Od Mierosławskiego do Traugutta. Poczet dyktatorów powstania styczniowego

W dobie powstania styczniowego wojsko nie miało nadmiaru karabinów, a armat nie posiadało praktycznie wcale. Nie doświadczało też kłopotów bogactwa, jeśli chodzi o liczbę rekrutów chętnych do rozprawy z moskiewskim zaborcą. Przeszkolenie militarne, karność i morale partyzantów również pozostawiało wiele do życzenia. Rewolucjonistów rosyjskich, chcących ramię w ramię z Polakami walczyć o równość i sprawiedliwość społeczną oraz wyzwolenie spod absolutystycznej władzy cara, było jak się okazało jak na lekarstwo. Pomoc międzynarodowa, na którą bardzo liczono, okazała się zbyt skromna. Mimo, iż powstanie styczniowe cieszyło się powszechną sympatią społeczeństw zachodnich, dyplomacje europejskich mocarstw realizowały własne interesy. W 1863 r. nie należało do nich wspieranie walk o niepodległość Polski kosztem osłabienia Imperium Rosyjskiego. Obiecywano pomoc. Rząd Narodowy brał ją pod uwagę w swoich rachubach, nigdy jednak nie nadeszła. Udział cudzoziemców w powstaniu okazał się symboliczny – było ich najwyżej kilkuset. To raptem garstka wobec kilkuset tysięcy żołnierzy rosyjskich zmobilizowanych do tłumienia buntu. Jak zatem myśleć o zwycięstwie? Z pewnością było ono możliwe jedynie pod warunkiem maksymalnego wykorzystania wszystkich dostępnych w kraju środków i zmobilizowania wszelkich sił chętnych do walki. Aby to umożliwić, potrzeba było światłego, świadomego celów powstania, niezłomnego charakterem kierownictwa. Czy jednak było tak w 1863 r.?

W powszechnej opinii „potępieńcze swary”, cytując największego z narodowych wieszczów, stawały na przeszkodzie nadziejom Polaków na odzyskanie niepodległości. Często spotkać się można z opinią, iż największą szansę powodzenia spośród wszystkich polskich zrywów niepodległościowych miało powstanie listopadowe. Szansa ta została jednak zmarnowana przez chwiejność postaw i słabość charakterów dowódców tego zrywu, odmalowanych przez Juliusza Słowackiego w Przygotowaniu Kordiana, jako pionki wyciągane przez Szatana z kotła czarownic. Oczywiście, jak zawsze w historii, klęska powstania listopadowego miała więcej przyczyn, wśród których na pierwszym miejscu należy jednak wymienić znaczną przewagę militarną armii rosyjskiej nad polską. Stwierdzenie jednak, że w trakcie zrywu lat 1830-1831 nie wykorzystano wszystkich szans, nie zawiera jak sądzę fałszu. A jak było ponad 30 lat później?

Kwestia kierownictwa powstania styczniowego była sprawą sporną. Wśród elit „czerwonych” nie było zgodności, jaki powinien być charakter dowództwa powstania. Czy zryw powinien mieć jednego przywódcę, stojącego na czele partyzanckiego wojska i politycznej organizacji, którego kompetencje byłyby bardzo szerokie, czy też powinien być zarządzany kolegialnie przez Rząd Narodowy,  sprawujący polityczne zwierzchnictwo nad działalnością wojskowych? Ostatecznie obie te koncepcje próbowano wcielić w życie. Mieliśmy zatem trzech dyktatorów powstania i nieco liczniejszą grupę przywódców Rządu Narodowego. Dopiero gdy powstanie dogasało, udało się całą władzę polityczną i wojskową skupić w rękach jednego człowieka, i to o nieprzeciętnych zdolnościach – Romualda Traugutta. Na odwrócenie losów insurekcji mogło być już jednak za późno…

DYKTATOR CZY RZĄD NARODOWY?

Zacznijmy jednak od 22 stycznia 1863 r. Wówczas to Komitet Centralny Narodowy, w składzie którego, w opinii wielu historyków, zabrakło wybitnych indywidualności, wydał Manifest wzywający naród polski do powstania, ogłaszając się jednocześnie Tymczasowym Rządem Narodowym. W pięknych, płomiennych słowach wzywano wszystkich mieszkańców polskich ziem do podjęcia walki z Rosjanami. Kto miał jednak walką tą pokierować? Komitet postanowił, aby sprawami wojskowymi kierował dyktator. Kilka dni później wydano dokument, w którym postanowiono, co następuje:

25 I 1863 r. Rząd Tymczasowy Narodowy. Wobec rozpoczętego powstania Polski zaprasza się jen. Ludwika Mierosławskiego na dyktatora i naczelnego wodza tego powstania.[1]

Dokument, sygnowany charakterystyczną, powstańczą pieczęcią z symbolami Orła Białego, Pogoni i Archanioła Michała, mającymi symbolizować jedność w walce o niepodległość wszystkich narodów dawnej Rzeczpospolitej, a więc Polaków, Litwinów i Rusinów, nie pozostawiał wątpliwości. Mimo, iż nie wszyscy z taką koncepcją się zgadzali (protestował przeciwko niej m.in. Stefan Bobrowski[2]), zdecydowano, że pełną władzę wojskową, połączoną ze znacznymi prerogatywami politycznymi, przejmie jedna osoba.

(1)Od Mierosławskiego do Traugutta

Pieczęć Rządu Narodowego w powstaniu styczniowym z symbolami Orła, Pogoni i archanioła Michała

