„Lepsza nam kula niźli takie życie!” Powstanie zabajkalskie – ostatni akord powstania styczniowego

Powstanie styczniowe trwało około półtora roku. Gdy w kwietniu 1864 aresztowano, a po kilku miesiącach śledztwa skazano na śmierć i powieszono na stokach warszawskiej Cytadeli, Romualda Traugutta, pełniącego od kilku miesięcy (od października 1863 r.) funkcję dyktatora powstania, zabrakło przywódcy, który byłby w stanie kontynuować pracę jego pracę. Powstanie nigdy nie miało wielkiego rozmachu, jednak teraz wyraźnie zaczęło chylić się ku ostatecznemu upadkowi.

Powstańcza walka księdza Brzóski

Kilka miesięcy tliły się jeszcze działania zbrojne. Za ostatni miesiąc walk uznaje się niekiedy październik 1864 r, choć pojedyncze oddziały jeszcze przez kilka miesięcy nie składały broni. Ksiądz Stanisław Brzóska, mianowany przez Rząd Narodowy kapelanem powstania styczniowego, dowodził swoją kilkudziesięcioosobową partią, złożoną z chłopów, aż do grudnia 1864 r., a następnie kilka miesięcy ukrywał się przed ciężką ręką rosyjskiej sprawiedliwości. Aresztowany wiosną 1865 r., a następnie skazany na śmierć i powieszony wraz ze swym adiutantem Franciszkiem Wilczyńskim na oczach dziesięciotysięcznego tłumu w Sokołowie Podlaskim, dokonując żywota na carskim szafocie, symbolicznie zamknął pewien etap w dziejach Polski. Kolejne, nieudane powstanie narodowe przeszło do historii.

Oficjalna, podręcznikowa narracja zamyka powstanie styczniowe jesienią 1864 r. O księdzu Brzósce wspomina się niekiedy, często w charakterze ciekawostki, aby zilustrować fakt, iż po śmierci Traugutta powstanie jeszcze ostatecznie nie wygasło, a garstki najbardziej żarliwych i niezłomnych patriotów nie złożyły broni i nadal rzucały wyzwanie okupantowi. Bardzo mało jest jednak osób, które zdają sobie sprawę, iż nawet wiosną 1865 r. epilogu powstania styczniowego jeszcze nie napisano. Jego ostatni akt miał czekać na dopisanie daleko od Warszawy, Krakowa czy Wilna.

(1)Powstanie zabajkalskie

Aleksander Sochaczewski, Pożegnanie Europy, 1894 – obraz ukazuje zesłańców zmierzających na Syberię przy słupie granicznym, wyznaczającym symboliczną granicę między Europą a Azją, w górach Ural.

Represje popowstaniowe

Represje rosyjskie po powstaniu styczniowym były zróżnicowane i miały dużą skalę. Zlikwidowano resztki autonomii Królestwa Polskiego, które stało się odtąd zwykłą prowincją rosyjską, zwaną Priwislinskij Kraj – Kraj Nadwiślański. Wielu ziemian, którzy aktywnie włączyli się w narodowowyzwoleńczą rewolucję, utraciło swe majątki i ziemię, będącą ich głównym źródłem dochodu. Dumni przedstawiciele niegdysiejszej szlachty nierzadko musieli zatem udać się do miast, gdzie znajdowali zajęcie jako przedstawiciele wolnych zawodów lub w przemyśle, jako wykwalifikowani fachowcy. Ludzie ci, o których często nie bez złośliwości będzie się mówić i pisać „wysadzeni z siodła”, staną się zalążkiem nowej polskiej grupy społecznej, zwanej inteligencją. Represje nie ominą Kościoła, będącego w latach 1863-1864 istotną siłą patriotyczną, aktywnie wspierającą powstańców. Wiele diecezji zostanie zlikwidowanych, faktem stanie się kasata klasztorów. Szkoła Główna, ważna uczelnia warszawska powołana do życia dzięki staraniom Aleksandra Wielopolskiego, będzie kontynuować działanie przez zaledwie kilka lat, w 1869 r. ostatecznie zamknięta. W szkołach dawnej Kongresówki językiem wykładowym stanie się rosyjski, a politykę kulturalną i oświatową wobec Polaków będzie można, przy pewnym uproszczeniu, scharakteryzować złowieszczo brzmiącym słowem „rusyfikacja”.  Największą osobistą tragedię będą jednak wszakże przeżywać Ci, którzy znajdą się setki i tysiące kilometrów od swoich domów, zesłani na Syberię. Takich było w okresie 1864-1866 około czterdziestu tysięcy.

 (2)Powstanie zabajkalskie

Karetka więzienna – kibitka, znajdująca się na dziedzińcu Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej. Takimi pojazdami odbywali zesłańcy podróż (zwykle w jedną stronę) na Sybir.

