Romuald Traugutt

(1826-1864) – dyktator i „męczennik” powstania styczniowego, stał się symbolem obywatelskiej ofiary w walce o niepodległość. W momencie przejęcia przywódca miał 38 lat, posiadał niewielki majątek na Białorusi i był dymisjonowanym pułkownik armii carskiej. Od maja do lipca 1863 r. dowodził z powodzeniem oddziałami na Polesiu. Z tego okresu najbardziej zacięte były trzy potyczki w okolicach miejscowości Horki, które rozegrały się pomiędzy 17 a 25 maja 1863 r. Ostatnia potyczka oddziału Traugutta z Rosjanami odbyła się 13 czerwca pod Kołodnem. Po tej porażce Traugutt rozwiązał oddział. Kiedy w szeregach powstańczych nasilił się wpływ opozycji Czerwonych, Traugutt z poparciem Białych w połowie października 1863 r. odebrał pieczęcie członkom Rządu i odtąd kierował powstaniem jako samodzielny dyktator. Początkowo nie wierzył w szanse sukcesu powstania i nie brał udziału w jego przygotowywaniu. Stanął na czele powstańców z poczucia solidarności, a następnie próbował wykorzystać swą wiedzę wojskową oraz kierować powstaniem tak, aby choć w pewnym stopniu zwiększyć jego szanse. Traugutt zreorganizował kierownictwo powstańcze, podporządkowując naczelnikom wojskowym administrację cywilną. W grudniu powołał regularne kompanie, bataliony i pułki. Dotychczasowe „partie” miały stać się częściami powstańczej armii. Próbował też skutecznie realizować dekret uwłaszczeniowy Rządu. Wyznaczył specjalnych delegatów powiatowych do zajęcia się tą sprawą oraz sądy do rozstrzygania sporów między wsią i dworami. Za przymuszanie chłopów do pańszczyzny była przewidziana kara śmierci. Na wiosnę działania powstańcze były już wyraźnie słabsze, dekrety uwłaszczeniowe skutecznie odstręczyły chłopów od powstania. Rosjanie wpadli na trop organizacji narodowej i 11 kwietnia 1864 r. aresztowali Traugutta. W śledztwie zachowywał się dzielnie, dopiero po skonfrontowaniu z współwięźniami przyznał, że kierował powstaniem w celu odzyskania niepodległości przez Polskę. 5 sierpnia 1864 r. powieszono go na stokach warszawskiej Cytadeli wraz z czterema współpracownikami.

Komentarze