LUDWIK MIEROSŁAWSKI

Ludwik Mierosławski był postacią niezwykle barwną, w jego życiu wydarzyło się tyle, że można byłoby obdzielić kilka życiorysów. Urodził się w 1814 r. we Francji w mieszanej, polsko-francuskiej rodzinie. Jego ojciec był weteranem wojen napoleońskich, a rodzina wkrótce przeniosła się do Łomży, gdzie Ludwik spędził dzieciństwo. Jako nastolatek brał udział w powstaniu listopadowym: uczestniczył m.in. w zdobyciu Arsenału Warszawskiego. Po klęsce powstania ponownie wyjechał do Francji, uzyskał tamtejsze obywatelstwo i – utrzymując kontakty z miejscową emigracją – dzięki nadzwyczajnym umiejętnościom retorycznym i czarującej osobowości, zbudował wielki autorytet i estymę wybitnego znawcy wojskowości. Wrócił do Polski, by wziąć udział w powstaniu wielkopolskim z 1846 r., został jednak zadenuncjowany przez hr. Henryka Ponińskiego, aresztowany i skazany na śmierć. Niemal stojąc na stopniach szafotu został uwolniony, dzięki wybuchowi rewolucji berlińskiej. Dowodził w walkach w Wielkopolsce podczas polskiej Wiosny Ludów. Ponownie znalazł się w pruskim więzieniu, z którego uwolniono go dzięki zabiegom szwagra. Próbował kierować wystąpieniami Wiosny Ludów we Włoszech i Niemczech, ostatecznie jednak wrócił do Paryża. Niepowodzeniem zakończyły się próby tworzenia przez niego Legionu Międzynarodowego we Włoszech, jednak Garibaldi poradził sobie bez pomocy Mierosławskiego. Generał został wykładowcą Polskiej Szkoły Wojskowej w Genui (później Cuneo). Niemal wszyscy absolwenci tej uczelni, działającej niespełna dwa lata, wzięli udział w powstaniu styczniowym. Mierosławski pracował w niej nad wynalazkami wojennymi i nowinkami z zakresu taktyki. Po rozwiązaniu szkoły powrócił do Paryża, gdzie zastał go rozkaz wzywający na stanowisko dyktatora powstania styczniowego.

(2)Od Mierosławskiego do Traugutta

Ludwik Mierosławski – portret E. Charpentiera ze zbiorów biblioteki cyfrowej Polona

Mierosławski uchodzi wśród części historyków za człowieka pysznego i cierpiącego na przerost ambicji nad umiejętnościami. Przed powstaniem poddawał on krytyce kierownictwo czerwonych i deklarował, że weźmie w nim udział tylko wówczas, jeśli będzie mógł objąć pełnię władzy nad ruchem. Komitet Centralny, zdając sobie sprawę z autorytetu, jakim cieszy się generał i nimbu doskonałego dowódcy, jaki się nad nim roztaczał, postanowił przekazać mu dyktaturę, pomimo zdecydowanego sprzeciwu wspominanego już przez nas Stefana Bobrowskiego.

ZŁY DUCH POWSTANIA? DYKTATURA MIEROSŁAWSKIEGO

Mierosławski ociągał się z przybyciem do Polski. Ostatecznie wylądował w niej dopiero 17 lutego, przekraczając granicę z Królestwem Polskim na jednym z najspokojniejszych jej odcinków, obsadzonym dodatkowo silnym kontyngentem wojskowym, czyli na Kujawach. Objął dowodzenie nad dużym oddziałem powstańczym, o którym jednak szybko dowiedzieli się Rosjanie, podejmując pogoń. Mierosławski musiał podjąć bitwę już dwa dni po przybyciu do Królestwa, kiedy jego oddział był jeszcze w fazie organizacji i koncentracji. Bitwa pod miejscowością Krzywosądz zakończyła się klęską oddziału kierowanych przez dyktatora powstania. Zginął w niej m.in. brat Marii Konopnickiej – Jan Wasiłowski. Mierosławski, rozbity przez wojska płk. Jurija Szylder-Szuldnera, uniknął generał całkowitej kompromitacji, łącząc niedobitki swojej partii z oddziałami innego dowódcy, który stacjonował w pobliżu: Kazimierza Mielęckiego. Dwa dni później jednak, dalej zawzięcie ścigany przez Szuldnera, podjął Mierosławski starcie pod Nową Wsią. I tym razem generał poniósł klęskę: atakowany z trzech stron polski oddział po kilkugodzinnym ostrzale uległ rozsypce i skierował się w stronę granicy pruskiej. Klęska pod Nową Wsią była bezpośrednią inspiracją do złożenia przez Mierosławskiego dyktatury. Istnieje domniemanie, że do przegranej Mierosławskiego przyczyniła się bierna postawa części jego oddziału, dowodzonej przez niejakiego Topora, który działał z inspiracji stronnictwa „białych”, dążących do przejęcia wpływów w kierownictwie powstania i chcących z tego powodu usunąć dyktatora zaproponowanego przez Rząd Narodowy zdominowany przez czerwonych. Zrozpaczony generał po niespełna kilku dniach dyktatury opuścił kraj i powrócił do Francji, gdzie nie zawsze zachowywał się jak na oficera przystało, otwarcie krytykując złą organizację powstania i negatywnie wypowiadając się o jego perspektywach. W taki smutny sposób zakończyła się dyktatura Mierosławskiego. A był to może jedyny człowiek, który mógł uczynić powstanie chłopskiem” – pisał w wydanej w roku 1913 książce Ludwik Mierosławski Bolesław Limanowski, odwołując się do autorytetu generała wśród wielu grup społecznych.

„Niestety nie był odpowiedni na wodza w powstaniu, w którym jednocześnie trzeba było formować wojsko, zdobywać broń i bić się z wrogiem. Zapatrzony na przykład wielkich wodzów z czasów wodzów rewolucyjnych i cesarstwa we Francyi, mając zawsze przed oczyma olśniewający obraz Napoleona, pojmował tylko wojnę regularną z wojskiem regularnym”oceniał go dalej historyk. [3]

Współcześnie również daje się słyszeć krytyczne wobec postaci Mierosławskiego głosy historyków i publicystów, podkreślające jego krótkotrwałą dyktaturę, w czasie której przegrał dwie potyczki i opuścił kraj oraz dwuznaczną postawę na emigracji zarówno przed powstaniem, kiedy głośno krytykował kierownictwo czerwonych, jak i po nim, gdy bezceremonialnie skarżył się na złą organizację działań zbrojnych. „Nie da się z Mierosławskiego zrobić bohatera pozytywnego. To jak jątrzył środowisko emigracyjne we Francji przed powstaniem i jak oczerniał powstańców po ucieczce z pola walki jest po prostu haniebne” – to opinia prof. Wiesława Cabana z UJK w Kielcach[4].

(3)Od Mierosławskiego do Traugutta

Popiersie Mierosławskiego autorstwa znanego rzeźbiarza Cypriana Godebskiego, ustawione na grobie generała na paryskim cmentarzu Montparnasse.