Większości zesłańców nie dane było powrócić do Ojczyzny, wielu jednak nie porzuciło myśli o działalności narodowowyzwoleńczej, a nawet, choć w nowych warunkach geograficznych mogło to zakrawać na czyste szaleństwo, na odbudowę państwowości polskiej.

Choć, jak powiada Henryk Skok, autor książki Polacy nad Bajkałem 1863-1883, powstanie zabajkalskie było „heroicznym i barwnym epizodem zesłaństwa postyczniowego, który zawsze fascynował wyobraźnię zarówno współczesnych, jak i historyków”[1], pozostało ono jednak poza pamięcią zbiorową Polaków. Dziś zapewne bardzo niewiele zapytanych o nie na ulicy osób byłoby w stanie cokolwiek na jego temat powiedzieć, a już tym bardziej skojarzyć, iż miało związek w powstaniem styczniowym. Tymczasem to właśnie wydarzenia z 24-28 czerwca 1866 r., a nie rozbicie oddziału ks. Brzóski i powieszenie samego duchownego, należałoby traktować jako ostatni akord styczniowego zrywu.

Dzięki pracom rosyjskich i polskich historyków znany jest dziś dość dobrze przebieg samych zdarzeń, jakie miały miejsce nad najgłębszym jeziorem świata wczesnym latem 1866 r. Relacjonując przebieg krótkiego, acz dramatycznego zrywu kilkuset Polaków, postaram się jednak odpowiedzieć na kilka pytań, które ciekawy czytelnik z pewnością by zadał. Kwestie te to: jakie cele przyświecały zesłańcom, jakie widzieli oni perspektywy swojego zbrojnego wystąpienia, czy i jak planowano współpracować z rosyjską ludnością Syberii, czy powstanie zabajkalskie było pojedynczym zrywem, czy też częścią szerszego ruchu oporu wśród zesłańców?

Syberia to ogromna, piękna swą dzikością i swoistą egzotycznością dziewiczej przyrody, zasobna w bogactwa naturalne, ale nieprzyjazna i trudna do życia kraina. Przez wieki słabo zaludniona była domem dla koczowników, dla myśliwych i pasterzy o azjatyckich rysach twarzy. Podbita przez Rosję carską w XVI, XVII i XVIII wieku stała się ziemią przypominającą kolonię wewnętrzną: terenem odgrywającym na swój sposób podobną rolę, jak choćby Australia w Imperium Brytyjskim. Syberia była zatem źródłem tanich surowców, ale też miejscem, gdzie zsyłano rozmaite osoby zagrażające porządkowi społecznemu w europejskiej części carskiej Rosji – od pospolitych przestępców, aż do narodowowyzwoleńczych czy społecznych rewolucjonistów – swoistym więzieniem bez krat. Były one niepotrzebne, gdyż ogromne połacie niezagospodarowanego terenu i surowy klimat powodowały, iż potencjalni uciekinierzy i tak nie mieliby dokąd zbiegać.

Rosyjsko-polski spisek na Syberii z 1865 r.

Na Syberię, jak już wspominaliśmy, zsyłani byli narodowowyzwoleńczy i społeczni buntownicy. Nie brakowało zatem rosyjskich liberałów i demokratów, dla których sojusznikami w walce z konserwatywnym i zamordystycznym caratem mogli być rewolucjoniści polscy. Powstawały zatem nawet wspólne, polsko-rosyjskie organizacje spiskowe. Faktem jest jednak, że tego typu przedsięwzięcia miały niewielką skalę.

Za najpoważniejszą próbę utworzenia na Syberii szerokiej, wspólnej polsko-rosyjskiej organizacji rewolucyjnej, w celu wywołania wspólnego antycarskiego powstania, należy uznać tzw. spisek krasnojarsko-kański z lata 1865 r.[2]. Jego liderami byli Polak (żydowskiego pochodzenia) i Rosjanin. Paweł Landowski był w Warszawie naczelnikiem żandarmerii narodowej. Za udział w zamachu na carskiego namiestnika Fiodora Berga został skazany na karę śmierci, którą w ostatniej chwili zamieniono na 20 lat katorgi na Syberii. Nikołaj Sierno-Sołowiewicz należał natomiast do Komitetu Centralnego organizacji „Ziemla i Wola”, za co – po aresztowaniu w 1862 r. – został skazany na dożywotnią katorgę. Spiskowcy zorganizowali się ostatecznie późną jesienią 1865 r. Ich celem było zorganizowanie wspólnego, polsko-rosyjskiego powstania przeciw carskiemu uciskowi, zaangażowanie w wystąpienie także miejscowych religijnych i etnicznych mniejszości. Nie jest jasne, jaki dokładnie cel przyświecać miał powstańcom: czy chodziło jedynie o masową zbrojną ucieczkę z Rosji, czy też o oderwanie Syberii od caratu i utworzenie niepodległych Stanów Syberyjskich, a może nawet przeniesienie powstania za Ural i obalenia imperatora. Wybuch powstania zaplanowano na 1 marca 1866 r. Miało ono objąć wszystkie większe skupiska zesłańców na Syberii. Plany powstańcze – choć ambitne – zostały błyskawicznie udaremnione przez carską policję, informowaną dokładnie o spisku dzięki działalności płatnego informatora, Józefa Sulińskiego. Przywódców spisku ujęto, odseparowano od siebie, zaostrzając im jednocześnie kary. Nikołaj Sierno-Sołowiewicz zmarł w kilka miesięcy po aresztowaniu w krasnojarskim więzieniu, według czynników oficjalnych powalony tyfusem. Spiskowcy nigdy nie odpowiedzieli za antycarską działalność przed sądem, gdyż uznano, iż nagłośnienie całej sprawy mogłoby przynieść rosyjskiej administracji więcej szkody, niż pożytku. W ten sposób spisek krasnojarsko-kański został rozbity, a jakiekolwiek plany wspólnego, polsko-rosyjskiego powstania zostały udaremnione. Agitacja powstańcza wśród Polaków była jednak prowadzona dalej, choć w tej sytuacji, wbrew swej woli, przyszli powstańcy zabajkalscy byli skazani na osamotnienie.

