentralizowanych, pod wieloma względami nowocześniejszych monarchii: Rosji, Prus i Austrii. Szlachta utraciła swoje przywileje, musiała zacząć płacić podatki i wypełniać obowiązki narzucone przez obcą administrację. Dlatego to wśród nowoczesnego ziemiaństwa i inteligencji, wywodzących się głównie z dawnej szlachty, idea odzyskania niepodległości była tak żywa (choć zdawano sobie sprawę, że o powrocie do oligarchii magnackiej nie może być mowy).

Zupełnie inaczej było z porządkiem społecznym na ziemiach polskich, zwłaszcza w zaborze rosyjskim. Ten, oparty na wielkich majątkach ziemskich i przymusowej pracy pańszczyźnianego chłopa, przetrwał z niewielkimi korekturami aż do połowy XIX wieku. Upraszczając nieco sprawę, można powiedzieć, że dla chłopów rok 1795 nie był żadnym przełomem. Dalej musieli, jak dawniej, wychodzić w pole i odrabiać, co pańskie, na ziemi dziedziców. Dlatego masy chłopskie, uciskane przez szlachtę, długo pozostawały obojętne na hasła niepodległościowe. Jednocześnie bez masowego udziału chłopów jakiekolwiek szanse narodowego zrywu na powodzenie były niewielkie. Już w broszurze autorstwa Józefa Pawlikowskiego, wydanej w 1800 r., a stanowiącej duchowy testament Tadeusza Kościuszki, czytamy:

Polacy, skoro teraz zechcą wybicia się na niepodległość, mogą podnieść rewolucją (jeżeli wszystkich obywateli interesować będzie równie) i zwyciężać nieprzyjaciół. (…) Włościanie nasi mają już cokolwiek doświadczenia, już bywali w ogniu (…) Już duch wolności rozsiadł się w Polsce między ludem.[6]

Uwłaszczenia chłopom nie przyniósł Napoleon. W czasach Księstwa Warszawskiego wydano dekret grudniowy, który nadawał chłopom wolność osobistą i możliwość swobodnego przemieszczania się, ale nie pozwalał objąć w posiadanie użytkowanej ziemi. W istocie był niekorzystny dla ludu rolniczego, śmiano się z niego, że „ściąga chłopom kajdany razem z butami”. W Królestwie Kongresowym chłopi przez kolejnych kilkadziesiąt lat zobowiązani byli do feudalnych powinności względem ziemiaństwa. Straszne było doświadczenie z 1846 r., kiedy to powstanie krakowskie, które niosło na sztandarach uwłaszczenie chłopów i wspólną walkę o niepodległość, nie dotarło ze swoją propagandą do mas chłopskich, a te, podburzone przez austriackie prowokacje, poczęły przestać odrabiać pańszczyznę, plądrować dwory a nawet dopuszczać się morderstw, wydatnie przyczyniając się do rychłego upadku powstania. Paradoksem jest również, że dwa lata później, na fali wydarzeń Wiosny Ludów, zniesiono w monarchii habsburskiej pańszczyznę.

Wskazane wyżej zjawiska tłumaczą dlaczego kwestia narodowa musiała – w warunkach polskich – pozostać nierozerwalnie związana z kwestią włościańską. Zjawisko to przybrało jeszcze na sile w latach 60-tych XIX wieku, kiedy to na ziemie polskie dotarła w szerszej skali rewolucja przemysłowa i intensywnie zaczął rozwijać się kapitalizm. Zdawała sobie z tego sprawę nowocześnie myśląca, inteligencka młodzież, dlatego to ona sprawę chłopską umieściła po raz kolejny na powstańczych sztandarach. Zjawiska powyższe są też jednym z powodów, dla których powstanie styczniowe ograniczyło się do zaboru rosyjskiego: w Galicji czy Poznańskiem uwłaszczenie chłopów władze państwowe wprowadziły wcześniej, lud zatem stracił en bloc jakiekolwiek zainteresowanie odbudową polskiej państwowości. W Królestwie, jakkolwiek pańszczyznę zniesiono w 1861 r., oczynszowanie nie było jednak tym, o czym chłopi marzyli. Prawdziwym ich żądaniem było objęcie ziemi na własność. Kwestia uwłaszczenia nadal mogła być dźwignią, która pozwoli na pociągniecie mas ludowych do walki w imię niepodległości, jeśli władze powstańcze będą obiecywać jedno i drugie.