ZAMACH STANU MARIANA LANGIEWICZA

Po wyjeździe Mierosławskiego wydawało się, że urząd, który piastował, zostanie zniesiony. Wprawdzie generał przez jakiś czas tytułował się dyktatorem i próbował nawet wpływać na sprawy powstańcze, Rząd Narodowy nie uwzględniał jednak jego stanowiska w sytuacji, gdy ten przebywał za granicą. Wyznaczono termin do 8 marca, w czasie którego, gdyby Mierosławski się nie pojawił, jego pełnomocnictwa ostatecznie wygasłyby. Oczywiście Mierosławski do Polski nie powrócił. Tymczasowy Rząd Narodowy zebrał się w Warszawie, by podjąć decyzję o zniesieniu urzędu dyktatora. Stanął jednak przed faktem dokonanym. Malowniczo opisuje sytuację tę Paweł Jasienica, przywołując zebranie rządu, na które spóźnia się jeden z członków, Agaton Giller (jak się później okazało, agent „białych” w Rządzie Narodowym). Kiedy przybywa wreszcie, godzinę po wyznaczonym terminie, ogłasza tylko: „Mamy dyktatora”, po czym na stole kładzie kartkę papieru[5]. Na kartce tej napisane jest m.in.

Jakkolwiek są w narodzie mężowie daleko ode mnie wyżsi zdolnościami i zasługą, jakkolwiek czuję całą wielkość obowiązków i odpowiedzialność (…) jednak zważając na nagłość okoliczności (…) porozumiawszy się z Tymczasowym Rządem Narodowym, biorę najwyższą władzę dyktatorską, którą po zrzuceniu jarzma moskiewskiego złożę w ręce narodu w osobie jego reprezentantów (…) Jen. Marian Langiewicz, dyktator.[6]

W rzeczywistości Langiewicz, człowiek osobiście uczciwy, na urząd ten powołał się samozwańczo, nie zdając sobie z tego nawet sprawy. Człowiek, z którym rozmawiał przed wydaniem odezwy, tytułujący się reprezentantem rządu: Adam Grabowski, w rzeczywistości był sympatykiem stronnictwa „białych”, wówczas pozostających jeszcze poza szeregami władz powstańczych. Ostatecznie Rząd Narodowy zdecydował się uznać uzurpatorską, przejętą w drodze de facto zamachu stanu, dyktaturę Langiewicza, uznając, iż walka z nim komplikowałaby sytuację w Królestwie i szkodziłaby sprawie powstańczej[7].

--

Marian Langiewicz, grafika z epoki.

Marian Langiewicz w chwili objęcia dyktatury miał 36 lat. Pochodził z Wielkopolski. Jego ojciec, z wykształcenia lekarz, poległ w powstaniu listopadowym. Langiewicz, podobnie zresztą jak Mierosławski, był zdeklarowanym rewolucjonistą, któremu nieobcy był ideał walki „za wolność waszą i naszą”. Brał udział w wyprawie sycylijskiej Garibaldiego, gdzie odznaczył się odwagą i walecznością. Miał z poprzednim dyktatorem więcej wspólnego. Z Mierosławskim łączyło go też wykształcenie wojskowe (Langiewicz był oficerem artylerii w armii pruskiej) oraz fakt wykładania w Polskiej Szkole Wojskowej w Genui. Mimo to obaj panowie nie przepadali za sobą, a z czasem weszli w otwarty konflikt, który doprowadził do opuszczenia Szkoły Wojskowej przez Mierosławskiego. Należy podkreślić, że osobista animozja z Mierosławskim być może wpłynęła na fakt, iż to właśnie jemu „biali” podsunęli stanowisko dyktatora powstania – Mierosławski uchodził bowiem za człowieka „czerwonych”.

Marian Langiewicz uczestniczył w przygotowaniach do powstania styczniowego już od 1862 r., walczył też, dowodząc szeregami powstańców, począwszy od nocy z 22 na 23 stycznia. Był pułkownikiem w województwie sandomierskim. Jego oddziały przypuściły w czasie nocy styczniowej ataki na Jedlnię, Bodzentyn i Szydłowiec. Począwszy od dnia wybuchu powstania jego partia, sprawnie zorganizowana i, jak na warunki powstania styczniowego, bardzo liczna, ze zmiennym szczęściem potykała się z Rosjanami. Epopeja oddziału tego trwać miała blisko trzy miesiące i okazała się największą kampanią całej insurekcji. Partia Langiewicza stale rosła i w chwili, gdy jego dowódca obejmował stanowisko dyktatora, liczyła blisko 5 tysięcy żołnierzy.

DYKTATURA NA POLU BITWY

Jako dyktator Langiewicz dawał powstańcom nadzieję. Uchodził za człowieka kompromisu, którego mogą popierać zarówno „biali”, jak i „czerwoni”. Tak jak Mierosławski, którego szczerze nie znosił, również Langiewicz cieszył się wielkim autorytetem i powszechnym niemal uwielbieniem. Wiesław Caban, znawca dziejów powstania styczniowego, scharakteryzował go w sposób następujący:

Langiewicz dawał Polakom nadzieję. Ludzie wierzyli, że przyniesie on Polsce zwycięstwo. Był wiarygodny i żołnierza traktował na serio. On miał autorytet! Był osobowością. W całym powstańczym chaosie był osobą na właściwym miejscu. Wiedział o co w tej sprawie chodzi od strony militarnej i co bardzo ważne do strony politycznej. To dawało mu niezwykłą popularność[8].

Swoim żołnierzom Langiewicz oznajmił, że objął urząd, w dworku w Goszczy 11 marca[9]. Kilka dni później zatrzymał się na obóz w dworku Chroberz, rodzinnym gnieździe margrabiego Wielopolskiego. W czasie postoju tego zezwolił na dokonanie rekwizycji, co w praktyce oznaczało grabież dworu margrabiego przez partyzantów. Żołnierze jedli kury, krowy i świnie będące inwentarzem margrabiego, raczyli się trunkami z jego piwnic, a część z nich spędziła tę noc wygodnie w hrabiowskich pościelach. Postępowanie takie, z pewnością niegodne żołnierzy i ich dowódcy, częściowo daje się jednak wyjaśnić bardzo trudnymi warunkami życia w oddziałach powstańczych oraz powszechnym przekonaniem, iż Wielopolski jest zdrajcą, a jego polityka (w tym zwłaszcza decyzja o brance) sprowadza na naród poniewierkę i cierpienie.