(3)Powstanie zabajkalskie

Katorżnik syberyjski, fotografia ok. 1890 r. Źródło: Bridgeman Art Library.

Plany powstańcze

W środowiskach zesłańców pojawiały się płotki i pogłoski, że ich los może poprawić jakieś niezwykłe wydarzenie, a powstanie, które będzie mogło im dać wyzwolenie, dzięki nadzwyczajnym okolicznościom, będzie miało wszelkie szanse powodzenie. Pojawiały się nawet takie, zgoła fantastyczne pogłoski: „w Turcji formuje się już legion polski, który pod dowództwem Mierosławskiego przyleci na balonie sterowanym, mającym kształt ryby z ogromnym gwintem w ogonie, by wyzwolić zesłanych Polaków”[3]. Plotki te jednak nie miały oparcia w rzeczywistości. Wobec rozbicia wspólnego polsko-rosyjskiego spisku, zabajkalscy insurgenci nie mogli liczyć na żadną pomoc. Ich los pozostawał jedynie w ich własnych rękach.

Początkowo planowano wystąpienie w samym Irkucku, największym nadbajkalskim mieście i stolicy guberni. Jeden z liderów konspiracji powstańczej – Narcyz Celiński – opowiedział się jednak przeciw temu pomysłowi, argumentując słusznie, iż atak 2 tysięcy nieuzbrojonych zesłańców (i to przy szalenie optymistycznym założeniu, że wszyscy przyłączą się do powstania) na 4 tys. garnizon rosyjski byłby szaleństwem. Jednocześnie w administracji carskiej zapadła decyzja o wysłaniu kilkuset więźniów do budowy drogi wokół południowego brzegu Bajkału. Wydawało się, iż w trudno dostępnej okolicy, z dala od głównych rosyjskich sił, w miejscu stosunkowo położonym stosunkowo blisko granicy chińskiej (ok. 300 km) wystąpienie zbrojne będzie miało nieco większe szanse powodzenia.

(4)Powstanie zabajkalskie

Surowy krajobraz południowego Bajkału.

Plany powstańców, według relacji jednego z aktywnych spiskowców – Kazimierza Arcimowicza – miały wyglądać następująco: powstańcy, po forsownym marszu wzdłuż południowego Bajkału na wschód, planowali zająć miasteczko Posolsk, a następnie, w wyniku dalszego marszu na południowy wschód, Wierchnieudińsk, gdzie chcieli przejąć rządowy skład broni, dozbroić się i rozszerzyć powstanie o katorgę nerczyńską, a potem być może inne skupiska zesłańców. Arcimowicz popuszcza nawet wodze fantazji, mówiąc, że wówczas „jeśliby się udało znaleźć 5-6 tys. ludzi pod bronią, poszlibyśmy traktem do Irkucka, Krasnojarska, Tomska, a potem do Kirgizów”[4]. W wypadku niepowodzenia tego planu chciano zbrojnie przedostać się ku granicy chińskiej, traktowano to jednak jako ostateczność, gdyż wierzono, że powstanie może być zalążkiem ogólnorosyjskiego ruchu narodowowyzwoleńczego, a także bodźcem do ponownego rozpalenia, jak sadzono niewygasłego jeszcze całkowicie, ruchu powstańczego w Królestwie Polskim. W tym właśnie sensie powstanie zabajkalskie było ostatnim akordem, ostatnim czynem zbrojnym powstania styczniowego.