(6)Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska.png

Biwak kosynierów, ilustracja z francuskiego czasopisma „’Le Monde Illustre”, 1863

WŁOŚCIANIE W INSUREKCJI

Ziemiaństwo, dla którego postulat uwłaszczenia chłopów był bardzo niekorzystny i podkopywał ich ekonomiczną hegemonię, mimo wszystko gremialnie poparło powstanie. W środowisku dawnej szlachty silne i żywotne było wspomnienie Konstytucji 3 Maja oraz czasów napoleońskich. Niepodległość wśród ziemian była częściej niż w innych klasach społecznych celem samym w sobie. Ponadto – na co zwraca uwagę Stefan Kieniewicz – szlachta, otwarcie sprzeciwiając się uwłaszczeniu, ryzykowała otwarty bunt chłopski, który mógłby obfitować w wydarzenia rodem z Galicji sprzed kilkunastu lat. Zresztą miano nadzieję, że może uda się złagodzić radykalny wydźwięk dekretów Rządu Tymczasowego z 22 stycznia. Również w tym celu do powstania ostatecznie przystąpili biali, widzący w powstaniu bardziej demonstrację zbrojną i oczekujący jak kania dżdżu interwencji mocarstw w sprawie polskiej, może nawet wojny europejskiej. Podsumowując, szlachta porwała za broń. A jak zachowali się sami ziemianie?

Wykonaniem dekretów Tymczasowego Rządu Narodowego miały zająć się lokalne władze – naczelnicy województw i powiatów. Wydano instrukcje, by w miejscach zajmowanych przez powstańców dekrety ogłaszać i natychmiast wprowadzać w życie. Rozpowszechniać z ambony mieli je również księża. Planowano sporządzać akty nadania chłopom ziemi na własność, powinności tej jednak na ogół nie dopełniano, tak, że żaden niemal chłop do ręki aktu własności swojej ziemi nie dostał[7]. Do dziś nie zachował się żaden protokół nadania konkretnym chłopom konkretnej ziemi na mocy dekretów z 22 stycznia. Ocalały niewypełnione formularze takich aktów nadania, jednak należą one do prawdziwych białych kruków. Propaganda powstańcza działała z różnym natężeniem i ze zmiennym szczęściem docierała do wsi. Zważywszy na te okoliczności, postawa chłopów również była zróżnicowana, i to zarówno czasowo, jak i przestrzennie.

włościanie 2

 

Włościanie jeszcze nie powstali – pocztówka propagandowa z czasów powstania styczniowego, polemizująca z poglądem, jakoby chłopi nie przystąpili do walki. Ukazuje włościan prowadzących ostrzał w pozycji leżącej.

 

Udział chłopów w oddziałach zbrojnych był ochotniczy – nie istniała żadna siła zdolna zmusić ich do zaciągnięcia się w szeregi leśnych bojowników. Mimo to, ich liczba, a zwłaszcza odsetek chłopów w stosunku do ogółu walczących, stale rosła. Nieprzypadkowo oddział ks. Brzóski, który złożył broń dopiero w grudniu 1864 r., złożony był niemal wyłącznie z chłopów. Ważniejszym jednak od pomocy z bronią w ręku było generalnie przychylne nastawienie ludności chłopskiej do partyzantów. Na rdzennie polskich obszarach, inaczej niż np. na Ukrainie, gdzie ze względu na wrogość włościan powstanie było rachityczne, rządowi carskiemu nie udało się w żaden sposób pozyskać mieszkańców wsi, by gremialnie wystąpili przeciw powstaniu. Oczywiście spotykano się z postawami skrajnie zróżnicowanymi: od walki ochotniczej, przez pomoc w zaopatrywaniu powstańców w żywność i leczeniu rannych, ostrzeganie przed patrolami rosyjskimi, aż do nieżyczliwej obojętności i denuncjowania powstańców. Wszystkie te postawy znalazły swoje odbicie w kulturze. W noweli Żeromskiego Rozdzióbią nas kruki, wrony mamy zobrazowaną postawę chłopa nie tylko obojętnego wobec powstania, ale też nie wahającego się okraść poległego partyzanta. Niechęć chłopów wobec powstania przebija też przez utwór Gloria victis Elizy Orzeszkowej. Znamienne jest, że wspomniane tu utwory oddają jedynie część prawdy o powstaniu styczniowym. Niestety wypada skonkludować, że powszechne, pospolite chłopskie ruszenie, które mogło zniwelować przewagę liczebną oraz techniczną wojsk carskich, nie doszło do skutku. Marzył o nim, obejmując stanowisko dyktatora powstania i szefa Rządu Narodowego Romuald Traugutt. Wrócił on do haseł głoszonych przez czerwonych, a po przeczekaniu zimy chciał poderwać chłopów do walki i zmienić losy chylącej się ku upadkowi insurekcji. Niestety, 2 marca 1864 r. uprzedził go car Aleksander II, wydając ukaz nadający chłopom ziemię na własność.