W Chrobrzu zaskoczyła Langiewicza wiadomość o nadciągającym oddziale rosyjskim. Generał, wycofując się, odpierał ataki Rosjan i nie dał rozbić swojej partii. Wielkie zasługi w potyczce tej położyli, służący w oddziale dyktatora, żuawi śmierci dowodzeni przez francuskiego ochotnika, Francois Rochebrun’a oraz podkomendni Dionizego Czachowskiego. Rosjanie jednak nie przerwali marszu za dyktatorską partią. Dzień później, 18 marca, miała miejsce jedna z najkrwawszych bitew styczniowej insurekcji. Pod Grochowiskami wymiana ognia trwała cały dzień. Bitwa, mimo iż toczona w niekorzystnych dla Polaków warunkach terenowych: na grzęzawisku, po raz kolejny dowiodła kunsztu Langiewicza i jego oficerów. Cudów waleczności dokonywali Rochebrun, Czachowski czy ks. Agrypin Konarski, z krucyfiksem i rewolwerem w ręku zagrzewający powstańców do boju. W bitwie tej uczestniczył m.in. zakonnik Adam Chmielowski, późniejszy św. brat Albert.

(5)Od Mierosławskiego do Traugutta

Pieczęć dyktatorska Mariana Langiewicza

Mimo iż oddziału Langiewicza nie udało się rozbić, doznał on ciężkich strat. W bitwach pod Chrobrzem i Grochowiskami poległo ok. 300 insurgentów. Partia wydawała się jednak zdolną do kontynuowania walk. Sam generał postanowił jednak przekroczyć z oddziałem granicę Galicji, aby odpocząć, zebrać siły i wkrótce powrócić do walki w Królestwie. Decyzję tę część historyków uważa za pochopną, a wśród przyczyn takiego kroku doszukuje się załamania psychicznego generała[10]. W chwili przekraczania kordonu Langiewicz natrafił na oddział austriackiej żandarmerii i został przez nią aresztowany, co skutecznie wyłączyło go z dalszego udziału w powstaniu. Podobno na wieść o pojmaniu generała car Aleksander II niezmiernie się ucieszył, pozwalając sobie na entuzjastyczny okrzyk: „Langiewicz wziat!”. Druga z dyktatur powstania styczniowego zakończyła się niemal równie szybko jak pierwsza. Tym razem trwała 12 dni.

(6)Od Mierosławskiego do Traugutta

Langiewicz w towarzystwie jednej z najsłynniejszych kobiet-bojowniczek powstania styczniowego – Henryki Pustowójtówny.

DYKTATORSKI WAKAT

Klęska dyktatury Langiewicza skłoniła Tymczasowy Rząd Narodowy do tymczasowego zniesienia tego urzędu. Nowego dyktatora nie wyznaczono, uznając, iż nierozsądnym jest, aby ogólnonarodowe powstanie spoczywało w rękach osoby zaangażowanej na placu boju. Klęska oddziału dowodzonego przez dyktatora, a zwłaszcza śmierć lub odniesienie ran przez przywódcę powstania, pojmanie go, albo nawet nieszczęśliwy wypadek wiązało by się z kryzysem całego zrywu, wręcz stawiałoby na szali możliwość kontynuacji insurekcji. Od tej pory dowódcy oddziałów partyzanckich mieli podlegać władzy politycznej, a najwyższe kierownictwo powstania styczniowego spoczywało wyłącznie w ręku Rządu Narodowego. Stosowną odezwę wydał w tym celu komisarz nadzwyczajny rządu, Stefan Bobrowski.

Rodacy! Dyktatura objęta przez jen. Langiewicza d. 11.III upadła, a władza naczelna kraju przechodzi na powrót w ręce Tymczasowego Rządu Narodowego w Warszawie, który nie przestał pełnić obowiązków rządowych i jest jedynie prawnie ukonstytuowaną władzą krajową. (…) Walczyć  będziemy bez znużenia, nie zrażeni niepowodzeniem (…) Nie koncentrując całej sprawy w jednej osobie, z której upadkiem runąć by mogło powstanie, silni zaufaniem, jakie posiadamy, stanowczo przeciwko pokuszeniom się fakcji, które by usiłowały stworzyć niezależne od nas władze (…).[11]

Tak więc na kilka miesięcy władze powstania wzięły rozbrat z urzędem dyktatora. Ostatecznie też pogrzebana została koncepcja, aby stał on na czele jednej z partii powstańczych i walczył w terenie. Całość władzy politycznej i wojskowej wróciła w ręce Tymczasowego Rządu Narodowego (od maja 1863 r. zmieni on nazwę na Rząd Narodowy). Różne były koleje tej organizacji. Coraz większą rolę odgrywali w nim „biali”, którzy rekrutowali się i reprezentowali interesy przede wszystkim ziemiaństwa i burżuazji, przed 1863 r. byli niechętni powstaniu, jednak gdy wybuchło, zdecydowali się do niego przystąpić, by z biegiem czasu uzyskać decydujące wpływy w Rządzie Narodowym. Tragicznym momentem był zwłaszcza 12 kwietnia 1863 r., kiedy to w wyniku zbrodniczej intrygi życie z ręki rodaka stracił Stefan Bobrowski. Lider frakcji „czerwonych”, krótkowidz, człowiek mizerny i słabego zdrowia, został zabity w pojedynku przez Adama Grabowskiego – tego samego, który powołując się na fałszywe pełnomocnictwa rządowe, nakłonił Langiewicza do uzurpatorskiej decyzji o ogłoszeniu się dyktatorem. Przyczyną pojedynku była obraza, jakiej dopuścił się Bobrowski w stosunku do przeciwnika, określając go w przechwyconym przez „białych”, prywatnym liście do Langiewicza „(…) jest to awanturnik najpospolitszy, o którym poważnemu politykowi nawet wstyd wspominać (…)”. Historyk Julian Łukaszewski napisał o śmierci Bobrowskiego następujące słowa:

Jeśli w ogóle zamazanie hańby lub obelgi w naszym stuleciu przez poranienie lub śmierć jest anachronizmem barbarzyńskim, to pojedynek w takich okolicznościach i z takim człowiekiem jak Bobrowski był po prostu – wyrafinowanym mordem[12].