Przygotowania do powstania

W wyniku intensywnej inwigilacji zesłańców przez carskie służby oraz braku czasu na przygotowanie organizacyjne powstania, nie udało się pozyskać do niego miejscowej ludności ani rosyjskich kół opozycyjnych, które, jak już wiemy, istniały wówczas na Syberii. Okoliczności te już na wstępie powodowały, iż powstańczy plan maksimum – „podpalenie” całej Syberii tak, aby od jej „ognia” zajęło się ponownie Królestwo Polskie, stawał się raczej iluzją niż realną koncepcją militarno-polityczną. Powstanie miało być zatem ruchem odosobnionym, realizowanym wyłącznie przez środowisko zesłańców polskich wysłanych do budowy drogi na południowym brzegu Bajkału (tzw. drogi krugobajkalskiej). Grono potencjalnych powstańców skurczyło się do skromnej liczby 721 osób – tyle liczył kontyngent mający wiosną 1866 r. krugobajkałkę budować.

Transport więźniów zakończono 22 czerwca. Datę wybuchu powstania wyznaczono zatem na noc z 24 na 25 czerwca 1866 r. Więźniów podzielono na kilka grup: wszystkie miały podjąć walkę jednocześnie. Warto podkreślić, iż powstanie nie było spontanicznym aktem rozpaczy przeciw trudom pracy przy budowie drogi, gdyż powstańcy w ogóle pracy tam nie zdążyli rozpocząć. Było – może nie dość starannie, ale jednak – zaplanowanym przedsięwzięciem.

W dniu 24 czerwca o godzinie 20 niejaki Kazimierz Arcimowicz zebrał swoją grupę więźniów i odczytał proklamację wybuchu powstania. W akcie zwanym przez samego Arcimowicza instrukcją, była mowa o dobrowolnym udziale w powstaniu oraz o fakcie, iż zabijanie w jego trakcie będzie rzeczą ostateczną. Wymyślono nawet nazwę dla zesłańców, którzy chwycili za broń. Odtąd miał być to Syberyjski Legion Wolnych Polaków.

Początek insurekcji

25 czerwca powstanie przebiegało pomyślnie. Kilka grup więźniów połączyło się ze sobą, pod rozkazami dowódców było już 150-160 osób. Konwojenci nie stawiali oporu, wystąpienie zatem odbywało się bez jednego wystrzału. Nie wszyscy więźniowie entuzjastycznie odnosili się do „zbrojnej ruchawki”. Zwłaszcza przedstawiciele polskiej szlachty, tzw. „uprzywilejowani”, którzy cieszyli się na zesłaniu lepszymi warunkami życia i pracy, nie chcieli żadnych działań zbrojnych. Wśród zesłańców dawało się bowiem znaleźć echa dawnego podziału na „białych” –zwolenników lojalizmu wobec sił rządowych i korzystania z wszelkich ustępstw, na jakie się zgadzają i „czerwonych” – postulujących walkę wszędzie i na każdych warunkach. Również na dalekiej Syberii zwyciężyły gorące głowy zwolenników zbrojnego wystąpienia.

(5)Powstanie zabajkalskie

Mapa przedstawiająca południowy brzeg Bajkału. Podkreślono Irkuck – stolicę regionu i miejsce koncentracji zesłańców. Zaznaczone na czerwono są: Miszycha – centrum ruchu powstańczego i miejsce bitwy insurgentów z wojskiem carskim oraz Posolsk – cel pierwszego etapu marszu powstańczego, którego (po obsadzeniu przez oddziały gen. Rika) nie udało się osiągnąć. Gdzieś między Miszychą a Posolskiem znajdowała się Lichanowa, gdzie Rejner podpalił stację kolejową. Podkreślono również Wierchnieudińsk (od 1934 r. Ułan-Ude), główny cel powstania w jego początkowym etapie. Kolorem żółtym zaznaczono drogę, którą budować mieli zesłańcy.

Wiadomość o wybuchu powstania dotarła do Irkucka rankiem 26 czerwca. Władze garnizonu, zdając sobie sprawę, iż w wypadku zablokowania powstańcom drogi ku miastom Posolsk i Wierchnieudińsk (gdzie znajdował się arsenał z dużymi zapasami broni, którą zabajkalscy bojownicy pragnęli przejąć), zapobiegną rozwojowi działań zbrojnych i zmuszą insurgentów do przekształcenia powstania w zbrojną ucieczkę ku granicy Chin, podjęły takie właśnie kroki. 27 czerwca o 5.30 rano oddział 80 dobrze przygotowanych żołnierzy wylądował w Posolsku, w kolejnych dniach kontyngent ten został wzmocniony o dalszych 220 żołnierzy. Oddziałami tymi kierował gen. Rik, który – wylądowawszy w Posolsku – zorientował się, że w mieście panuje spokój, a żadni powstańcy tam nie dotarli. Zadbał zatem o zabezpieczenie miasteczka, a sam wyszedł z kilkudziesięcioosobową grupą żołnierzy na spotkanie powstańców, zmierzając do Miszychy. Jednocześnie Rosjanie wysłali liczne patrole wojskowe w kierunku wszystkich przełęczy gór bajkalskich celem uniemożliwienia powstańcom jakiejkolwiek ucieczki w kierunku granicy chińskiej. W pierwszych dniach lipca wyjść z gór ku Chinom pilnowało blisko 1000 kozaków, na zboczach kierujących na Wierchnieudińsk umieszczono nawet artylerię.