DEKRET ALEKSANDRA II – KRES MARZEŃ O POSPOLITYM RUSZENIU

Rosjanie, mimo, iż brutalnie tłumili powstanie, rozbijali oddziały powstańcze, a w ruch szły kajdany i sznury, powoli zaczynali rozumieć, że nie da się stłumić powstania i uśmierzyć na dobre niepokojów w Królestwie samym  terrorem. Przybyły jesienią 1863 r. na ziemie polskie wysłannik cara Nikołaj Milutin stwierdzał:

Całe życie społeczne Królestwa jest obecnie wstrząśnięte w najgłębszych posadach (…) Ziemia została obiecana chłopom jako nagroda za żądane od nich uczestnictwo w buncie (…) W tych warunkach pierwszą i bezzwłoczną koniecznością staje się zupełne przywrócenie legalnej władzy na całym obszarze Królestwa (…) Wówczas dopiero tworzy się możność organicznej kuracji dolegliwości społecznych (…) Do rzędu takich należy bezspornie ostateczne urządzenie stanu rolniczego.

Projekt nadania chłopom ziemi, opracowany przez Milutina, był dyskutowany w kręgach doradców monarchy i wywoływał gorące spory, dotyczyły one jednak szczegółów (np. kto ma płacić odszkodowania wywłaszczanym dziedzicom – sami chłopi czy rząd), a nie meritum. Ostatecznie przedłożono carowi projekt łudząco podobny do dekretu uwłaszczeniowego Tymczasowego Rządu Narodowego z przed ponad roku. 2 marca car Aleksander postanowił, co następuje:

1) Ziemie pozostające w użytkowaniu włościan w majątkach prywatnych, majoratowych i państwowych stają się zupełną własnością używających ich włościan.

2) Z dn. 3(15) kwietnia 1864 r. uwalnia się włościan na zawsze od wszelkich bez wyjątku powinności, do których byli obowiązani na rzecz właścicieli ziemskich, a mianowicie od pańszczyzny, okupu w pieniądzu, czynszu, danin w naturze itp. (…) Na przyszłość włościanie są obowiązani wnosić do kasy rządowej (…) podatek gruntowy ustanowiony obecnym ukazem.

3) Właściciele majątków otrzymają od rządu wynagrodzenie za uwolnienie włościan od obowiązków pańszczyźnianych(…)

4) Włościanie także i po przejściu w posiadanie należnych im siedzib zachowują prawo do z tych wygód, z których korzystali [tj. z serwitutów, przypis autora].[8]

Brzmi znajomo, prawda? Czytelnik zapewne zna popularną zabawę, polegającą na znalezieniu pewnej ilości różnic w dwóch bliźniaczo podobnych do siebie obrazkach. Tutaj można się pobawić w poszukiwanie różnic między dekretem Rządu Narodowego, a ukazem Aleksandra II. Jeśli ktoś potrafiłby jakiekolwiek wskazać – czapki z głów. Zaiste, carska reforma stanowiła wierne odbicie ubiegłorocznych dekretów Rządu Narodowego. Były to, nawiasem mówiąc, znacznie lepsze warunki uwłaszczenia, niż te, jakie w 1861 r. wprowadził Aleksander II w samej Rosji. Tam bowiem chłopi otrzymywali na własność tylko część gruntu, jaki użytkowali i zostali zobowiązani do wykupienia swoich powinności.