Śmierć Bobrowskiego spowodowała, że „biali” opanowali całkowicie kierownictwo Rządu Narodowego, kierowanego od maja przez Agatona Gillera. Powstanie zaczęło tracić rozmach. Miesiąc po śmierci Bobrowskiego życie straciła ostatnia wielka osobowość obozu „czerwonych” – Zygmunt Padlewski. Jego oddział walczył przez cztery miesiące w płockiem, nie odniósł spektakularnych sukcesów, ale też nie dawał się rozbić. Padlewski został aresztowany w trakcie przypadkowej rewizji, skazany na śmierć i rozstrzelany 15 maja w Płocku. Lato 1863 r. było ciężkim okresem dla insurekcji. Liczba oddziałów topniała. Co i rusz któraś z partii szła w rozsypkę lub przekraczała kordon. W Warszawie natomiast miała miejsce radykalizacja nastrojów, rosła liczba zamachów. Apogeum terroru nastąpiło po słynnym zamachu na Namiestnika Królestwa Polskiego, gen. Fiodora Berga i równie słynnym, krwawym rosyjskim odwecie. W październiku sztyletnicy przeprowadzili kilkadziesiąt zamachów, ze strony rosyjskiej zaś nie było tygodnia, by nie stawały w Warszawie szubienice. Brakowało ludzi takich jak Bobrowski, który „wywierał wpływ stanowczy, a humanitarny (…) Póki do Rządu należał, od terrorystycznych i jakobińskich praktyk powstrzymywał.”[13] Rząd Narodowy zdawał się coraz bardziej tracić kontrolę nad sytuacją.

NA KŁOPOTY – TRAUGUTT

„Wobec powszechnego rozprężenia organizacji, naprzeciw z każdym dniem bardziej srożącej się Moskwy, ze względu na zbliżającą się porę zimową, trzeba było koniecznie stanowcze podjąć postanowienie i zaprowadzić tak w rządzie, jak i całej organizacji radykalne przeobrażenia.”  – napisał Julian Łukaszewski[14]. Stojąc pod ścianą, „biali” podjęli decyzję o przekazaniu władzy Romualdowi Trauguttowi. Miał on przejąć pełną kontrolę nad powstaniem, stając jednocześnie na czele Rządu Narodowego i zostając trzecim w dziejach insurekcji dyktatorem.

(7)Od Mierosławskiego do Traugutta

Romuald Traugutt w mundurze oficera carskiej armii

Traugutt był postacią szczególną. Obejmował urząd w wieku 37 lat, jednak jak dotąd zupełnie niczym się dla sprawy narodowej nie zasłużył. Nie uczestniczył w jakichkolwiek przygotowaniach do powstania, nie należał do konspiracyjnych organizacji. Mało tego, uważał zbrojny zryw za zły pomysł. Gdy już jednak wybuchło, uznał, iż jego powinnością jako Polaka jest dołożyć wszelkich starań, aby mogło zakończyć się powodzeniem. Zupełnie różnił się od pozostałych przywódców rewolucji, nie angażując się w personalne spory, nie ulegając skłonności do egzaltacji. „Milczący, chłodny, zdyscyplinowany, kompetentny, całkowicie odbiegał od stereotypów polskiego rewolucjonisty”[15]. Jak trafnie scharakteryzował go Paweł Jasienica: „Trzydzieści kilka lat przeciętnego, niczym nie wyróżniającego się bytowania i wreszcie kilkanaście miesięcy bohaterskiej epopei, zakończonej heroiczną śmiercią”[16].

Pisząc o Traugutcie, łatwo popaść w przesadę, tworząc obraz hagiograficzny. Dzieje się tak, gdyż od śmierci ostatniego dyktatora zaczęła się kształtować, funkcjonująca zresztą do dziś i oddziałująca nawet na umysły historyków, legenda dyktatora. Utożsamiany ze świętym, z męczennikiem narodowej sprawy, opiewany był przez poetów, literatów, publicystów[17]. Przedmioty i pamiątki z nim związane traktowano niemal jak relikwie, tym bardziej, że zachowało się ich niewiele, a do dziś jedynym materialnym śladem po dyktatorze są okulary, które według legendy miał zdjąć tuż przed egzekucją i przekazać stojącemu pod szubienicą dziecku[18]. Legenda ta świeciła jasno w II Rzeczpospolitej, gdzie Traugutt przedstawiany był jako dyktator niezwykłej woli i potęgi ducha, godny poprzednik Józefa Piłsudskiego[19]. Swojego blasku nie utraciła też w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w której kładziono nacisk na inne aspekty biografii dyktatora, widząc w nim rewolucyjnego demokratę, który, nawet sam o tym nie wiedząc, kładł podwaliny przyszłej, robotniczo-chłopskiej ojczyzny[20]. Kolejne pokolenia pokolenia Polaków żyły w przeświadczeniu wyrażonym lakonicznie przez Stefana Kieniewicza: „Traugutta czcić powinniśmy na pewno”[21]. Nie trzeba zatem dokładać cegiełki do budowy gmachu kryształowego wizerunku ostatniego przywódcy powstania styczniowego. Postarajmy się po prostu prześledzić jego życiorys i działalność powstańczą.

BOHATER Z PRZYPADKU

Traugutt urodził się na dzisiejszej Białorusi i tam spędził dzieciństwo. Uczęszczał do gimnazjum w Świsłoczy, będąc uczniem zdolnym i gorliwym. Marzeniem Traugutta było zostanie inżynierem, specjalistą od budowy dróg. Nie dostał się jednak na upatrzone studia do Petersburga, postanowił więc rozpocząć karierę w wojsku. Służył jako saper, zaliczając kolejne szczeble kariery w carskiej armii i awansując na stopień podpułkownika. O czym rzadko się wspomina, walczył w armii rosyjskiej dowodzonej przez Iwana Paskiewicza w powstaniu węgierskim, gdzie zdarzało mu się „krzyżować szablę” z oddziałami Legionów Polskich Józefa Bema. Za zasługi otrzymał nawet Order św. Anny II klasy. Walczył również w wojnie krymskiej, przebywał nawet w kwaterze głównej w oblężonym Sewastopolu. Nie wykazywał tam jakichkolwiek oznak nielojalności wobec rosyjskich przełożonych. „Gdy inni Polacy, bardzo liczni w wojskach zebranych na Krymie, przy najmniejszym niepowodzeniu wojsk sprzymierzonych, nie umieli ukryć złego humoru (…) Traugutt zawsze był jednaki – obojętny, skupiony, nie uśmiechnięty, ani też zasępiony” – wspominał go rosyjski historyk[22]. Za swoje zasługi wielokrotnie nagradzany, w międzyczasie założył rodzinę, doczekał się trojga dzieci, a emerytowany w wojsku, podjął pracę jako nauczyciel w petersburskiej wyższej szkole wojskowej. Przez cały czas nie podjął ani cienia antypaństwowej działalności.

(8)Od Mierosławskiego do Traugutta

Podporucznik saperów Romuald Trauguttz żoną Anną z Pikielów, zdjęcie poślubne, lipiec 1852.