Powstańcy tymczasem koncentrowali siły, rozbrajali kolejnych konwojentów , rekwirowali broń, konie i żywność i kontynuowali marsz w kierunku Miszychy, czyli wsi, gdzie znajdowała się ostatnia grupa więźniów i gdzie przebywał Narcyz Celiński, typowany na przywódcę insurekcji. Ostatecznie Celiński, targany wątpliwościami czy wystąpienie ma jednak sens, nie podjął się dowództwa powstania. Całym ruchem kierował Szaramowicz, a dowódcą awangardy oddziałów powstańców został Jakub Rejner.

Spalenie stacji w Llichanowej i bitwa pod Miszychą

28 czerwca 1866 r. czołówka powstańców pod dowództwem Rejnera po raz pierwszy podjęła zbrojną walkę z Rosjanami. Potyczka trwała 3 godziny, a jej stawką było opanowanie stacji kolejowej w Lichanowej na trasie Miszycha-Posolsk. Nie mogąc zdobyć stacji, Rejner podjął decyzję o jej podpaleniu, co miało okazać się brzemienne w skutkach dla niego samego. Wkrótce po potyczce Rejner, zmierzając ku Posolskowi, zorientował się, że jest on już dobrze obsadzony przez wojska carskie, które uprzedziły powstańców i że pierwszy plan insurgentów, czyli marsz przez Posolsk ku Wierchnieudińskowi, dozbrojenie się i kontynuowanie powstania, będzie trudny do realizacji i będzie wymagał pobicia oddziałów gen. Rika.

Kwestia, czy należy podjąć walkę o Posolsk i kontynuować pierwotny plan, czy też zgromadzić prowiant i próbować ucieczki ku Chinom, podzieliła powstańców. Szaramowicz opowiadał się za walką, mówiąc Nie po to żeśmy powstali, żeby chować się przed wrogami”[5]. Celiński uważał inaczej, twierdząc, że sytuacja ruchu zbrojnego jest beznadziejna, i ze należy ratować własną skórę. Zwyciężyła koncepcja Szaramowicza, a Celiński z częścią powstańców wycofał się z walk i na własną rękę rozpoczął próbę ucieczki. Sytuacja jego oddziału była stosunkowo najlepsza, bo wycofując się z walki, zabrał ze sobą większość koni i żywności.

28 czerwca ok. godz. 20. powstańcy stanęli oko w oko z wojskiem carskim. Nad rzeką Bystrą, między Miszychą a Lichanową starli się oni z 300-osobowym oddziałem gen. Rika (wzmocnionym w międzyczasie żołnierzami z Irkucka, którzy przypłynęli parostatkiem). Potyczka trwała jednak tylko kilkanaście minut, a krótka wymiana ognia pokazała przygniatającą przewagę wojsk rosyjskich. Oddziały powstańcze w rozsypce uszły do tajgi. Stało się jasne, że jedyną opcją, jaka pozostaje zesłańcom, których garstka rzuciła wyzwanie carskiemu imperium, jest zbiorowa zbrojna ucieczka ku granicy chińskiej. W kilku izolowanych od siebie oddziałach, dowodzonych przez Szaramowicza, Celińskiego i Arcimowicza, próbowano opuścić Imperium Rosyjskie.

(6)Powstanie zabajkalskie

Krzyż w miejscowości Miszycha, postawiony z inicjatywy Stowarzyszenia Kultury Polskiej „Nadzieja” w Ułan-Ude i Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Napis w języku polskim głosi: „Pamięci zesłańców polskich, uczestników powstania nad Bajkałem, poległymi w walce z żołnierzami carskiej Rosji 12 lipca 1866 r., Śpijcie spokojnie, bohaterowie. Pamiętamy o Was.”

Zbrojna ucieczka i stłumienie powstania

Sytuacja buntowników przedstawiała się dramatycznie. Do granicy chińskiej było bardzo daleko: około 300 kilometrów. Choć w skali syberyjskiej odległość ta nie wydaje się ogromna, należy pamiętać, że powstańcom brakowało żywności i koni, ludzie cierpieli z głodu, pragnienia i zmęczenia. Brak map i zupełna nieznajomość terenu oraz brak koordynacji i współpracy z ludnością miejscową, odnoszącą się do powstania obojętnie lub wrogo, powodował, że insurgenci błądzili, wielokrotnie przechodząc przez te same miejsca. Przebycie 200 wiorst w tych warunkach urastało do rangi niemożliwego wysiłku. Powstańcy nie znali także położenia oddziałów rosyjskich, które skutecznie obsadziły wszystkie wyjścia z gór. Perspektywy bojowników z każdym dniem się pogarszały. Niektórzy odłączali się od powstania i próbowali ucieczki na własną rękę, jednak najdalej po kilku dniach wpadali w ręce żołnierzy lub byli wydawani przez miejscowych. Kazimierz Arcimowicz tak opisuje te dni:

Rankiem zebrało się nas około 40. Mając za przewodnika włóczęgę, ruszyliśmy w kierunku granicy. Nie mieliśmy ze sobą prawie nic zdatnego do jedzenia, ale włóczęga zapewniał nas, ze po 3-4 dniach przejdziemy góry i my mu naiwnie wierzyliśmy (…) Jedliśmy trawę, korzenie i jagody (…) Przykład uciekinierów naśladowało wielu, tak, że w końcu naszej wędrówki zostało nas już tylko 17. W 24 dniu po potyczce, ledwie żywi, natrafiliśmy na zimowisko Buriatów, obok którego pasło się stado krów. Jedną z nich zabiliśmy natychmiast i zjedliśmy prawie surową. Chcieliśmy tu zostać jakiś czas, aby odpocząć i odzyskać siły, to się jednak nie udało. Następnego dnia napadli na nas Kozacy i wzięli całą 17.[6]

Los pozostałych partii był podobny: wycieńczeni głodem, zniechęceni powstańcy byli systematycznie odszukiwani i brani do niewoli. Do 25 lipca wszystkie polskie oddziały zostały zlikwidowane, powstanie ostatecznie stłumione, a próba zbiorowej ucieczki udaremniona. Powstanie zabajkalskie dołączyło do bardzo długiego szeregu polskich nieudanych wystąpień narodowowyzwoleńczych. Wybrzmiał ostatni akord powstania styczniowego.

Proces i wyrok

Celem wyjaśnienia przyczyn wypadków zabajkalskich, Rosjanie powołali specjalną komisję. Jej raport zawierał m.in. tezę, że powstanie było zaplanowanym działaniem, a nie spontanicznym buntem przeciwko złym warunkom i ciężkiej pracy. Istotnie, bunt nie mógł być spontaniczną reakcją na skrajnie ciężkie warunki pracy, gdyż tych w chwili wybuchu powstania zesłańcy jeszcze nie zdążyli podjąć. Za głównych organizatorów buntu Rosjanie uznali m.in., Szaramowicza, Celińskiego, Arcimowicza, Eljaszewicza, Kotkowskiego, Rejnera i Wrońskiego[7].

Proces uczestników powstania rozpoczął się 24 października w Irkucku i trwał nieco ponad dwa tygodnie. Siedmiu przywódców zbrojnego wystąpienia, wymienionych przez komisję śledczą, zostało skazanych na śmierć przez rozstrzelanie. W uzasadnieniu wyroku podawano:

-Celiński był inicjatorem powstania i przewidywał w nim dla siebie rolę naczelnika. Jego oddział napadał na Buriatów i stawiał zbrojny opór wojskom

-Szaramowicz był głównym naczelnikiem powstania, wstąpił w otwarty bój z wojskami, przymuszał innych, rozkazał psuć drogi i linię telegraficzną

-Rejner przez jakiś czas dowodził awangardą, rozbroił konwój w swojej partii, podpalił stację w Lichanowej

-Kotkowski był naczelnikiem jednego z oddziałów w tajdze. Poza tym brał udział w zabójstwie  Felknera

-pozostali aktywni uczestnicy powstania spełniali raczej role wykonawców niż inicjatorów i organizatorów. Wroński nie dowodził nawet oddziałem.[8]

Gubernator Syberii – Korsakow – zatwierdził wyrok śmierci dla czterech z nich: Gustawa Szaramowicza, Narcyza Celińskiego, Jakuba Rejnera i Władysława Kotkowskiego. Trzej pierwsi rzeczywiście należeli do ścisłego kierownictwa powstania, Rejnera obciążało dodatkowo podpalenie stacji kolejowej. W przypadku Kotkowskiego czynnikiem decydującym był prawdopodobnie fakt, iż w 1862 r. brał on aktywny udział w zabójstwie oficera policji carskiej w Warszawie, niejakiego Felknera. W samym powstaniu był on bowiem postacią drugorzędną.