(7)Manifest 22 stycznia, dekrety uwłaszczeniowe i sprawa chłopska.png

Kazimierz Alchimowicz, Najem robotników, 1893

Uwłaszczenie chłopów ukazem carskim spowodowało, że chłopi stracili interes w popieraniu partyzantów, których i tak już dramatycznie ubyło. Zresztą ukaz carski, za którym stała siła rosyjskiego wojska i aparatu państwowego, zdawał się dawać większą gwarancję realizacji, niż przypominające zamki na lodzie obietnice powstańcze. „Sam chłop polski, w 90% analfabeta, niewiele rozumiał. Chaos powstał w jego głowie, tak dotąd zaniedbanej, nie wiedział, kto mu lepiej życzy: car, czy powstaniec” – jak wyraził się międzywojenny historyk Wacław Sobieski[9]. Inni dziejopisarze podkreślali, że chłopi po 22 stycznia natychmiast przestali odrabiać pańszczyznę i płacić czynsz, ale czekali na potwierdzenie przywilejów przez rząd legalny, nie dowierzając władzy powstańczej. Istniały próby dyskredytowania ukazu uwłaszczeniowego przez Rząd Narodowy, podważania dobrych intencji rosyjskiego imperatora. Nie miały one jednak szans powodzenia.

POWSTAŃCZY DEKRET UWŁASZCZENIOWY – DZIEDZICTWO

Niezaprzeczalnym, niepodważalnym sukcesem powstania styczniowego, o czym często się zapomina, było doprowadzenie wreszcie do uwłaszczenia włościan, i to na warunkach znacznie korzystniejszych, niż wewnątrz imperium. Otwierało to drogę do przemian kapitalistycznych i bardzo powolnej przemiany chłopów w przedsiębiorców rolnych. Ci zaś, dla których ziemi nie starczało, swobodnie odpływać mogli do miast, by tam szukać szczęścia, jako robotnicy zatrudniani w rozwijających się fabrykach. Przed polską wsią otworem stanęła droga do modernizacji. Kosztem ubocznym było wytworzone na długie lata poczucie lojalności chłopów wobec cara, jednak wszystko ma swoją cenę.

[1] Manifest Tymczasowego Rządu Narodowego wzywający naród polski do powstania. 22 stycznia 1863 r., [w:] Teksty źródłowe do nauczania historii Polski w szkole (1796-1864), oprac. J. Kazimierski, Warszawa 1972, s. 243-245.

[2] S. Kieniewicz, Manifest 22 stycznia, Warszawa 1989, s. 12.

[3] Zob. J.Kulczycka-Saloni, Życie literackie Warszawy w latach 1864-1892, Warszawa 1970, s. 101.

[4] Chodzi tu o tzw. serwituty, np. prawo do pozyskiwania drewna budulcowego i opałowego w pańskich lasach, zbierania tam chrustu, grzybów i owoców leśnych, wypasu zwierząt w lasach i na łąkach folwarcznych, łowienia ryb w pańskich stawach itd.

[5] Por. biogramy Awejdego: W. Nagórska-Górska, Awejde Oskar [w:] Polski Słownik Biograficzny, T. 1. Kraków 1935, s. 190–191. Zob. także: http://www.dziecionline.pl/Suwalki/ludzie/awajde.htm data wejścia 25.08.2014 r.

[6] J. Pawlikowski, Czy Polacy mogą wybić się na niepodległość?, Wirtualna Biblioteka Literatury Polskiej, IFP UG Gdańsk, s. 18 i in. Cały tekst dostępny pod adresem internetowym http://biblioteka.vilo.bialystok.pl/lektury/Barok/Jozef_Pawlikowski_Czy_Polacy.pdf data wejścia 25.08.1863 r.

[7] S. Kieniewicz, Manifest…, s.  67-68.

[8] Polska w latach 1795-1864. Wybór tekstów źródłowych do nauczania historii, Warszawa 1986, s. 284-285.

[9] W. Sobieski, Dzieje Polski, t. II, Warszawa 1924.

Komentarze