Przełomem w życiu Traugutta były lata 1859-1860. Wówczas to, w ciągu kilkunastu miesięcy zmarli kolejno: babka Justyna, którą darzył ogromnym szacunkiem i która wychowywała go po śmierci matki, najmłodsza córka Justyna, żona Anna i najmłodszy syn Konrad i starszy – Roman. Mimo bardzo głębokiej wiary, Traugutt przeszedł załamanie nerwowe. „Dmuchnąć tylko, a już by mnie nie było. Doktorów żadnych się nie radzę, bo na moje cierpienia wszelakie tylko Bóg lekarzem na niebie”[23]. Porzucił wygodną posadę w szkole wojskowej i pojechał do Królestwa Polskiego, do majątku w Białej należącego do siostry. Tam odnalazł spokój ducha, a wkrótce poznał Antoninę Kościuszkównę, wnuczkę brata naczelnika z 1794 r., i ożenił się po raz drugi. Potwierdził decyzję o dymisji w petersburskiej akademii wojskowej i osiadł wraz z drugą żona w majątku Ostrów koło Kobrynia, który otrzymał w spadku po dziadku. Tam zastała Traugutta wieść o wybuchu powstania styczniowego.

PARTYZANCKI DOWÓDCA MIMO WOLI

Początkowo nie chciał angażować się w działania zbrojne. Jako emerytowany pułkownik carskiej armii doskonale zdawał sobie sprawę z dysproporcji sił i beznadziejności położenia powstańców. Namówiono go jednak, aby zaangażował się w działania zbrojne i objął dowództwo nad lokalnym oddziałem. Gdy podjął już taką decyzję, trwał w niej konsekwentnie, w przeciwieństwie do wielu innych dowódców, którzy po rozbiciu ich jednostek często po prostu wracali do domów. Szlak bojowy oddziału Traugutta zaczął się w kwietniu 1863 r. na ziemi kobryńskiej. Jego partia wsławiła się kilku udanymi zasadzkami na wojska rosyjskie. W oddziale przyszły dyktator starał się zaprowadzić zasady obowiązujące w wojskach regularnych, podwładnym narzucił dyscyplinę, dwa tygodnie prowadził uciążliwe ćwiczenia musztry, strzelania i umiejętności walki w szyku tyraliery. Brak dyscypliny karał surowo, dopuścił się nawet zastrzelenia krewkiego, nieposłusznego żołnierza[24]. Ostatecznie oddział Traugutta został rozbity dopiero w lipcu, po trzech miesiącach operowania, co, biorąc pod uwagę przeciętną żywotność oddziału w powstaniu 1863 r., było długim okresem. Traugutt, po krótkiej rekonwalescencji w dworku należącym do Elizy Orzeszkowej, pojechał do Warszawy, aby oddać się do dyspozycji Rządu Narodowego. Otrzymał nominację generalską i zadanie udania się do Paryża celem prowadzenia zabiegów dyplomatycznych o pomoc Francji dla polskiego zrywu. Misja zakończyła się oczywiście fiaskiem. Po powrocie Traugutt uzyskał poparcie zarówno „czerwonych”, jak i „białych”, którzy w obliczu postępującego osłabienia ruchu powstańczego i paraliżu rządu, postanowili oddać mu w ręce pełnię władzy powstańczej.

DYKTATURA W ZACISZU GABINETU

17 października Traugutt został dyktatorem (sam tego tytułu nie używał) powstania i przywódcą Rządu Narodowego. Przywództwo to miało charakter tajny i de facto jednoosobowy (Traugutt nie dobrał sobie nikogo do pomocy). Dyktator uważał, iż jakiekolwiek dzielenie się władzą wpłynie na osłabienie efektywności działania rządu powstańczego.

17 października dobitnie wykazał zebranym członkom Rządu oczywiste nieprawdopodobieństwo kierowania powstaniem w sposób dotąd praktykowany, żeby nad wszelkimi ważniejszymi sprawami collegialiter obradowano (…) Dlatego w imię świętej sprawy wzywa członków rządu do złożenia mandatów[25].

(9)Od Mierosławskiego do Traugutta

Kamienica przy ul. Smolnej 3. W głębi działki, w oficynie, mieszkanie wynajmował Traugutt. Budynek obecnie nie istnieje. Zdjęcie w zbiorach fundacji warszawa1939.pl

Mieszkanie, jakie zajmował dyktator, a więc również siedziba rządu, znajdowało się w części lokalu należącym do Heleny Kirkorowej (aktorki teatrów warszawskich, później skazanej za udostępnienie lokalu na wywózkę na Sybir) przy ul. Smolnej. Traugutt od razu zabrał się do pracy. Całymi dniami pisał odezwy, pracując wytrwale po kilkanaście godzin na dobę, i sukcesywnie rozsyłał je na prowincję. Dbał o drobiazgi i detale, gdy uznał, iż noszenie przez polskie kobiety żałoby narodowej może przyczynić się do zwiększenia rosyjskich represji, nakazał tego zaprzestać. W zarządzeniach swoich wracał do haseł głoszonych przez „czerwonych”, m.in. podkreślając, że ze szlachtą należy „robót zaniechać”, skupiając się na agitacji powstańczej wśród chłopów, mimo, iż w głębi duszy bliżej mu było do programu „białych”. Podkreślał, iż w programie powstania znajduje się bezwzględne uwłaszczenie włościan, i że walcząc o wyzwolenie Polski, walczą oni także o wolność i własność dla siebie. Dostrzegał też siłę w środowisku robotników i drobnomieszczaństwa.