Egzekucja skazańców miała odbyć się 25 listopada. Dzień przed śmiercią pozwolono oskarżonym napisać listy do rodzin, nigdy ostatecznie nie zostały one jednak doręczone. Polecenie niedostarczania listów wydał osobiście car Aleksander II. Teksty te pozwalają na analizę stanu psychicznego skazańców, ich umysłowości, choć nie rzucają nowego światła na genezę i przebieg  powstania. W listach skazańców czuć smutek i żal, nie ma w nim jednak poczucia, że czyny, za które umierają, były błędem. W pismach tych czytamy chociażby:

Żegnam Ciebie, Bracie, siostry i wszystkich krewnych, kochałem Was do ostatniej chwili i jedyną było moją myślą wpośród najdroższej dla mnie rodziny zakończyć ostatnie dni mojego życia, inaczej się stało.[9]

Najukochańszy Ojcze i matko moja! (…) Zamieszany w katastrofę w zabajkalskiej prowincji sądem wojenno-polowym skazany zostałem na rozstrzelanie i w konfirmacji naczelnika wschodniej Syberii wyrok sądu wojenno-polowego zatwierdzony został. Konfirmacja ta przeczytana mi była (…) jako też z przez przybyłą depeszę od Namiestnika Królestwa, w której wyłuszcza, jako brałem czynny udział w zabójstwie policyjnego urzędnika Felknera. (…) Odnoszę się jeszcze do sprawy. Wzięty zostałem około miasta Kiachty, znękany trudami, głodem i ranami, po przebyciu śnieżnych grzbietów Ałtajskich Gór. Pokarmem moim było mięso końskie, a gdy tego nie stawało, trawa i jagody z krzewin. Z Kiachty przewieziony byłem kurierem do Irkucka i od tego czasu pozostawałem pod zarządem Komisji śledczej i sądu wojenno-polowego.[10]

Wyrok śmierci na Szaramowiczu, Celińskim, Rejnerze i Kotkowskim został wykonany w irkuckim więzieniu 15 listopada 1866 r. o godz. 10.00. O egzekucji natychmiast poinformowano telegraficznie Petersburg. Pozostali powstańcy zostali skazani na podwyższenie katorgi, niekiedy przeniesienie do cięższych robót i zakucie w kajdany. Omijać ich miały kolejne, ogłaszane przez carat amnestie polityczne. Dopiero trzecia z nich, z maja 1873 r., zrównała ich w prawach z innymi kategoriami zesłańców politycznych. Część insurgentów zabajkalskim osiedliła się na Syberii i dokonała tam żywota, niektórym nawet udało się powrócić do Polski.

Echa powstania

Co znamienne pozostali przy życiu powstańcy nie tylko całkowicie porzucili ideę walki zbrojnej, ale po latach zapamiętali zabajkalski bunt jako szczególnie traumatyczne przeżycie. Większość z nich nie pozostawiła spisanych wspomnień: część była analfabetami, większość piśmiennych wstydziła się jednak udziału w bezsensownym wystąpieniu, a ponadto nie chciała zostawiać pisemnego śladu uczestnictwa w buncie, aby się dodatkowo nie obciążać w oczach carskiej administracji w jakichkolwiek innych sprawach[11].

(7)Powstanie zabajkalskie

Aleksander Sochaczewski – Wieczór – zakładanie kajdan.

Znamy tylko cztery relacje pamiętnikarskie weteranów walk zabajkalskich. W żadnej z nich nie znajdziemy szczególnego entuzjazmu dla zbrojnego wystąpienia. Antoni Rozmanith, zesłaniec, który w 1868 roku powrócił do kraju, pisał:

…przykra to rzecz, gdy jaka sprawa nie ma obrońców. Ze stu pięćdziesięcioma ludźmi przeszło zetknąłem się, co byli na drodze zabajkalskiej, a ani jednego nie spotkałem między nimi, który by tej sprawy bronił, przyznawał jej podstawy.[12]

Znany przyrodnik Benedykt Dybowski, zesłaniec, ale i wytrwały, znakomity badacz Syberii, odwiedzając w 1879 roku Miszychę, pisał o powstańcach cieplej, choć wcale nie usprawiedliwiając decyzji o wybuchu buntu:

Instynkt wolności pobija często i rozum. (…) winić skazańców jest rzeczą łatwą, wszakże tylko to widzieć trzeba, że logikę więzienia, nie zwykłą formułę logiczną, oceniać mamy.[13]

Padały wszak i mocniejsze słowa, jak „prywatna awantura, smutna burda skazańców”[14]. Snuto przypuszczenia o zewnętrznej inspiracji dla powstania, o prowokacji, dziś przez historyków wykluczone. Co ciekawe, najżyczliwiej o powstaniu pisali rosyjscy demokraci: Piotr Kropotkin i Longin Pantalejew. U schyłku XIX wieku surowe opinie wygłaszane przez polskich intelektualistów wynikały ze skompromitowania idei walki zbrojnej jako takiej, z triumfu myśli pozytywistycznej. Dziś zobowiązani jesteśmy do chłodniejszego spojrzenia na wypadki z 1866 r.