Stan szlachecki w powstaniu obecnym widocznie już się zużył, zresztą to, co było w nim najszlachetniejszego, albo walczy w szeregach narodowych, albo wyginęło, lub też przez Moskwę z kraju wywieziono (…) zalecamy więc stanowczo (…) przedłużać zaś i rozwijać wszelkie roboty tak organizacyjne, jak i wojenne głównie z ludem i przez lud tak wiejski, jak i miejski.[26]

Celem Traugutta jako dyktatora było też takie zarządzanie siłami, którymi dysponował, aby jak najwięcej partii powstańczych przetrwało zimę i na wiosnę mogło zostać przekształcone w wojsko regularne. 15 grudnia wydał dekret o reorganizacji wojsk narodowych, w którym postanawiał, co następuje:

Rząd Narodowy. Uznając dotychczasowy podział wojsk na województwa i oddziały  (…) nie tylko za niewłaściwy, ale nawet i za szkodliwy i tamujący dalszy rozwój armii narodowej, stanowi: 1. Znieść podział wojska narodowego na województwa i oddziały. 2. Podzielić piechotę na bataliony, a kawalerię na szwadrony. 3. Bataliony i szwadrony połączyć w pułki, a pułki w dywizje. 4. Następnie całą armię narodową podzielić na 4 korpusy, a mianowicie, z wojsk (…) gen. Kruka utworzyć 1 korpus armii, gen. Bosaka – 2 korpus armii (…) itd. oraz ustanowić i przeprowadzić w armii narodowej najściślejszą hierarchię wojskową.[27]

Niestety, aby przekształcić partyzantkę w wojsko regularne, brakowało już ludzi, i to nie tylko kadry oficerskiej, ale też szeregowców.

(10)Od Mierosławskiego do Traugutta

Romuald Traugutt w swoich słynnych okularach, portret z epoki.

Plan dyktatora był racjonalny, nie bardzo dawał się jednak wprowadzić w życie. Powstanie wyraźnie chyliło się ku upadkowi. Historycy są na ogół zgodni, że cios śmiertelny zadał mu ukaz cara Aleksandra II z 2 marca 1864, w którym rosyjski imperator postanowił: „Ziemie pozostające w użytkowaniu włościan w majątkach prywatnych majoratowych i państwowych stają się zupełną własnością używających ich włościan”[28]. Po wydaniu tego ukazu chłopi całkowicie stracili zainteresowanie udziałem w powstaniu. Sprawa niepodległości była przegrana, ale kluczowy punkt programu „czerwonych”, pod którym podpisał się także Traugutt – uwłaszczenie chłopów, choć ostatecznie rękoma cara, został przeforsowany.

DO KOŃCA NA STANOWISKU

Pętla wokół szyi dyktatora zaciskała się. Świadomy, iż trwają intensywne poszukiwania członków Rządu Narodowego, mógł zdecydować się na wyjazd z Warszawy, jednak do końca trwał na stanowisku. Wytrwale pisał powstańcze odezwy, z coraz większą świadomością, że trafiają one w próżnię. Kiedy 11 kwietnia późnym wieczorem zapukali do drzwi jego mieszkania carscy policjanci, nie był zaskoczony. Zapytał tylko „to już?” i zaczął się ubierać. Więziony na Pawiaku i w Cytadeli, pozostawał w dobrej kondycji psychicznej dzięki modlitwie, ustanowieniu i przestrzeganiu własnego porządku dnia oraz zdolnościom plastycznym. W pożegnalnym liście do żony pisał, że wiele godzin upłynęło mu na próbie wyrzeźbienia jej popiersia z chleba. Zeznania, jakie złożył w śledztwie, zostały opublikowane. Nikogo w nich nie obciążył, nie wydał żadnego ze współpracowników, a wątpliwości dotyczące sensowności powstania, jakie targały nim przed wybuchem insurekcji, starał się przedstawić jako okoliczności łagodzące swojego postępowania. Wypada przytoczyć najważniejsze fragmenty zeznań śledczych Traugutta:

Co do osoby, nazywam się Romuald Traugutt, a nie Michał Czarnecki, lat mam 38, żonaty z Antoniną Kościuszko, rodem jestem ze wsi Szostakowa na Litwie (…) W kwietniu r.z. Rudolf Pawłowski, doktor wolno praktykujący i Elert, nie wiem, czym się trudniący, obydwaj z Kobrynia, zaproponowali mi objecie dowództwa nad oddziałem powiatu (…) zrobiłem im uwagę, że robota taka na nic się nie zda (…) lecz kiedy mi przedstawiono, że ludzie zebrani zginą (…) udałem się do oddziału. (…) W dniu 10 października wyjechałem z Krakowa i tegoż dnia stanąłem w Warszawie, obrawszy sobie mieszkanie w Hotelu Saskim (…) po przemieszkaniu trzech tygodni przeniosłem się na Smolną, gdzie od Heleny Kirkor odnająłem pokój z przedpokojem (…) Celem mojego przybycia z Krakowa do Warszawy było pod zasłoną cudzego nazwiska usunąć się od wszelkich robót rewolucyjnych, albowiem do robót wojennych mieszać się nie chciałem, a do innych prac w organizacji zdolny nie byłem. (…) Podczas mego pobytu w Warszawie bezwarunkowo u nikogo nie bywałem (…) siedziałem sobie w domu i czytałem książki, a jeżeli wychodziłem, to czasami po obiedzie na przechadzkę. Wymienionemu mi zarzutowi, jakobym miał tu przybyć do Warszawy dla objęcia kierownictwa w tzw. Rządzie Narodowym (…) jak najmocniej przeczę i choć Komisja podaje mi (…) że cel mojego przybycia do Warszawy jest całkiem inny, jak ja go naznaczam, to przecież ja przy swoim zeznaniu obstaję. Z przedstawionych mi tu nazwisk (…) znam tylko jedynie Dubieckiego, który w tym samym domu mieszkał i stołował się u pani Kirkor, co się tyczy innych osób, to tych wcale nie znam i w żadnych stosunkach z nimi nie byłem.[29]

OSTATNIE CHWILE

Wyrok w sprawie dyktatora mógł być tylko jeden. 19 lipca audytoriat polowy skazał Traugutta na karę śmierci, 30 lipca wyrok zatwierdził Fiodor Berg. Romuald Traugutt został stracony publicznie na stokach Cytadeli, a mówiąc ściślej na placu po południowej stronie Cytadeli, przed dzisiejszym Fortem Legionów, 5 sierpnia 1864 r. Rosyjska orkiestra wojskowa próbowała zagłuszyć 30-tysięczny tłum, jaki żegnał dyktatora słowami pieśni Święty Boże, święty mocny… Egzekucję wykonano o 10 rano, a towarzyszami kaźni Traugutta byli referenci Rządu Narodowego: Rafał Krajewski, Józef Toczyski, Roman Żuliński i Jan Jeziorański. Tak oto ostatni dyktator dołączył nieco z przypadku i trochę wbrew własnej woli do grona narodowych świętych. Do dziś nie mamy pewności, gdzie znajdują się doczesne szczątki Traugutta[30].

(11)Od Mierosławskiego do Traugutta

Krzyż upamiętniający miejsce śmierci Traugutta w parku jego imienia w pobliżu Cytadeli warszawskiej.