Powstanie zabajkalskie jednocześnie ucieleśniło i skompromitowało romantyczną ideę walki za wszelką cenę i wszelkimi dostępnymi środkami z rosyjskim zaborcą. Śmiałe plany spiskowców, którzy chcieli wzniecić wielkie antycarskie powstanie z udziałem Polaków i Rosjan, a które miało wskrzesić narodową rewolucję w Królestwie Polskim, okazały się mrzonkami. Ruch powstańczy okazał się w praktyce niczym więcej, niż próbą zbiorowej ucieczki kilkuset zesłańców. I ten jednak wysiłek został udaremniony. Był to jedyny epizod walki zbrojnej polskich zesłańców z Rosjanami na Syberii o relatywnie dużej skali. W bezkresach carskiego molocha także zwyciężyła koncepcja pozytywistyczna, którą w warunkach syberyjskich dało się sprowadzić do walki o przetrwanie. Barwna opowieść o dzielnych powstańcach z dalekiej ziemi i ich heroicznej walce inspirowała artystów, jak np. Kornela Ujejskiego, który powstańców zabajkalskich  w wierszu Lepsza nam kula, sportretował następująco:

„Lepsza nam kula niźli takie życie!”
Rzekli, powstali, rozbroili zbirów;
A gdy broń mieli, to w pierwszym zachwycie
Błysnęła ku nim ziemia łez i kirów.
Potem pustynia, skąd nie ma wychodu,
Bój, gdzie szczęśliwsi giną, męki głodu
I znowu dawne pęta. Sąd otwarty…
Dla katów spisy żeru… Czy słyszycie?
Padł strzał — i drugi — i trzeci — i czwarty!

Salwo męczeńska! Bądź dla tych zbudzeniem,
Których sumienia głos syren utula,
A tym, co naród chcą zbawiać spodleniem,
Powiedz: Niż takie życie — lepsza kula!
Powiedz: Na sprzedaż nie wolno nikomu
Wynosić słupów ze wspólnego domu,
By w ciasnym szczęściu na chwilę utonąć.
Niźli obcego ciała stać się cieniem,
Lepiej jak gwiazda w własnym ogniu spłonąć!

Po klęsce wystąpienia zabajkalskiego, podobnie zresztą jak na ziemiach polskich, akcji powstańczych już nie podejmowano.

Powstanie zabajkalskie, zapewne ze względu na krótki czas trwania, miejsce akcji dramatu i stosunkowo niewielką ilość osób w nie zaangażowanych, nie weszło do historycznego communis opinio. W podręcznikach, nawet tych do szkoły średniej, wzmiankuje się o nim w jednym zdaniu lub nie mówi zgoła wcale. Warto o tym, jako w całym swym tragizmie barwnym i egzotycznym, epizodzie polskich walk narodowowyzwoleńczych jednak pamiętać.

PS. Polacy, potomkowie emigrantów zarobkowych, ale również zesłańców postyczniowych (w tym zapewne także powstańców zabajkalskich), żyją w południowo-wschodniej Syberii do dziś. Nad Bajkałem, w okolicach Irkucka, znajdują się „polskie” wioski, takie jak choćby Wierszyna. Ich mieszkańcy na ogół nie używają już dziś języka polskiego, często pamiętają jednak o swoich korzeniach.

[1] H. Skok, Polacy nad Bajkałem, Warszawa 1974, s. 245.

[2] H. Skok, Powstanie za Bajkałem w 1866 r., [w:] Przegląd Historyczny, tom LIV, z.2, Warszawa 1963, s. 248-249.

[3] Tamże, s. 245.

[4] Cytaty pochodzą z dokumentów urzędowych zachowanych w archiwach syberyjskich. Przytaczam je za H. Skokiem. Zob. H. Skok. Polacy nad Bajkałem…, s. 272 i in.

[5] Tamże, s. 283.

[6] Tamże, s. 288.

[7] Akta komisji śledczej pod przewodnictwem gen. Oldenburga do zbadania przebiegu wypadków zabajkalskich. Cyt. za: H. Skok, Polacy nad Bajkałem…, s. 289.

[8] Uzasadnienie wyroku sądu wojskowego w Irkucku pod przewodnictwem gen. Sofianowa z dn. 9.11.1866, przedłożone do zatwierdzenia przez gubernatora gen. Korsakowa. Cyt. za: H. Skok, Polacy nad Bajkałem…, s. 294.

[9] List Celińskiego do brata Leonarda, Irkuck, 14 listopada 1866. Cyt za: H. Skok, Powstanie za Bajkałem…, s. 265.

[10] List Kotkowskiego do rodziców, Irkuck, 13 listopada 1866. Cyt za: H. Skok, Powstanie za Bajkałem…, s. 265-266.

[11] Zob. też: Wiktoria Śliwowska, Echa powstania na trakcie okołobajkalskim, [w:] Epilog styczniowej insurekcji 1863 roku, pod red. Eugeniusza Niebielskiego, Lublin 2006.

[12] A. Rozmanith, Wspomnienia znad Bajkału. Przyczynek do historii wygnaństwa z notat i opowiadań spisał Rościsław, Kraków 1870, s. 71.

[13] B. Dybowski, O Syberii i Kamczatce, cz. 1, Warszawa-Kraków, 1913, s. 291.

[14] Kartki z życia wygnańców polskich na Syberii, Kraków 1895, s. 5-7.

Komentarze