Trzecia i ostatnia dyktatura, tak różniąca się od poprzednich, dłuższa i oparta na pracy koncepcyjnej, a nie dowodzeniu powstańczą partią, dobiegła końca. Choć walczyły jeszcze pojedyncze oddziałki, powstanie styczniowe upadło.

[1] Powołanie Ludwika Mierosławskiego na dyktatora. 25 stycznia 1863 r., [w:] Dokumenty Komitetu Centralnego Narodowego 1862-1864., oprac. E. Halicz, S. Kieniewicz, I. Miller, Wrocław 1968, s. 40.

[2] Spory o to, jak ma wyglądać kierownictwo powstania, prowadzone tuż przed jego wybuchem, w ciekawy sposób, choć nie ukrywając sympatii do lewicy „czerwonych” i postaci S. Bobrowskiego, przedstawił P. Jasienica, Dwie drogi, Warszawa 1992, s. 188.

[3] B. Limanowski, Ludwik Mierosławski: naczelnik Państwa Poznańskiego w 1840 r. i bohater spod Miłosławia i Wrześni, Toledo 1913.

[4] Cyt. za: Ludwik Mierosławski: Antybohater powstania styczniowego na portalu powstaniestyczniowe.nck.pl http://powstaniestyczniowe.nck.pl/?p=146, data wejścia 21.08.2014 r.

[5] P. Jasienica, Dwie drogi, s. 227-228.

[6] Odezwa dyktatora gen. Mariana Langiewicza 10 marca 1863 r., [w:] Dokumenty Komitetu Centralnego Narodowego 1862-1864, s. 60-62.

[7] Zob. I. Rusinowa, Polska w latach 1795-1914. Wybór tekstów źródłowych do nauczania historii, Warszawa 1986, s. 261.

[8] Przytaczam za: Marian Langiewicz – 12 dni dyktatury, artykuł na portalu powstanie styczniowe.nck.pl http://powstaniestyczniowe.nck.pl/?p=216 data wejścia 21.08.2014 r.

[9] Z. Noga, Osadnictwo i krajobraz, Kraków 1997, s. 53.

[10] H. Kosk, Generalicja polska: popularny słownik biograficzny, Pruszków 1998, s. 278.

[11] Odezwa komisarza nadzwyczajnego Tymczasowego Rządu Narodowego Stefana Bobrowskiego po upadku dyktatury Langiewicza. Kraków 21 marca 1863 r., [w:] Dokumenty Komitetu Centralnego Narodowego 1862-1864., s. 69-70.

[12] J. Łukaszewski, Zabór pruski w czasie powstania styczniowego, Jassy 1870.

[13] T. Bobrowski, Pamiętnik mojego życia, t. II. Wspomnienie wieku dojrzałego, oprac. S. Kieniewicz, Warszawa 1979, s. 463-474.

[14] J. Łukaszewski, Pamiętnik z lat 1862-1864, Warszawa 1973, s. 113-114.

[15] N. Davies, Boże Igrzysko. Historia Polski, t. II, Od roku 1795, tłum E. Tabakowska, Kraków 1991, s. 451.

[16] P. Jasienica, Obrona grzesznicy, „Twórczość” 1958, nr 3.

[17] Dzieje i różne aspekty funkcjonowania legendy Traugutta omawia J. Rusin, Człowiek świętego imienia. Legenda Traugutta w piśmiennictwie polskim, Rzeszów 2002.

[18] W. Dutka, Okulary Traugutta. Ostatnie chwile dyktatora w powstania styczniowego w piśmiennictwie historycznym okresu epoki, [w:] Epilog styczniowej insurekcji 1863 r., pod red. E. Niebielskiego, Lublin 2006, s. 51-63.

[19] Zob. Dyktator o „dłoni żelaznej”, [w:] J. Rusin, Człowiek świętego imienia…, s. 160-188.

[20] Zob. Bojownik o wolność i demokrację, czyli legenda w służbie ideologii, [w:] J. Rusin, Człowiek świętego imienia…, s. 160-188.

[21] S. Kieniewicz, Romuald Traugutt, „Zeszyty Studium Nauki Społecznej Kościoła”, Warszawa 1987, z. 13. Zob. też tegoż: Romuald Traugutt w oczach potomności, „Tygodnik Powszechny”, nr 3 z 1976 r., oraz Co sądzić o Traugutcie? „W drodze”, nr 7 z 1983 r.

[22] M. Berg, Zapiski o polskich spiskach i powstaniach, Warszawa 1906, t. III, s. 306.

[23] Fragment listu na podstawie listów Traugutta do Jana Karskiego z lat 1853-1860, [w:] Traugutt. Dokumenty, listy, wspomnienia, wypisy, zebr. I oprac. J. Jarzębowski, Londyn 1970, s. 46.

[24] To problematyczne zdarzenie w biografii Traugutta będzie potem rozmaicie interpretowane przez historyków, ale nie wpłynie na legendę bohatera. Por . J. Rusin, Człowiek świętego imienia…, s. 36.

[25] J. Łukaszewski, Pamiętnik…, s. 113-114.

[26] Rozporządzenie Rządu Narodowego o konieczności oparcia powstania na masach ludowych z 27 stycznia 1864 r., [w:] Dokumenty Komitetu Centralnego Narodowego 1862-1864. Oprac. E. Halicz, S. Kieniewicz, I. Miller, Wrocław 1968, s. 309-310.

[27] Dekret o reorganizacji wojsk narodowych, [w:] Dokumenty Komitetu Centralnego Narodowego 1862-1864. Oprac. E. Halicz, S. Kieniewicz, I. Miller, Wrocław 1968, s. 291-292.

[28] Ukaz cara Aleksandra II w sprawie prawa chłopów do ziemi, 17 lutego 1864 r., [w:] Powstanie styczniowe. Teksty źródłowe do nauki historii w szkole średniej, z. 54, s. 25.

[29] Proces Romualda Traugutta i członków Rządu Narodowego. Akta Audytoriatu Polowego z lat 1863-1864. Warszawa 1960, t. II, cz. 1, s. 270-274.

[30] Dzieje poszukiwań ciała Traugutta rekapituluje W. J. Wysocki, Egzekucje na stokach Cytadeli. W poszukiwaniu doczesnych szczątków Romualda Traugutta, [w:] Epilog styczniowej insurekcji 1863 r., pod red. E. Niebielskiego, Lublin 2006, s. 39-50.

Komentarze